Głos każdego pokolenia
TELEWIZJA Stworzone przez Lenę Dunham dla stacji HBO "Dziewczyny" zmieniły wizerunek kobiet w telewizji. Szósty sezon to koniec tej opowieści o dojrzewaniu
Nawet jeśli nigdy nie oglądaliście "Dziewczyn", nie mogliście nie słyszeć o autorce serialu Lenie Dunham - tej, która niczego nie upiększa, jest piekielnie zdolna i przed trzydziestką opublikowała bestsellerową autobiografię.
"Myślę, że mogę okazać się głosem mojego pokolenia. Albo przynajmniej jakiegokolwiek pokolenia" - mówiła jej bohaterka w pierwszym odcinku, w 2012 r. Lena miała wtedy 26 lat i debiutowała w telewizji wprowadzona w ten świat przez producenta, reżysera, scenarzystę Judda Apatowa. On był kultową postacią, Dunham dla odmiany poza Brooklynem nikt nie znał; przed napisaniem "Dziewczyn" zrealizowała tylko jeden film - "Mebelki".
Pragnienie sukcesu to podstawowa cecha i jej, i postaci, którą stworzyła i - rzeczywiście - "jakiegokolwiek pokolenia". Dorzućcie do tego nieporadność w relacjach miłosnych, mocną wiarę w przyjaźń, odwagę, nieustającą gotowość do buntu, walki o siebie, a otrzymacie portret większości dorastających ludzi. Ponadto Hannah stworzona przez Dunham nie wygląda jak upiększona wersja Kopciuszka. Ma nadwagę, nie nosi idealnych fryzur ani makijażu. Nietrudno identyfikować się z bohaterką daleką od ideału i pełną ambicji. Gdyby ktoś jednak nigdy nie czuł się jak Hannah, ma do wyboru trzy inne postaci, wymyślone przez Dunham: roztrzepaną, pragnącą porządku Shoshannę (Zosia Mamet), Marnie z artystycznymi ambicjami (Allison Williams) i wyzwoloną Jessę (Jemima Kirke). Są też mężczyźni (m.in. początkujący aktor Adam, grany przez Adama Drivera) - młodzi mieszkańcy Nowego Jorku, wynajmujący mieszkania albo pokoje, z kredytami, zobowiązaniami, dziećmi. Zdrowi, wykształceni, i - co zarzucano Dunham - wszyscy biali. Ale niezależnie od tego, że ten serial jest portretem bardzo konkretnego środowiska, to jednocześnie uniwersalna opowieść o dojrzewaniu. Można się spodziewać, że ostatni sezon będzie historią o utracie beztroski i złudzeń.
Teraz już Hannah nie nazywa samej siebie głosem pokolenia. "Jestem pisarką - mówi. - Mam wyraźną opinię na każdy temat".
Prawdopodobnie odniesie pierwszy poważny literacki sukces. Jej koleżanki zamiast na niezobowiązujące imprezy zaczynają chodzić na koktajle dla kobiet odnoszących sukcesy w biznesie, przeżywają pierwsze rozwody, zakładają rodziny. A ona pisze teksty do dzienników (takich jak "New York Times") o poważnych problemach (takich jak mobbing).
Same "Dziewczyny" jako opowieść też dojrzały. Pięć lat temu były jednym z najbardziej świeżych i nowatorskich seriali realizowanych dla wielkiej stacji przez młodą niezależną autorkę, z udziałem nieznanych aktorek. Dziś są klasyką. Nie można przy tej okazji zapomnieć, co Dunham dała telewizji: przeciwieństwo tego, co oglądaliśmy w "Seksie w wielkim mieście" - zwyczajne ubrania, niedoskonałe figury bohaterek, sceny erotyczne pełne nieporadności, chaosu, zażenowania, ale też humoru. Zmieniła telewizyjny wizerunek kobiet.
Nie tylko telewizyjny - prowadzi (razem z Jenni Konner, współtwórczynią "Dziewczyn"), feministyczny portal "Lenny". Po zaprzysiężeniu Donalda Trumpa mówiła: "Teraz jako postać publiczna muszę walczyć o prawa kobiet silniej niż kiedykolwiek wcześniej. Mamy do czynienia w Stanach nie tylko z powszechnym mizoginizmem, rasizmem, ale z nieustanną szarpaniną pomiędzy klasami. Dziś nie napisałabym serialu o czterech białych dziewczynach z wyższej klasy średniej". Ale i w takiej opowieści udało jej się walczyć ze stereotypami.
@RY1@i02/2017/029/i02.2017.029.196000100.801.jpg@RY2@
fot. HBO
Marta Strzelecka
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu