Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Zdrowie

Po pierwsze, żeby pacjent nie szkodził

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Lekarze chcą się bronić przed pacjentami, bo ci krzyczą, obrażają, a nawet biją. Ponieważ nikt nie chce stanąć po stronie medyków, oni powołują samoobronę. Powstanie Biuro Praw Lekarza przy Naczelnej Radzie Lekarskiej.

- Nie ma nocnego dyżuru bez przekleństw, oskarżeń czy jakichś przepychanek - mówi w rozmowie z "DGP" dr Maciej Hamarkiewicz z Naczelnej Rady Lekarskiej.

Ale myli się ten, który sądzi, że lekarzy atakują tylko pacjenci. Robią to też ich bliscy. - Nie można zakazać osobom towarzyszącym przebywania na terenie szpitala. Zabrania tego ustawa o prawach pacjenta. No i rzecznik praw pacjenta w randze ministra - bezradnie rozkłada ręce dr Hamankiewicz.

Zakaz taki oczywiście rozwiązałby problem lekarzy. Nikt zbędny nie pałętałby się po szpitalach, a pacjenci nie mieliby się komu poskarżyć na arogancję czy nieróbstwo personelu. Chorzy pozostawaliby do wyłącznej dyspozycji ludzi w białych fartuchach.

Powoływanie lekarskiego rzecznika dziwi Adama Sandauera, przewodniczącego Stowarzyszenia Pacjentów "Primum Non Nocere". - Lekarz jest zawodem zaufania publicznego i jako taki podlega krytyce społecznej. Jeśli krytyka przybiera formę agresji i odbywa się poza prawem, to od tego powinna być policja, a nie rzecznik lekarza - mówi Sandauer. - Przy izbach lekarskich działają sądy lekarskie, które dają korporacji prawo orzekania i rozstrzygania o konfliktach między lekarzami a resztą społeczeństwa - dodaje.

Ale lekarze nie poprzestaną na rzeczniku. Aby zbadać skalę przemocy, chcą powołać grupę roboczą, w której skład wejdą policjanci oraz członkowie naczelnej rady. Ma ona opracować system prewencji, np. wprowadzić do szpitali monitoring.

Lekarze muszą jednak dokładnie wiedzieć, w których miejscach kamery będą zainstalowane. W przeciwnym razie mogą się stać bohaterami filmów, które potem emitować będzie policja, CBA czy prokuratura. Dla wielu lekarzy niekontrolowany monitoring okazał się przecież gwoździem do zawodowej trumny i początkiem życia bez białego kitla.

Daniel Rupiński

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.