Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

W wolnej chwili

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Oczekiwanie na nowy album jednej z najważniejszych alternatywnych rockowych kapel ostatnich lat na naszym rynku trwa dziewięć lat. Płyta projektu Macieja Cieślaka jest już podobno w dużej mierze gotowa. Zanim jednak fani dostaną szansę konfrontacji z nowym materiałem Ścianki, zespół wypuścił zapis swojej ilustracji muzycznej do słuchowiska Stanisława Lema "Niezwyciężony". Dwie kilkunastominutowe improwizacje przygotowali w 2013 roku. Jak zdradził Cieślak w jednym z wywiadów: "Oba utwory z płyty zostały nagrane w pierwszym podejściu. Pierwszy to improwizacja, w której od połowy na bieżąco wymyślałem, jakie będą następne akordy. Drugi w porównaniu ze słuchowiskiem dopełniliśmy dodatkowymi dźwiękami. Na płycie nie ma głosów aktorów, więc trzeba było tę oszczędną formę uzupełnić". Pierwszy, "Słuchaj tego podczas letnich nocy", to delikatna impresja pełna przestrzennych gitar. Drugi, "Pustynna planeta", to już więcej niepokoju napędzanego jednostajną linią basu. Jak zwykle w przypadku Ścianki materiał nie jest łatwy. Warto jednak wejść w ich kosmiczny trans.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2016/004/i02.2016.004.19600080d.804.jpg@RY2@

Kilka miesięcy temu pisząc o ciekawych żeńskich projektach muzycznych spoza mainstreamu, wspomniałem o hiszpańskiej grupie Hinds, która przygotowywała wtedy debiutancki materiał. Wreszcie został wydany. Cztery łanie (to tłumaczenie słowa "hinds") Ana, Carlotta, Ade i Amber grają z pozoru prostego garage rocka. Jednak gdyby było to tylko banalne szarpanie strun i krzyki, to pewnie nie zostałyby zauważone przez najważniejsze wydawnictwa muzyczne na Wyspach, nie zagrałyby koncertów z The Libertines i The Vaccines, no i nie wystąpiłyby na jednej z dużych scen festiwalu w Glastonbury (jako pierwszy hiszpański zespół). Hałas generowany przez Hinds podszyty jest chwytliwymi melodiami, romantyzmem i klimatem retro rocka w stylu Velvet Underground. Same członkinie Hinds przekonują, że ich piosenki opisują różne stany i rodzaje miłości, których doświadczyły. Nie są one jednak wypełnione banalnymi tekstami dla nastolatek. Hinds to dojrzałe kobiety z częściami mózgu zmąconymi rockowym wariactwem. Oby pewnego dnia zaprezentowały się na naszej ziemi.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2016/004/i02.2016.004.19600080d.805.jpg@RY2@

Pomysł na ten film został zaczerpnięty z serialu z lat 60. Licząca ponad 100 odcinków seria "The Man from U.N.C.L.E." była emitowana w latach 1964-68, a nad jej koncepcją pracował początkowo twórca Bonda, Ian Fleming. Szpiegowską opowieść o współpracy agentów CIA i KGB postanowił wskrzesić Guy Ritchie, reżyser niezapomnianego "Przekrętu" i wskrzesiciel filmowych opowieści o Sherlocku Holmesie. W "Kryptonim U.N.C.L.E." starał się połączyć rozmach filmów o Holmesie z pełnymi humoru dialogami z wcześniejszych filmów. Nie do końca się udało. O ile cała otoczka tej historii wygląda znakomicie, Berlin lat 60., kostiumy, wyścigi samochodowe - to olśniewa, o tyle najsłabszą częścią filmu jest jednak jego scenariusz. W połowie akcja staje się zwyczajnie nudna, nie ratują jej nawet dynamiczne sceny czy piękne aktorki Alicia Vikander i Elizabeth Debicki. Duet asów zwaśnionych wywiadów grają tu nie do końca przekonujący Henry Cavill i Armie Hammer. Na ekranie można też zobaczyć m.in. Hugh Granta oraz w epizodzie piłkarza Davida Beckhama. Bez wątpienia nie jest to najlepszy film Ritchiego.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2016/004/i02.2016.004.19600080d.806.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.