Powstanie (nie)zapomniane
Wielkopolski zryw nie pozostawił po sobie znanych piosenek, filmów ani zdjęć – symboli. Nie ma „twarzy”, głównych bohaterów ani słynnych na całą Polskę walk i bitew. Nawet dowódcy powstania, tacy jak Mieczysław Paluch, Stanisław Taczak czy Józef Dowbor-Muśnicki, nie przebili się do powszechnej świadomości ani historii polskiej wojskowości. Dlaczego tak jest?
II Rzeczpospolita nie ustanowiła żadnego odznaczenia dla kombatantów powstania. Zawiniły polityczne animozje pomiędzy endeckim Poznaniem a piłsudczykowską Warszawą. Wielkopolanie sprzeciwiali się „awanturom na Wschodzie” , takim jak wyprawa kijowska oraz zamachowi majowemu Piłsudskiego. W stolicy nigdy im tego nie wybaczono. Chociaż po wojnie z bolszewikami dowódcy polskiej armii przyznawali, że kluczową rolę w zwycięstwie pod Warszawą odegrały doskonale wyszkolone wielkopolskie pułki, świadomość ta szybko została zatarta przez legendy „Cudu nad Wisłą” i wojskowego geniuszu Marszałka.
Potężnym ciosem dla pamięci o powstaniu wielkopolskim była niemiecka okupacja. Dla Hitlera i nazistów było ono dowodem, że Polaków z Poznańskiego zgermanizować się nie da. Należało więc eksterminować patriotyczne polskie elity, by nie powtórzyła się sytuacja z przełomu lat 1918 i 1919. Już jesienią 1939 r. rozpoczęło się bezwzględne polowanie na powstańców wielkopolskich. Wielu z nich zgładzono w masowych egzekucjach, w rozpoczętej na podbitych terenach „Intelligenzaktion”. Był to pierwszy akt hitlerowskiego ludobójstwa w czasie II wojny światowej. Wielu wysłano do obozów koncentracyjnych. Ratując życie swoje i swoich bliskich, Wielkopolanie zniszczyli wówczas wiele bezcennych archiwów, dotyczących powstania. To dlatego zachowało się tak niewiele zdjęć i pamiątek z jego czasów.
A jednak pamięć o powstaniu przetrwała, chociaż niewielu uczestnikom było dane tego doczekać. Dopiero po 1956 r. można było otwarcie mówić na ten temat. Ustanowiono Wielkopolski Krzyż Powstańczy, awansowano powstańców na stopnie oficerskie, weterani otrzymali nowy krój kombatanckich mundurów. Bohaterowie walk zostawali patronami szkół, ulic, placów, osiedli, parków i jednostek wojskowych. Pojawiły się dziesiątki historycznych publikacji. Pamięć o wydarzeniach rozpoczętych w grudniu 1918 r. odżywała, ale niestety – w większości lokalnie.
Nie bez winy są tu i sami Wielkopolanie, którzy przeciwstawiali swój „zorganizowany” i „racjonalny” zryw „bezsensownym” powstaniom, które wybuchały na innych ziemiach Polski. Nie do końca tak było. Również powstanie wielkopolskie wybuchło spontanicznie, na fali patriotycznego entuzjazmu młodych ludzi, którzy uważali, że pora skończyć z terrorem zaborcy i rozpocząć walkę o narodowe prawa. Prawda, że kierownictwo nad nim przejęli później racjonalni, trzeźwo myślący działacze i „po poznańsku” poukładali je i zorganizowali. Ale czy powstanie wielkopolskie wybuchłoby, gdy pierwszych 300 młodych Polaków nie chwyciło za broń i nie ruszyło na Prezydium Policji w Poznaniu?
Powstanie wielkopolskie dało II Rzeczypospolitej najbogatsze, najlepiej zorganizowane, najmniej zniszczone przez wielką wojnę ziemie i trzon armii. Dziś, 100 lat po tych wydarzeniach, nadeszła pora, by spojrzeć na nie, jako na jedno z kluczowych wydarzeń we współczesnej historii naszego kraju.
Fot. ze zbiorów Wielkopolskiego Muzeum Niepodległości w Poznaniu
Strzelcy w okopach powstania
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu