Dzieciństwo pod lufami karabinów
Starszy strzelec w Zgrupowaniu „Żywiciel” Sławomir Pocztarski ps. Bóbr, lat 14 – w Powstaniu stracił ojca. Jerzy Grzelak ps. Pilot Łącznik pułku „Baszta” i grupy bojowej „Granat”, lat 9 – najmłodszy Powstaniec. Janusz Wałkuski, lat 10 – w czasie Powstania na Starówce dostarczał chleb i wodę dla powstańczej kuchni, ciężko ranny w kręgosłup. Janina Stańska, lat 11 – przeżyła pacyfikację Marymontu, widziała, jak niemieckie kule zabiły jej siostrę, w Powstaniu został zamordowany jej ojciec. Janina Mańkowska z d. Janowska, lat 9 – 5 sierpnia na Woli stała pod ścianą śmierci, słyszała za plecami repetowaną broń…
Sławomir Pocztarski, 1938 r.
Urodzili się na przełomie lat 20. i 30. XX w. Ciągle jeszcze w pamięci dziadków i ojców były lata niewoli, dlatego dzieci wychowywano w duchu umiłowania Ojczyzny i wolności. W domu i szkole wielokrotnie słyszały o tym, jaką wartością jest życie w wolnym kraju, że radością i pracą każdego dnia powinny za tę wolność dziękować i nigdy nie pozwolić jej sobie odebrać.
Patriotyczne wychowanie nie wystarczy jednak, żeby wytłumaczyć to, że dzieci i młodzież wstępowały w czasie okupacji do podziemnych organizacji, a gdy wybuchło Powstanie razem z dorosłymi stawały do konfrontacji z wrogiem i często płaciły najwyższą cenę. Chłopcy nieraz okłamywali dowódców, zawyżając swój wiek, żeby móc walczyć z bronią w ręku. Młodsi byli łącznikami, przewodnikami, roznosili pocztę, pomagali w szpitalach, razem z żołnierzami i cywilną ludnością budowali barykady. To pięć lat okupacyjnego terroru, któremu dzieci były poddane na równi z dorosłymi, zrobiło swoje. Rozbudziło ducha walki.
A więc wojna
W sierpniu 1939 roku dużo mówiło się o wojnie. Dzieciom trudno było nie poddać się atmosferze napięcia, choć czekały przecież przede wszystkim na pójście do szkoły. Kolejny rok szkolny miał rozpocząć się 4 września.
Janina Mańkowska z d. Janowska, II połowa lat 40.
– Od kilku dni obok mojego łóżka stał już zapakowany tornister. Odliczałem godziny do rozpoczęcia nauki. Rankiem 1 września zbudził mnie płacz mamy. Stała przy radiu i słuchała komunikatów. Do mnie docierały tylko słowa: „A więc wojna”. Z przerażeniem pomyślałem, że nie pójdę do szkoły – wspomina Sławomir Pocztarski.
Następne dni to były ciągle powtarzające się alarmy przeciwlotnicze, spadające bomby. Zniszczone domy i zabici ludzie. Strach i głód. Nieliczne czynne piekarnie sprzedawały po jednym bochenku chleba na osobę. Najczęściej w długich kolejkach stały matki z dziećmi. Niemieccy lotnicy, widząc gromady ludzi, zniżali maszyny i strzelali do nich z karabinów maszynowych.
28 września 1939 roku podpisano układ kapitulacyjny, rozpoczęła się okupacja. Nikt nie był w stanie przewidzieć, że potrwa pięć lat i zbierze tak tragiczne żniwo. Wielu mężczyzn nie wróciło z wojny, rodziny zostały pozbawione źródeł utrzymania. Początkowo wyprzedawano za bezcen, wartościowe rzeczy. Kiedy się skończyły, pracy szukały nawet dzieci.
Dorosłość przyszła szybko
– Podobnie jak moi koledzy chciałem pomóc rodzinie i zarabiać. Wspólnie z kolegami kupowaliśmy w dużych paczkach tytoń i skręcaliśmy papierosy. Potem sprzedawałem je, stojąc na ulicy z małą stolnicą zawieszoną na szyi. Miałem wtedy sześć lat. Przez jakiś czas sprzedawałem też gazety, a u znajomego piekarza kupowałem chleb i nim handlowałem. Zawsze trochę zostało dla mnie i jeszcze zarobiłem parę groszy – wspominał Jerzy Grzelak zmarły w kwietniu 2018 r.
Janusz Wałkuski z matką, 1939 r.
Głód był trudny do zniesienia, ale jeszcze gorszy był bezustanny strach spowodowany terrorem okupanta – łapankami, egzekucjami, wywózkami do obozów koncentracyjnych i na roboty do Niemiec. Za każde najmniejsze nieposłuszeństwo w stosunku do władz niemieckich, za ich zdaniem nieokazany szacunek czy niezastosowanie się do poleceń groziły bardzo ciężkie kary. Niespełna czternastoletni Sławomir Pocztarski na Dworcu Głównym przeszedł przez drzwi obrotowe przeznaczone tylko dla Niemców. Został za to zatrzymany i bardzo mocno zbity.
Działały tylko szkoły powszechne z bardzo okrojonym programem nauczania, bez lekcji geografii, historii i języka polskiego. Polskie dziecko miało nauczyć się podstaw liczenia, umieć się podpisać i szanować okupanta, żeby w przyszłości być robotnikiem dobrze pracującym dla III Rzeszy.
Już od jesieni 1939 roku dzieci rozpoczęły naukę zakazanych przedmiotów na tajnych kompletach. Odbywały się one w domach prywatnych, w niewielkich grupach. – Chociaż byliśmy małymi dziećmi, mieliśmy świadomość, że nauka na tajnych kompletach jest konieczna, chociaż bardzo niebezpieczna. Trzeba bardzo uważać, żeby nie zwrócić uwagi Niemców. Lekcje odbywały się w parterowym domku z ogrodem. Obok nas zawsze leżały zabawki, ktoś obserwował przez okno, czy w okolicy nie dzieje się coś niepokojącego. Wiedzieliśmy, że w razie zagrożenia bierzemy zabawki i wychodzimy do ogrodu – wspomina Janina Stańska, obecnie s. Urszulanka.
Zabawa i sport, które były przyjemnością, a przy tym wzmacniały i hartowały, również były zabronione przez okupanta. Chłopcom wystarczyły dwa drzewa, najlepiej na uboczu, rozciągnięty między nimi sznurek i piłka, żeby urządzić turniej siatkówki.
Śmierć na co dzień
Od września 1939 roku dzieci ginęły od bomb, kul, pod zawalonymi budynkami. Umierały z głodu, wyniszczenia i wyczerpania. Zmuszane były do pracy. Wykonywano na nich doświadczenia medyczne. Były świadkami i ofiarami ulicznych egzekucji. Jedną z nich wspominał siedmioletni wówczas Jerzy Grzelak: – Szliśmy z mamą ulicą Puławską, tam gdzie po wojnie było kino Moskwa. Nagle zajechały niemieckie „budy”. Wysypało się z nich mnóstwo żandarmów. Zatrzymali tramwaje, wyciągnęli z nich ludzi. Otoczyli cały teren. Zatrzymali również pieszych, wśród nich byłem ja z mamą. Obok była brama i płot z drewnianych sztachet. Ustawiono karabin maszynowy. Za chwilę przyjechały samochody z jeńcami. Wydaje mi się, że było ich około czterdziestu. Ustawili ludzi pod płotem i zaczęli strzelać. Moja mama – jak zawsze piękna, elegancka – poderwała się i zaczęła krzyczeć po niemiecku: – Co wy robicie?! Ludzie ją zatrzymali i uspokoili. Tłumaczyli, że za chwilę i ona może znaleźć się wśród skazańców.
Zabić to miasto
W pierwszych godzinach Powstania Hitler wydał ustny rozkaz Himlerowi i gen Heinzowi Guderianowi, szefowi sztabu generalnego Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych, o zrównaniu Warszawy z ziemią i wymordowaniu wszystkich mieszkańców. Rozkaz dotarł do Warszawy i był wykonywany bardzo skrupulatnie. 5 sierpnia na Woli Niemcy rozpoczęli rzeź ludności cywilnej. Mordowali kobiety, dzieci i starców. Ofiary palili, dlatego trudno ustalić ich liczbę. Historycy podają, że zabito od 30 do 60 tys. osób.
Janina Stańska (w jasnej kurtce) z siostrą, która nie przeżyła Powstania i kolegą, 1939 r.
Egzekucję na Woli przeżyła wówczas dziesięcioletnia Janina Janowska, obecnie Mańkowska. – Mieszkaliśmy przy ulicy Sowińskiego. 5 sierpnia, przed naszym domem pojawili się żołnierze w niemieckich mundurach mówiący po rosyjsku i niemiecku. Obwieszeni byli bronią. Zachowywali się jak dzikie bestie. Zaczęli nas wyganiać z domu i ustawiać pod ścianą. Byłam z mamą i starszym bratem. Z uniesionymi rękoma w górze, staraliśmy się jak najmocniej przycisnąć do mamy. Usłyszeliśmy repetowaną broń. Wiedzieliśmy, że to już koniec… Zdarzył się cud. Strzały nie padły. Ocaliła nas sąsiadka, która miała znajomych wśród niemieckich żandarmów. Ale tyle bliskich nam osób, moich koleżanek i kolegów zginęło.
Janusz Wałkuski, rocznik 1934, wspomina koleżanki i kolegów z czasów okupacji, z którymi łączyły go wspólne przeżycia i przyjaźni. Do Warszawy wrócił z mamą jeszcze w styczniu 1945 roku, w zniszczonym domu na Młynarskiej byli już dziadkowie. Następnego dnia przez śnieg i ruiny pobiegł szukać przyjaciół. W czasie okupacji zaprzyjaźnił się bardzo z koleżankami z klasy, bliźniaczkami – Agnieszką i Irenką. Były miłe i bardzo ładne. Chabrowych oczu Irenki nie sposób było zapomnieć. Od ich ciotki dowiedział się, że Niemcy rozstrzelali całą rodzinę, a ciała spalili. Został wzgórek popiołu przysypany śniegiem. Przeżył kolega z sąsiedztwa – Tomek. Na jego oczach Niemcy zamordowali ojca, młodszą siostrzyczkę, zgwałcili, a potem zasztyletowali matkę.
Kiedy w 1945 roku reaktywowano szkołę, Janusz Wałkuski spotkał tam tylko jednego kolegę ze swojej dawnej klasy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu