Zapomniany spór o Szekspira
Czy „Kupiec wenecki” jest dramatem o prawie, o miłości, a może o stereotypach? Zależy, kto i kiedy go interpretuje
Wśredniowieczu prawnicy szukali odpowiedzi na pytania dotyczące porządku prawnego w dwóch źródłach: w Piśmie Świętym oraz w kodyfikacji Justyniana. Rewolucja francuska nieodwracalnie oddzieliła Kościoły od państwa, a uchwalenie w XIX w. wielkich kodyfikacji prawa cywilnego odesłało do lamusa prawo rzymskie. Powstała luka. Zanim na arenie dziejów pojawił się Hans Kelsen i jego „czysta teoria prawa”, trudno było się wyzbyć starych nawyków. W XIX-wiecznym piśmiennictwie prawniczym miejsce prawdy objawionej zawartej w Biblii i Corpus Iuris Civilis zajęły więc mądrości z „klasycznych” dzieł literackich. Chwile największej sławy przeżyła wówczas sztuka Williama Szekspira „Kupiec wenecki”.
Przypomnijmy zwięźle prawniczy wątek: u żydowskiego lichwiarza Shylocka zjawia się chrześcijanin Antonio, który potrzebuje pożyczki w wysokości 3 tys. dukatów. Shylock zgadza się, ale stawia twarde warunki i domaga się osobliwego zabezpieczenia. Jeżeli Antonio nie zwróci całej sumy oraz odsetek w ciągu trzech miesięcy, wierzyciel zyska prawo wycięcia funta mięsa z jego ciała. Zgodnie z oczekiwaniami publiczności dług nie zostaje spłacony i dochodzi do procesu sądowego. Życie Antonia zawisa na włosku. Ostatecznie „dobro” odnosi jednak wspaniały triumf. Nie dość, że Shylock nie otrzymuje tego, na co się umówili, to jeszcze w majestacie prawa zostaje pozbawiony majątku, publicznie upokorzony i zmuszony do przyjęcia chrztu. Sprawczynią jego upadku okazuje się kobieta, Porcja, działająca w męskim przebraniu i pod fałszywymi personaliami (doktor Baltazar z Padwy).
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.