Rząd nie boi się strajku pielęgniarek
Ogólnopolski protest jest coraz bardziej realny - oświadczyła wczoraj Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych.
Wczoraj - podobnie jak dzień wcześniej - pielęgniarki przyszły pod Ministerstwo Zdrowia. Domagają się reakcji w sprawie koleżanek prowadzących głodówkę w czterech szpitalach na Podbeskidziu i podjęcia tematu podwyżek. Chcą zarabiać 3 tys. brutto. Dorota Gardias, szefowa związku zawodowego, przypomniała, że w środę związek może zdecydować o ogólnopolskim proteście. Wiceminister zdrowia Jakub Szulc odpowiedział, że resort nie jest pracodawcą i nie ma wpływu na warunki, jakie dyrektorzy szpitali uzgadniają z personelem medycznym.
- Strajk będzie i będzie się rozwijał. Rządzący powinni zrobić wszystko, by do tego nie dopuścić - apelowała Hanna Gutowska z Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych. Dodała, że rząd odpowiada za politykę zdrowotną państwa i nie może przerzucać odpowiedzialności na władze lokalne czy na dyrektorów szpitali.
Z danych, które przedstawiły pielęgniarki, wynika, że Polska zajmuje ostatnie miejsce w UE pod względem liczby pielęgniarek na tysiąc mieszkańców. Ten wskaźnik w kraju wynosi 5, podczas gdy np. w Niemczech 9,6.
id, pap
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu