Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Kia, mam hasło reklamowe dla waszego auta

Kia, mam hasło reklamowe dla waszego auta
1 października 2020
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

S z lachcic Radek Sikorski zadeklarował, że nie zapłaci abonamentu radiowo-telewizyjnego i powołał się przy tym na klauzulę sumienia – po prostu czuje wewnętrzny sprzeciw wobec tego, co wyprawia się w publicznej TV. Szczerze mówiąc, zaczynam poważnie rozważać to samo, choć z zupełnie innych powodów. Zresztą nie tylko przestanę płacić abonament, ale również zdejmę z dachu anteny, zerwę umowę z platformą cyfrową, a telewizor przerobię na coś bardziej przydatnego. Odwrócę go ekranem do góry i będzie pełnił rolę stołu do ping-ponga.

Doszedłem do takiego wniosku kilka dni temu, gdy wieczorem nalaliśmy sobie z żoną po wazonie wina i postanowiliśmy odprężyć się przy lekkim filmie lub programie. Najpierw przeklikałem kanały od 1 do 245, następnie poszedłem uzupełnić wazony, a potem przeklikałem kanały w odwrotnym kierunku – od 245 do 1. I nie znalazłem absolutnie niczego, co byłoby godne uwagi. To niesamowite, że 30 lat temu do dyspozycji mieliśmy dwie stacje i zawsze było co oglądać, a dzisiaj mamy ich milion, a i tak bardziej interesujące od tego, co nam serwują, wydaje się badanie zawartości własnego nosa. No, chyba że nie wiecie, gdzie leży Belgia, mówicie „weszłem” zamiast „wszedłem”, używacie dużo samoopalacza i macie wykupiony roczny karnet na siłkę z przypisanym trenerem i dealerem mefedronu. Wówczas z czystym sumieniem polecam wam program „Love Island. Wyspa Miłości”. Już sam fakt, że producent postanowił w tytule umieścić tłumaczenie angielskiej nazwy, dobitnie sugeruje, kto jest docelowym odbiorcą tego dzieła. Tylko czekam, aż któregoś dnia puszczą w telewizji „Top Gun. Szczytowy Pistolet”. Albo „Kill Bill. Zabij Rachunek”.

Wyobraźcie sobie program przyrodniczy, w którym samiec lwa przez bite 45 minut próbuje dobrać się do samicy. Ta najpierw na niego ryczy i przepędza. Potem się o niego ociera, a on udaje obrażonego. W końcu jednak przystępuje do dzieła. Następuje grande finale, po którym samica znowu ryczy na samca. W kolejnym odcinku samiec idzie więc do innej samicy z nadzieją, że ta ryczy mniej. Nic z tego. Podobna scena powtarza się sześć, może siedem razy. A że samców też jest sześciu, czy siedmiu, to mamy nawet 49 kombinacji. Znaczy odcinków. Pal licho, gdyby głos pod to wszystko podkładała Krystyna Czubówna. Ale niestety, reżyser i producent doszli do wniosku, że Kryśka jest passé, więc pozwolą samcom i samicom otwierać usta i wypowiadać słowa. Chociaż nie do końca wiem, w jakim języku, bo polskiego to nie przypomina. Jeden lew z grzywą i posturą jak Johnny Bravo, wymalowany na ciele bardziej niż wagony stojące na bocznicy Dworca Wschodniego, brzmiał jakby siedział w akwarium wypełnionym wodą. Za każdym razem, gdy się odzywał, mój telewizor robił tylko „glum blum plub plam plum”. Przysięgam. Wydaje mi się, że to jakieś odgłosy godowe. A przynajmniej taki wniosek można było wyciągnąć, obserwując reakcję samicy. Napięła się jak plandeka na żuku, a jej usta przybrały kształt i rozmiar gumowego przepychacza do udrażniania zapchanej toalety. A może to nie były usta? Sam już nie wiem.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.