Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

W wolnej chwili

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Pop według Foxes jest zbyt ugrzeczniony, bezpieczny i w efekcie nijaki, choć nie brakuje w nim wpadających w ucho przyjemnych melodii. Wielu krytyków muzycznych na jej rodzinnych Wyspach też ma problem z Louisą Rose Allen. Foxes ma niesamowity głos, którym potrafi wyciągnąć wzruszające rejestry, jednak chyba się trochę pogubiła po docenionym debiucie "Glorious". Nie poszła w bardziej pompatyczną stronę a la Florence Welch (do której bywała porównywana) ani nie została jeszcze tak popowo-plastikowo zdeprawowana jak Katy Perry. Wciąż jakby stoi pośrodku. Na "All I Need" potrafi wzruszyć, jak w "On My Way" z pianinem i skrzypkami, albo skutecznie wciąga na dyskotekowy parkiet ("Body Talk"). To jednak wciąż piosenki, o których już za kilka tygodni zdążymy zapomnieć. Przy tym całym ugrzecznieniu jednak to właśnie Foxes poleciłbym nastolatkom, które chcą posłuchać porządnego, jeszcze nie ociekającego zbyt mocno banałem popu. Niech "All I Need" będzie dla nich wprowadzeniem do ambitniejszej muzyki.

@RY1@i02/2016/039/i02.2016.039.19600080a.804.jpg@RY2@

Osiem lat temu, kiedy ukazał się debiutancki album Santigold, zostałem wielkim fanem tej amerykańskiej wokalistki. Wtedy jeszcze nosiła pseudonim Santogold. Na jej drugiej płycie "Master of My Make-Believe" (2012) zabrakło już trochę zadziorności i szaleństwa z debiutu. Po kolejnych czterech latach mamy trzeci krążek Santigold "99 Cents", jak dla mniej najmniej ciekawy. Wokalistka przyznaje, że po urodzeniu dziecka się zmieniła. Pisze powoli, zajmuje się poważnymi sprawami w tekstach (zgodnie z tytułem śpiewa tu m.in. o konsumpcjonizmie). W wywiadach zdradzała też, że chciała się jednak przy tej płycie po prostu dobrze bawić. Pomóc w tym mieli zaproszeni Dave Sitek, Rostam Batmanglij z Vampire Weekend czy ILoveMakonnen. Santigold ma ciekawy głos, ogrom energii i potrafi mieszać gatunki, ale na tym albumie straciła trochę oryginalności. Jakby za bardzo poszła w stronę popu, wciąż trochę zakręconego, ale jednak mało wciągającego. Myślę, że ta płyta zdobędzie innych fanów niż jej debiut. Ale jej pierwszy album wciąż pozostaje najciekawszym z całego dorobku.

@RY1@i02/2016/039/i02.2016.039.19600080a.805.jpg@RY2@

Pierwsza część muzycznej ilustracji serialu HBO, którego akcja osadzona jest w Nowym Jorku lat 70. Płyta miksuje style tak, jak dzieje się w serialu. Klasyczny soul, punk rock, disco. Do tego mamy mieszankę kompozycji sprzed lat z numerami napisanymi specjalnie do "Vinylu". Większe wrażenie robią klasyki. Jest chociażby genialny Otis Redding i jego "Mr. Pitiful". Do tego "Suspicious Minds" zaśpiewane przez Dee Dee Warwick. Fenomenalna gwiazda R&B lat 50. Ruth Brown i jej "(Mama) He Treats Your Daughter Mean". Albo funkowy band Jimmyego Castora z szalonym numerem "Its Just Begin" z 1972 r. Dwa kawałki wykonuje tu doskonały wokalista Ty Taylor. Napisany specjalnie do serialu numer zespołu, który oglądamy w "Vinylu", czyli Nasty Bits, to już niemal punkrockowa jazda. Odpowiadają za niego Mick Jagger i grający w serialu lidera Nasty Bits jego syn James. Krążek nie zawiera może największych przebojów z lat 70., ale to doskonały zestaw muzyczny pokazujący ówczesną różnorodność gatunkową i odświeżający kilku znakomitych, a już może lekko zapomnianych muzycznych osobowości.

@RY1@i02/2016/039/i02.2016.039.19600080a.806.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.