Dziennik Gazeta Prawana logo

Czikeny w towarzystwie pierzynki

28 czerwca 2018

Nic tak nie wyraża polskich przemian społecznych, kulturowych i panujących mód jak język kulinariów

Moja sąsiadka pani Halinka na przełomie lat 80. i 90. XX w. wstawała bladym świtem i ruszała na giełdę samochodową w podwarszawskim Słomczynie. Tam w jednym z lokali przez kilkanaście lat serwowała wygłodniałym sprzedawcom i klientom pyszności. - Miałam klasykę: bigos, flaki, kurczaka z rożna. Były też zagraniczne hity, które już się na naszym rynku zadomowiły, m.in. hot dogi, hamburgery, cheeseburgery i chipsy - wylicza. Pamięta, że niektórzy klienci mieli problem z wymówieniem nazw niektórych dań. - Był pan, który zawsze prosił o keczuk, nie o ketchup. Inny poczytywał sobie za punkt honoru, żeby mnie czegoś nauczyć i za każdym razem tłumaczył mi, że po polsku hot dog to "gorący pies" - opowiada. Dziś pani Halinka jest - jak mówi o sobie - szczęśliwą emerytką. Gastronomicznego bakcyla połknął jej syn Krzysztof, który prowadzi w centrum Warszawy jedną z licznych burgerowni. Jego klienci mogą uraczyć podniebienia "kaszana burgerem", a jeśli nie jedzą mięsa, skusić się na "wegana". Do "fryt" proszą o "keczupik", a na ich specjalne życzenie mięso w burgerze może być "well done", czyli po naszemu dobrze wysmażone. - Głód jest w Polakach ten sam, tylko moda na nazwy dań się zmienia - śmieje się pani Halinka.

Pozostało 91% treści
Nie pozwól, by umknęło Ci to, co najważniejsze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.