Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Polak, Rumun, dwa bratanki

24 lutego 2017

LITERATURA FAKTU Rumunia jako lustrzane odbicie Polski? Taka, całkiem uzasadniona, koncepcja stoi za książką "W cieniu Europy" Roberta D. Kaplana

Rumunia w polskim dyskursie potocznym wciąż funkcjonuje jako chłopiec do bicia - durnowate portalowe tytuły w rodzaju "W takim czy owym rankingu Polska gorsza nawet od Rumunii" wzmagają klikalność, miejskie legendy o rumuńskim zacofaniu, transylwańskiej dziczy, głodujących dzieciach i bezkresnych postkomunistycznych blokowiskach, nie mówiąc już o myleniu Rumunów z Romami, nadal przemawiają do polskiej wyobraźni. Stereotypy stereotypami, niemniej sprawy mają się trochę inaczej. Polskie poczucie wyższości nie ma praktycznie żadnego uzasadnienia - Polska, patrząc na Rumunię, co najwyżej spogląda w lustro.

Istotnie, Rumunia jest czymś w rodzaju Polski, tylko przesuniętej na południowy wschód: podobne rozmiary, podobna liczba ludności, podobnie fatalne położenie geopolityczne (Prusy, Cesarstwo Austriackie i Rosję podmieńmy na Cesarstwo Austriackie, Turcję i Rosję), podobna historia społeczna, podobny stan duchowego i cywilizacyjnego zawieszenia między Wschodem a Zachodem, wspólnota losów za żelazną kurtyną. Różnice także istnieją, owszem: Rumuni są tak jak Polacy głęeboko religijni, ale dziedziczą tradycję nie po Rzymie, ale po Bizancjum. No i faszyzujący autorytaryzm w latach 30. zeszłego wieku poszedł u nich dalej: stali się sojusznikiem hitlerowskich Niemiec, unurzali też ręce po łokcie w żydowskiej krwi (co tylko wskazuje, jak niestosowne są fantazje polskich prawicowych publicystów w rodzaju Piotra Zychowicza o niezrealizowanym "pakcie Ribbentrop-Beck"). Ich komunizm też miał inny charakter: polski reżim po śmierci Stalina zamienił się w rozlazłą etatystyczną dyktaturę, Rumuni dostali od losu 40 lat krwawej nacjonalistyczno-azjatyckiej satrapii.

Oderwać się od stereotypów pomagają podróże - amerykański dziennikarz i politolog Robert D. Kaplan na Bałkany jeździ od ponad czterech dekad, zafascynowany złożoną dynamiką politycznego i kulturowego rozwoju tego obszaru. Kaplan nauczył się traktować Bałkany, ze szczególnym wskazaniem na Rumunię, jako soczewkę, która w detalicznym powiększeniu ukazuje wyzwania i zagrożenia stojące przed całym kontynentem. Najnowsza książka Kaplana, "W cieniu Europy", łączy zawodowe refleksje z osobistą perspektywą - to właśnie rzecz o podróżach po Rumunii, w latach 80. okrutnie stłamszonej przez kurduplowate Słońce Karpat, w latach 90. z trudem podnoszącej się z szokującej nędzy i chaosu, w pierwszych latach XXI w. próbującej liberalnych reform i wkraczającej do Unii Europejskiej, w drugiej dekadzie naszego stulecia obawiającej się o dorobek przemian w obliczu przebudzenia się starych rosyjskich demonów. Czy nie brzmi to nieco znajomo?

Kaplan - specjalista od geopolityki - szuka dla Europy Wschodniej rozwiązań, które pomogłyby jej przetrwać Putinowskie próby destabilizacji regionu, i zwraca się między innymi ku idei Międzymorza, widząc w niej przede wszystkim trwały pakt między Polską a Rumunią. Naturalnie jest to akt uroczego idealizmu i wyraz sympatii autora wobec obu krajów - Polskę Kaplan nieodmiennie portretuje zresztą jako regionalnego lidera i pokazowe poletko sukcesu demokratycznych przemian. Nic dziwnego - książka została napisana w 2014 r. Od tego czasu sporo się zmieniło: to Rumunia przeżywa obecnie rozkwit społeczeństwa obywatelskiego, podczas gdy Polska obsuwa się w nieudaczny, groteskowy autorytaryzm, jakby na zamówienie Moskwy. A przyszłość ma kształt wielkiego znaku zapytania.

@RY1@i02/2017/039/i02.2017.039.196000600.801.jpg@RY2@

fot. TASS/Forum

Bukareszt, 1971 rok

Piotr Czerkawski

@RY1@i02/2017/039/i02.2017.039.196000600.802.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.