Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Zdrowie

Rząd w prawnej matni dopalaczy

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

SANEPID i policja zamknęli w weekend 1600 smartshopów. Ich właściciele zapowiedzieli kontratak w obronie biznesu wartego nawet 300 mln zł rocznie

- Będziemy działali na granicy prawa, ale w jego ramach, żeby handlarzy dopalaczami dopaść - deklarował wczoraj na specjalnie zwołanej konferencji premier Donald Tusk. Problem w tym, że granice prawa zostawiają też szerokie pole do popisu handlarzom.

Działania państwa przyśpieszyła czarna seria zatruć po zażyciu dopalaczy. - W piątek dostaliśmy polecenie przygotowania listy sklepów działających w całym kraju. Wszystkie je oplombowali inspektorzy sanepidu - ujawnia oficer KGP.

Podstawą zamknięcia lokali był ust. 2 art. 27 ustawy o Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Przewiduje on, że inspektor może zamknąć decyzją administracyjną sklep "w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia".

- Działając w stanie wyższej konieczności, państwo ma prawo zamykać te sklepy. Stosowne regulacje prawne można przeprowadzić później. Życie ludzkie jest najważniejsze. Ale jako prawnik karnista dodam, że przed rozpoczęciem akcji państwa należałoby stwierdzić ekspertyzami, że przyczyną zgonu było rzeczywiście zażycie dopalaczy - mówi prof. Piotr Kruszyński z Uniwersytetu Warszawskiego. Krytyczny jest również profesor Marek Chmaj z Wyższej Szkoły Handlu i Prawa w Warszawie: - Problemu dopalaczy nie rozstrzygnie się poprzez działania Inspekcji Sanitarnej. Problem tkwi w braku takiej nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, która potrafiłaby zwalczyć ten proceder. Będzie to trudne, bo producenci potrafią bardzo szybko zmieniać skład chemiczny. Ale to już zadanie specjalistów, żeby tak opisać dopalacze, aby ich sprzedaż była niemożliwa.

W 18 przypadkach policjanci znaleźli w dopalaczach zakazane substancje narkotyczne. W reszcie sklepów inspektorzy sanepidu pobrali próbki. - Ani oni, ani my nie jesteśmy w stanie ich przebadać. Choć te środki znajdują się na listach substancji zakazanych, to nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy to rzeczywiście one - ujawnia "DGP" oficer policji biorący udział w operacji w Warszawie. Dlaczego? Szukając oszczędności, policyjne Centralne Laboratorium Kryminalistyczne i laboratoria sanepidu nie kupiły tzw. wzorników. Dlatego dopalacze mogą badać zaledwie dwa prywatne laboratoria. Sprawdzenie pojedynczej próbki kosztuje od 2 do 3,5 tys. zł. A badania muszą zostać przeprowadzone, aby udowodnić związek między zażyciem dopalaczy a śmiercią ofiar.

Resort zdrowia ma gotowy projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Wprowadza on tzw. poczekalnię, do której przed dopuszczeniem do obrotu będą trafiać wszystkie substancje wywołujące skutki podobne do narkotyków. To rewolucyjna zmiana, gdyż dziś substancją można handlować, dopóki nie trafi na listę środków zakazanych. Prawnicy wątpią w powodzenie tego sposobu.

Jeżeli producenci dopalaczy będą się chcieli zabezpieczyć, to odpowiednio wcześniej zgłoszą całą gamę produktów i dzięki temu będą zastępować jedne zakazane środki innymi. - Myślę, że tutaj najlepsza byłaby taka nowelizacja ustawy, gdzie nie definiowano by tych specyfików poprzez podanie ich składu chemicznego, ale poprzez określenie skutków, jakie wywołują - uważa profesor Chmaj.

Robert Zieliński

Małgorzata Kryszkiewicz

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.