Pasja swoich (i naszych) czasów
Pasji Łukaszowej Krzysztofa Pendereckiego poświęcony zostanie specjalny koncert Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena. Start w sobotę
@RY1@i02/2016/049/i02.2016.049.196000400.803.jpg@RY2@
Kiedy Krzysztof Penderecki komponował "Passio et Mors Domini Nostri Jesu Christi secundum Lucam" (tak brzmi pełny tytuł utworu), był nadal twórcą młodym (miał 32-33 lata), ale już uznanym. Na polską scenę muzyczną wdarł się przebojem. W 1959 roku podczas Konkursu Młodych Kompozytorów Związku Kompozytorów Polskich doszło do sytuacji bez precedensu (nie tylko w tym konkursie, który był zaledwie drugą edycją, lecz chyba w ogóle pośród tego typu wydarzeń). Wszystkie miejsca na podium zajął jeden człowiek - Krzysztof Penderecki właśnie - za "Strofy", "Emanacje" i "Psalmy Dawida". Sytuacja także nigdy się nie powtórzyła - regulamin zmieniono i od tej pory można było przedstawiać jury tylko jeden utwór.
Już wtedy było jasne, że Penderecki jest postacią wyjątkową - kompozytorem ukształtowanym, pewnym swego, bo że wybitnie utalentowanym i znakomicie wykształconym, to oczywiste. Już wtedy tworzył to, co uważał za słuszne - tak jak uważał za słuszne. Od początku miał swój własny język, który zresztą na długo uczynił go symbolem muzyki awangardowej. Do dziś nawet niezainteresowany kulturą Polak, a może i Europejczyk, poproszony o wymienienie współczesnego kompozytora z dużym prawdopodobieństwem poda jego nazwisko. I być może wspomni jego kolejny utwór - "8’37’’, ale nazwie go Trenem, dorzucając pierwotną dedykację, która stała się tytułem "Ofiarom Hiroszimy". Już to dzieło otwiera Pendereckiemu drzwi międzynarodowego środowiska muzycznego, ale czy na estrady koncertowe? Sonorystyczna muzyka dotyka absolutu, ale nie programowo, raczej przez to, że koncentruje się na samej sobie, na brzmieniu, na wydobyciu z instrumentów smyczkowych dźwięków, których "nie powinno w nich być". Andrzej Chłopecki skojarzył je z "Guernicą" Picassa - tak jak ona zawisła w siedzibie ONZ, tak utwór, który Penderecki wręczył sekretarzowi organizacji, stał się arcydziełem "oficjalnie".
Prawdziwa awangarda dba o muzykę. Nieważne, w którym wieku działa. Prawdziwa muzyka zajmuje się światem, znajdując dla opisania go język właściwy dla swojego czasu. Penderecki tworzy w świecie po Hiroszimie, po Auschwitz (jak Różewicz w poezji, tak on w muzyce odpowiada, jak można jeszcze tworzyć). To nie zachwyca każdego słuchacza, ba!, niezachwycona pozostaje większość, ale nie musi. Ta wczesna twórczość Pendereckiego jest prekursorska, ale nie to jest najważniejsze. Jest absolutna, ale dla większości, która zazwyczaj nie zadaje sobie nawet trudu wysłuchania jej, niezrozumiała, bo nieprzyjemna. Na usprawiedliwienie odrzucających ją można jednak dodać, że dla zrozumienia całej złożoności i konstrukcyjnego mistrzostwa tej muzyki nie wystarcza jej wysłuchanie - ujawnia się ona lepiej w skądinąd bardzo nietradycyjnych partyturach.
W tym kontekście warto widzieć zamówienie, które w imieniu stacji radiowej Westdeutsche Rudfunk składa Otto Tomek, najważniejszy bodaj animator ruchu muzyki współczesnej swojego czasu. Utwór ma uświetnić uroczystości 700-lecia katedry w Münsterze. Wybór pada na historię Męki Pańskiej - temat jest adekwatny do okazji, ale też interesujący dla kompozytora, który już w 1962 roku skomponował "Stabat Mater" na chór (włączony do "Pasji"). Interesujący również dlatego, że Penderecki chce nowym językiem muzycznym opowiedzieć o wydarzeniach i z Jerozolimy, i z Auschwitz.
- Sięgnąłem po archetyp Pasji, by wypowiedzieć nie tylko mękę i śmierć Chrystusa, ale i okrucieństwo naszego wieku, męczeństwo Oświęcimia. Chodziło mi o to, aby widz poprzez napięcie i dramatyzm muzyki został włączony w sam środek wydarzeń, jak w średniowiecznym misterium, gdzie nikt nie stał z boku - deklarował kompozytor.
