Lekarze bezradni wobec przemocy w rodzinie
Eksperci alarmują, że nikt nie uczy lekarzy, jak rozpoznać ofiarę przemocy. Problem w tym, że w takich sytuacjach równie ważna jak wiedza jest odwaga, aby podjąć działania.
W Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach na izbę przyjęć trafił najpierw 10-letni chłopiec, a później kilkunastoletnia dziewczynka. Obydwoje byli ofiarami gwałtu. Nikt nie wiedział, co robić. Zanim lekarze zawiadomili policję, minęło wiele godzin dyskusji. Potem dzieci były poddawane niekończącym się przesłuchaniom. Po tym przypadku miejscowi lekarze zdecydowali, że należy opracować jeden schemat na takie sytuacje. W ścisłej współpracy z policją i ośrodkiem pomocy społecznej wprowadzono kartę Niebieski Miś.
Ten pomysł przyniósł widoczne efekty. Przede wszystkim ułatwiło to pracę lekarzom. - Ale także zmusiło ich do zastanowienia się przy każdym przyjęciu, czy nie mają do czynienia z ofiarą przemocy - mówi Tomasz Iwański, pomysłodawca karty. Gdy więc do górnośląskiego szpitala trafił 10-letni Patryk z ranami po nożu, lekarze wypełniając ankietę Niebieskiego Misia, bez problemu dowiedzieli się od chłopca, że skrzywdził go konkubent matki. I że nie jest to jednorazowy przypadek. W sprawę natychmiast włączyła się policja. Mężczyznę zatrzymano, a dziecko trafiło do placówki opiekuńczej. Matka poddała się odwykowi. Niedługo potem Patryk mógł wrócić do domu. - Gdyby nie Niebieski Miś, sprawa nie zostałaby tak sprawnie załatwiona - mówi Iwański. W katowickim szpitalu jest w tej chwili wypełnianych 100 takich kart rocznie.
W białostockim szpitalu dziecięcym umarł chłopiec, który wcześniej wielokrotnie trafiał do tej placówki z wyraźnymi śladami pobicia. Poruszeni wypadkiem lekarze doszli do wniosku, że nie ma co czekać na ustawodawcę. To ostatni dzwonek, by wprowadzić system zapobiegania takim sytuacjom. Odpowiednią procedurę opracowali wraz z policją. Podobne rozwiązania wprowadzono w Warszawie w Szpitalu Bielańskim oraz na Niekłańskiej.
Gdy wejdzie w życie nowa ustawa o przeciwdziałaniu przemocy, lekarze, którzy zetkną się z krzywdzonym dzieckiem, będą mieli obowiązek wystawienia tzw. niebieskiej karty. Ale jak wynika z badań Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego, aż czterech na dziesięciu lekarzy ma problem z rozpoznaniem przemocy u badanego dziecka. Zdaniem ekspertów to efekt braku odpowiedniego kształcenia. Alarmują, że jakby tego było mało, w tym roku z obowiązkowego kursu ochrony zdrowia, który musi przejść każdy lekarz robiący specjalizację, zniknęły cztery godziny nauki. Właśnie te o przeciwdziałaniu przemocy. - A szkolenia są nieodzowne, bo lekarze twierdzą, że nie chcą się wtrącać w prywatne życie pacjenta i nie wiedzą, jak rozmawiać - mówi Ewa Urban z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego. Ministerstwo bagatelizuje tę sytuację. Zdaniem Romy Danielewicz z departamentu nauki i szkolnictwa wyższego w Ministerstwie Zdrowia dobry nauczyciel akademicki powinien przekazać taką wiedzę słuchaczom, mówiąc o chirurgii czy pediatrii. I zdaniem resortu to powinno wystarczać.
Klara Klinger
klara.klinger@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu