Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Jak nie dać się ugłaskać

7 kwietnia 2017
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Ta książka ma szansę trafić w Polsce na podatny grunt. Jest to bowiem rzecz o sztuce protestu. Przypuszczam, że wielu ludzi z narastającym zdumieniem obserwuje rozwój wydarzeń w naszym kraju - osobliwy festiwal politycznej arogancji połączonej z groteskowym nieudacznictwem - i sama obserwacja z wolna przestaje im wystarczać. "Listy do młodego kontestatora" nie są jednak ani instrukcją zwoływania grup sprzeciwu, ani podręcznikiem zarządzania masowym buntem - wręcz przeciwnie, jest to esej o tym, w jaki sposób można nie zgadzać się indywidualnie i na własny rachunek. Christopher Hitchens wiedział, o czym pisze, ponieważ publiczne wyrażanie niezgody uczynił w pewnym sensie swoim zawodem: był jednym z najzacieklejszych i najzłośliwszych polemistów, jakich wydała anglosaska publicystyka w ciągu ostatnich paru dekad.

Jest dziś w modzie, by dyskredytować nieprzychylne opinie, zaglądając w biografię osoby, która je wypowiada. Hitchens wydaje się łatwym celem takiej praktyki: w młodości flirtował ze skrajną lewicą, uważał się za marksistę, był ostrym krytykiem religii (zaliczanym, obok Richarda Dawkinsa, Daniela Dennetta i Sama Harrisa do tzw. Czterech Jeźdźców Nowego Ateizmu), osobliwie nie cierpiał Matki Teresy z Kalkuty, którą uważał za oszustkę i hipokrytkę (poświęcił jej postaci nader cierpką książkę "Pozycja misjonarska. Matka Teresa w teorii i praktyce"). To wszelako byłoby zbyt proste podsumowanie, bo Hitchens pozostawał wierny swoim poglądom, nawet gdy okazywały się niepopularne - Bill Clinton wzbudzał w nim znacznie większą antypatię niż George W. Bush, poparł amerykańską "wojnę z terroryzmem" w Iraku, potrafił też przyznać, co znajdziemy w "Listach...", że to wcale nie lewica, lecz libertariańska prawica wywalczyła u administracji Richarda Nixona rezygnację z powszechnego poboru do armii u schyłku konfliktu wietnamskiego ("I tak, gdy ja i inni walczyliśmy na ulicach pod czerwoną flagą i sztandarami Wietkongu, apostołowie wolnego rynku przeforsowywali nasze postulaty w rządowych gabinetach"). Krótko mówiąc, Hitchens nie pasował do łatwych podziałów, czerpiąc z tego - a także z erudycji, poczucia humoru i odrobiny miłości własnej - polemiczną wiarygodność. A na dodatek miał świetne pióro.

"Listy do młodego kontestatora" podważają wiele stereotypów na temat debaty publicznej, stereotypów, w których rzekomą prawdziwość wierzy się również w Polsce - a obecne kłopoty są w jakiejś mierze pokłosiem owej wiary. Weźmy choćby z gruntu obłudne przysłowie, że "zgoda buduje, a niezgoda rujnuje"; wedle Hitchensa jest całkiem odwrotnie. "Jeśli zgoda i uprzejmość są dla ciebie ważnymi cnotami, lepiej pracuj także nad umiejętnością toczenia sporów i walk" - pisze. "W przeciwnym razie »centrum« zostanie zajęte i zdefiniowane bez twojego udziału". I dodaje w innym miejscu: "Idea »jedności« promowana jest jako przeciwieństwo negatywnego zjawiska »podziału« albo, co gorsza, »dążenia do podziałów«. Zgrzytam zębami, ilekroć słyszę o »polityce podziałów«, jakby polityka z definicji nie opierała się na podziałach". Propaganda zawsze chętnie sięga do arsenału "frontów jedności" i "narodowej zgody" - to załgana bzdura, twierdzi Hitchens, bo życie społeczne bazuje na twórczym konflikcie.

Takich prostych odkryć i odkłamań jest w tej książce znacznie więcej. Gdy rzucamy obelgi pod adresem tych, których uważamy za ofiary ideologii i prania mózgu, Hitchens zauważa trzeźwo: "Traktowanie kogoś jako umysłowego niewolnika nic nie da, jeśli ta osoba czerpie dumę z zawieszenia własnej wolności i robi to dobrowolnie". Z podobną, bezceremonialną swobodą mówi tu o moralnej konieczności obywatelskiego nieposłuszeństwa czy praktycznych zastosowaniach skrajnego pesymizmu oraz rozprawia się z postawą bierności wobec konfliktu i samousprawiedliwiającą pokusą, by traktować sprawy tego świata jako "zbyt złożone". - "Wówczas z uśmiechem na ustach trzeba się odwołać do nobliwej brzytwy Ockhama, uciąć niepotrzebne założenia i oznajmić, że w rzeczywistości sprawa jest mniej skomplikowana, niż się wydaje. Z mojego doświadczenia wynika, że poboczne czy nieistotne elementy wprowadza się wtedy, gdy chodzi o kwestię prostej sprawiedliwości lub elementarnych zasad". Kiedy państwo postanawia poddusić swoich obywateli, rozsnuwając nad nimi toksyczną, wspólnotową mgiełkę, niecierpliwość, sceptycyzm, ironia i racjonalizm Hitchensa są jak ożywczy tlen.

@RY1@i02/2017/069/i02.2017.069.000002800.801.jpg@RY2@

Christopher Hitchens, Listy do młodego kontestatora, przeł. Dariusz Żukowski, Karakter 2017

Piotr Kofta

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.