Kochanie, zasadźmy sobie eksperta
Pisałem o tej książce, kiedy ukazała się jesienią 2015 r. na rynku amerykańskim. Tym bardziej się cieszę, że można ją dziś poczytać po polsku. Przed państwem "Superprognozowanie" - rzecz o tym, że przewidywanie przyszłości ma w sobie coś z nauki i coś ze sztuki.
Mniej znane powiedzonko brzmi: "Wtorkowe spotkanie jasnowidzów nie odbędzie się z powodu nieprzewidzianych okoliczności". Bardziej znane: "Przepowiednie są trudne. Zwłaszcza te dotyczące przyszłości". Jest ich tak wiele nie bez powodu. Bezradność człowieka wobec przyszłości jest tak dojmująca, że humor, żart oraz satyra to jeden z niewielu dostępnych nam sposobów rozładowania egzystencjalnego napięcia. Jednocześnie próby przewidywania przyszłości ciągle są podejmowane. I to nie tylko przez głaszczące czarnego kota staruszki ze szklaną kulą. Istnieje ogromny, dobrze dofinansowany i bardzo wpływowy rynek przewidywaczy przyszłości. W ekonomii, polityce, obronności, sprawach społecznych czy na rynkach finansowych. Pojawiający się na nim eksperci co dnia zalewają nas swoją wiedzą. Odpowiadając na pytania o przyszłą inflację, wzrost gospodarczy, posunięcia Władimira Putina albo kształt niemieckiego rządu po wyborach 2017 r.
Ten rynek przewidywań sam bywa przedmiotem analizy. A na rynku analizy rynku przewidywań autorytety są z grubsza dwa. Jeden to Philip E. Tetlock, psycholog z Uniwersytetu Pensylwanii. Zdobył on rozgłos dzięki badaniom, które dowiodły, że większość prognoz autorstwa świetnie opłacanych i certyfikowanych dyplomami najlepszych uczelni ekspertów można wyrzucić do kosza. Tetlock badał je długo, bo aż 15 lat. W eksperymencie wzięło udział prawie 300 ekonomistów i politologów, którzy zazwyczaj mieli przynajmniej doktorat i zawodowo zajmowali się doradztwem strategicznym w swoich dziedzinach. Ich zadanie polegało na oszacowaniu prawdopodobieństwa rozlicznych przyszłych wydarzeń. Wynik był bolesny. Bo zawodowi analitycy wypadli tylko trochę lepiej niż szympansy, którym Tetlock kazał rzucać do tarczy z kilkoma kolorowymi polami i potem zestawił małpie przepowiednie z tymi eksperckimi. Drugi guru to Dan Gardner. Ten kanadyjski pisarz i dziennikarz napisał książkę "Future Bubble" (Następna bańka), w której wziął pod lupę analityków giełdowych. Dziwił się też ich klientom, którzy regularnie i wbrew rozsądkowi powierzają swoje pieniądze ludziom i instytucjom, które mają bardzo słabe wyniki w trafnym przewidywaniu przyszłości.
Obaj panowie połączyli w końcu siły. Tak powstała książka "Superprognozowanie". Jest ona przewrotna. Bo po tym, jak Tetlock i Gardner w swoich poprzednich badaniach zrzucili z piedestału postać zawodowego eksperta przewidywacza, to teraz na tych samych gruzach wpychają go tam na nowo. Piszą bowiem, że prognozowania da się nauczyć. Jest to bowiem sztuka, w której można się wyćwiczyć. Osiągając w końcu wyniki lepsze niż inni. Nie oznacza to oczywiście, że funkcjonujący dziś na rynku eksperci już to robią. Pewnie nie. Tetlock i Gardner dowodzą tylko, że powinni. Ich zdaniem zawód eksperta należałoby poddać specyficznemu uregulowaniu. Powinny na przykład powstawać rankingi, za pomocą których każdy będzie mógł sprawdzić, jak dobrym przewidywaczem jest ekspert oferujący swoje usługi. Finalnym efektem powinna być jakby przemysłowa produkcja ekspertów. Może to jest droga do odbudowy społecznej roli mędrca? Tak mocno ostatnio zdyskredytowanego.
@RY1@i02/2017/074/i02.2017.074.000003400.801.jpg@RY2@
Philip E. Tetlock, Dan Gardner, "Superprognozowanie. Sztuka i nauka prognozowania", CeDeWu, Warszawa 2017
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu