Z list refundacyjnych zniknęły tanie zamienniki sprowadzane z zagranicy
Obroty gwałtownie spadły. Firmy ratują się, szukając nowych źródeł przychodów
Delfarma, Inpharm, Forfarm, Blaufarma oraz kilka mniejszych firm zajmujących się głównie importem i sprzedażą w Polsce medykamentów, które za granicą są tańsze niż u nas, dostały po kieszeni wraz z ogłoszeniem nowej listy refundacyjnej. Zniknęło z niej wprawdzie tylko kilka sprowadzanych leków, ale jednocześnie nie będzie podlegać refundacji 135 kategorii produktów sprzedawanych przez 10 importerów tzw. metodą ułomną - wynika z danych zebranych przez IMS Health.
Na czym polega metoda ułomna? - Wcześniej refundowane mogły być leki z importu, które nie znajdowały się na listach, ale były tańsze niż limit określony przez resort zdrowia. Gdy aptekarz proponował pacjentowi lek z importu, który jest tańszym odpowiednikiem preparatu z listy, ten automatycznie był refundowany. Teraz się to zmieniło. Aby lek z importu mógł być refundowany, musi znaleźć się na liście.
To duży problem dla pacjentów, którzy nie będą mogli dostać tańszych zamienników, i dla firm, dla których handel takimi lekami był głównym źródłem zarobku - twierdzi Michał Pilkiewicz, country manager z firmy badawczej IMS Heath. Leki z tzw. refundacji ułomnej to spora część ich działalności, w przypadku największego hurtownika Delfarmy - 10 proc., Inpharmu - 20 proc. a Forfarmu - 15 proc.
Aby starać się o wprowadzenie leku na listę refundacyjną, firma musi wydać około 6,5 tys. zł. Dla wielkich koncernów farmaceutycznych to grosze, ponieważ ich marże na jednym leku sięgają nawet 300 proc. W przypadku importera, który kupuje lek za granicą od producenta, marże te stanowią jedynie 10 - 20 procent. Dochodzi jeszcze ryzyko - producenci leków mogą wprowadzić dystrybucję bezpośrednią i tym samym wyeliminować importerów.
Jakby tego było mało, słaby złoty powoduje, że firmy mają poważny problem z rentownością. Aby zwiększyć obroty, szukają alternatywnych źródeł przychodów. Delfarma planuje wprowadzić własne marki suplementów diety oraz wyrobów medycznych dla zwierząt i ludzi. - Sprzedaż na rynki europejskie wyrobów dla zwierząt ruszyła już miesiąc temu. W marcu do sprzedaży ma trafić kolejny wyrób medyczny - twierdzi Małgorzata Suska, rzecznik firmy. Plany dywersyfikacji ma także Inpharm. - Myślimy o różnych formach, ale na razie nie podjęliśmy decyzji, wszystko zależy od tego, czy nasze leki znajdą się na liście refundacyjnej - mówi prezes Sławomir Bernaciak. - Chcemy wybudować własną przepakowalnię, gdzie będziemy mogli prowadzić także działalność na zlecenie - twierdzi z kolei Tomasz Zataj, dyrektor generalny Forfarmu.
Importerzy jeszcze w styczniu mają dostać zaproszenie na negocjacje z ministerstwem. - Od ich przebiegu będzie zależeć, jakie kroki dalej podejmiemy - dodaje Sławomir Bernaciak.
@RY1@i02/2012/013/i02.2012.013.00000120e.802.jpg@RY2@
Polski rynek leków z importu równoległego
Milena Majczak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu