Stomatologia pod kreską
Wieloletnie finansowanie poniżej kosztów plus nadzwyczajny reżim sanitarny podczas epidemii, poprzedzony kilkutygodniowym zamknięciem, sprawiają, że gabinety dentystyczne znalazły się w trudnej sytuacji i coraz mniej z nich chce leczyć na NFZ. Sprawą zainteresował się nawet rzecznik praw obywatelskich.
RPO w piątek wystosował pismo w tej sprawie do prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia. Wcześniej interweniowała Naczelna Rada Lekarska, do zeszłego tygodnia trwały bowiem konsultacje projektu zarządzenia w sprawie warunków umów w rodzaju leczenie stomatologiczne. Zmieniono w nim wycenę świadczeń – na wiosek konsultantów i NRL. Samorząd uznał jednak zaproponowane stawki za daleko niewystarczające i zaopiniował projekt negatywnie.
Zdaniem NRL jedyny zasługujący na poparcie aspekt projektu w postaci zmiany wyceny świadczeń endodontycznych nie równoważy jego niedostatków. Uzysk z zaproponowanych zmian dałby wyższą wycenę wizyty zaplanowanej na jedną godzinę o 2–4,5 zł – szacuje Andrzej Cisło, wiceprezes NRL i szef Komisji Stomatologicznej. I dodaje, że niepokojąco rośnie liczba zapowiedzi wypowiedzenia umowy z NFZ z powodu braku należytej wyceny świadczeń. Epidemia pogorszyła już i tak trudną sytuację gabinetów współpracujących z publicznym płatnikiem. Tymczasem, jak zwraca uwagę NRL, w projekcie mowa jest o 10 mln zł z tytułu nowych współczynników korygujących, co według jej wyliczeń stanowi 0,5 proc. tegorocznego budżetu na leczenie stomatologiczne i daje średnio ok. 1300 zł na jednego świadczeniodawcę na cały okres trwania stanu epidemii. A to wartości niedające się w ogóle porównać z kosztem wprowadzenia nowej organizacji pracy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.