Dziennik Gazeta Prawana logo

Kino domowe

"Taniec pustyni" cierpi na typowe grzechy, które popełnia zachodnie kino, próbując opowiadać o Wschodzie. Brytyjczyk Richard Raymond egzotyzuje Iran, umacniając stereotypy na jego temat. Oparty na biografii tancerza Afshina Ghaffariana film cierpi na przesyt tematów. Niepotrzebnie odnosi się do Zielonej Rewolucji z 2009 roku, bo ta pokazana jest bez zrozumienia. Lepiej jest, kiedy twórca portretuje życie młodych ludzi w kraju, w którym prawo zakazuje zabawy i tańca. Irańczycy nie wykazują bierności w podporządkowywaniu się regułom. Buntują się. Zakładają grupę taneczną. Występują na pustyni - kobiety bez hidżabów, mężczyźni bez koszulek. Ale ich bunt nie ma podstaw ideologicznych. Bohaterowie w tańcu znajdują sens życia, a nie formę wyrażenia sprzeciwu wobec sytuacji w ich ojczyźnie. Kiedy jednak wydaje się, że reżyser próbuje nas przekonać, że chcieć znaczy móc, przychodzi nieoczekiwana wolta, która wszystko psuje. Wybrzmiewają z niej komunały o tym, że w Iranie jednak nie można, a Zachód nic nie rozumie. Ale przynajmniej ładnie tańczą.

Pozostało 91% treści
Nie pozwól, by umknęło Ci to, co najważniejsze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.