Ten cel Penderecki osiąga, wykorzystując muzyczny język awangardy, którą współtworzy, ale też sięgając po inne techniki. Prof. Józef M. Chomiński, jeden z najważniejszych muzykologów minionego wieku, wyliczył: organalną, motetową, wariacyjną, tematyczną, serialną i sonorystyczną - techniki typowe dla ostatniego tysiąclecia muzyki europejskiej. Najwyraźniejsze jest chyba nawiązanie do Bacha (i to nie tylko i nie przede wszystkim w seriach, których ostatni człon jest oparty na dźwiękach b-a-c-h). Cała konstrukcja - od wstępnego exordium po conclusio - jest oparta na wzorcu barokowego oratorium pasyjnego. Przeplatanie partii narracyjnych (tu realizowanych przez recytatora), dramatycznych scen i komentująco-medytacyjnych arii solowych również znamy doskonale z wielkiej tradycji gatunku. Do bachowskiej Pasji Janowej nawiązuje wyraźnie Penderecki, przypisując szczególną rolę dramatyczną chórowi w partiach tłumu (łac. turba) - tu świszczącego, modulowanego od szeptu po krzyk, w przeciwieństwie do wzorca jednak również zindywidualizowanego (pojedyncze głosy wybijają się i odróżniają od podstawowego tłumu). Wypełnione tak zróżnicowanym materiałem ramy oratorium stają się pasją naszego (czy może już tamtego?) czasu. Najodpowiedniejszą, a przez to zrozumiałą dla odbiorcy. Nie tylko wykształconego muzycznie. Wystarczy wrażliwość, by zrozumieć, ale przede wszystkim poczuć, wejść w świat dramatu - tego z Jerozolimy i tego, który przeżyła Europa w XX w.
Pasja wg św. Łukasza wpisuje się więc w wielką - nie tylko muzyczną - tradycję chrześcijańskiej Europy pozamuzycznym tematem, a także metodami tworzenia i nawiązaniami do wielkich poprzedników. A tego modelowy twórca awangardowy w tamtych czasach nie czynił. Ale też Penderecki już nie dbał o bycie awangardą, tylko o swoją sztukę po prostu. Stał się przy tym na nowo prekursorem. Po "Pasji" powrót wielkich tematów religijnych do współczesnej muzyki stał się trendem otwierającym tej muzyce drzwi do sal koncertowych i katedr, do na nowo budowanej więzi ze słuchaczem, powiedzmy, bardziej okazjonalnym i mniej wytrwałym. Że niektóre realizacje tych tematów są od samej Muzyki (przez wielkie M) dalekie, to inna sprawa.
"Język artystyczny, mimo że czerpiemy go z tylu źródeł inspiracji, z dorobku całego wieku, spłycił się, zubożył. Znaleźliśmy się w punkcie, gdy najbardziej twórcze okazuje się otwieranie drzwi za sobą" - napisał Penderecki wiele lat po "Pasji" (z 1997 roku) w swoim cyklu wykładów "Labirynt czasu", poniekąd broniąc się po raz kolejny przed zarzutem porzucenia awangardy. Jego muzyka, jego prawo. "Pasja" natomiast w moim przekonaniu pozostaje arcydziełem naszych czasów, nie tylko tych sprzed 50 lat. Jednym z tych w sumie rzadkich momentów w historii sztuki, w których intelekt twórcy i jego wrażliwość dotknęły najważniejszego - kondycji ludzkości. Czy naprawdę tak różnej dziś od tej sprzed półwiecza?
@RY1@i02/2016/049/i02.2016.049.196000400.804.jpg@RY2@
HARRY WEINBERG/FOTONOVA
Prawykonanie "Pasji" na Wawelu w 1966 roku
Maciej Weryński
XX Wielkanocny Festiwal Ludwiga van Beethovena - subiektywny wybór
Wykonanie "Pasji wg św. Łukasza" (25 marca w Filharmonii Narodowej, wystąpią Chór Filharmonii Narodowej, Chór Filharmonii im. Karola Szymanowskiego w Krakowie, Warszawski Chór Chłopięcy, Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Narodowej, Johanna Rusanen - sopran, David Pershall - baryton, Nikolay Didenko - bas, Krzysztof Gosztyła - recytacja) pod dyrekcją kompozytora zamknie tegoroczny festiwal. Jubileuszowa edycja rozpoczyna się natomiast już jutro koncertem kameralnym Emerson String Quartetu na Zamku Królewskim (godz. 12). Oficjalna inauguracja tego samego dnia o godz. 19.30 w FN. Fantazję c-moll na fortepian, chór i orkiestrę i IX symfonię d-moll patrona festiwalu wykonają: Yeol Eum Son - fortepian, Heli Veskus - sopran, Bernarda Fink - mezzosopran, Michael Schade - tenor, Markus Eiche - baryton, Chór i Orkiestra Filharmonii Narodowej pod dyr. Jacka Kasprzyka. Oto subiektywny wybór innych szczególnie interesujących pozycji tegorocznego festiwalu.
Yefim Bronfman (fortepian) i Tonhalle-Orchester Zürich pod dyr. Lionela Bringuiera zagrają 19 marca utwory Beethovena, Jörga Widmanna i Béli Bartóka.
Wybitny baryton Thomas Hampson wraz NDR Sinfonieorchester z Hamburga pod dyr. Krzysztofa Urbańskiego wystąpią 22 marca (w programie Mahler, Strauss i Szostakowicz).
Oratorium Ludwiga van Beethovena "Chrystus na Górze Oliwnej" i "Stabat Mater" Gioacchina Rossiniego w wykonaniu Orkiestry Akademii Beethovenowskiej pod dyr. Rolfa Becka będzie można usłyszeć 23 marca w FN.
Katowicka NOSPR pod dyr. Alexandra Liebreicha i soliści: Michael Weinius, Yvonne Nef, Tomasz Konieczny, Jan-Hendrik Rootering, Jaco Venter zaprezentują sceny z "Parsifala" Richarda Wagnera (24 marca, FN).
MW
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu