Zysk czy misyjność, czyli spółka w szpitalu
W Niemczech wiele szpitali prowadzonych jest przez stowarzyszenia, fundacje lub nawet związki wyznaniowe. Zysk nie jest najważniejszy - liczy się pomoc drugiemu człowiekowi, utylitaryzm
Nie tak dawno w Polsce rozpoczęła się masowa komercjalizacja lub prywatyzacja służby zdrowia. Lekiem na stare, wymagające remontów szpitale miało być oddanie ich w prywatne ręce, a potem jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko miało być lepiej. Samorządy, przede wszystkim powiatowe, kuszone były sporymi pieniędzmi z ministerstwa za przekształcenie szpitala w spółki, a firmy prywatne czekały w blokach startowych na co bardziej łakome kąski. Minęło kilka lat i można wyciągać pierwsze wnioski o powodzeniu lub nie forsowanej od kilku lat reformy. Przede wszystkim należy się zastanowić, czy spółka prawa handlowego to odpowiednia forma dla prowadzenia szpitala. Na zdrowy rozsądek zdrowie to coś więcej niż towar czy usługa i zysk nie powinien być najważniejszy. Co innego firmy działające w branży medycznej, jak producenci leków czy sprzętu farmaceutycznego. W Niemczech wiele szpitali prowadzonych jest przez stowarzyszenia, fundacje lub nawet związki wyznaniowe. Zysk nie jest najważniejszy - liczy się pewna misyjność, pomoc drugiemu człowiekowi, utylitaryzm.
Oczywiście nie można teraz generalizować i wrzucać wszystkich do jednego worka. Są i w Polsce firmy, dla których jakość oraz dobro pacjenta są w dalszym ciągu wartością nadrzędną i żadna forma prawna nie jest tu przeszkodą. Niestety są też firmy, które kierują się innymi wartościami i w ten sposób psują opinię sektorowi prywatnej służby zdrowia. Chęć zysku za wszelką cenę, w konsekwencji musi odbić się na pacjencie. Skoro pieniędzy nie przybywa, należy ciąć koszty. Z tego powodu zwalniany jest biały personel, obsługa administracyjna czy techniczna. Jeżeli firma dalej się nie bilansuje, należy wprowadzić tańszy catering. W efekcie pacjenci jedzą posiłki, które ciężko nazwać zdrowymi, czasami ledwo zjadliwymi. Kiedyś pacjentom podano surowe jajka, ponieważ ktoś zapomniał je ugotować.
Warto się zastanowić nad samymi procedurami przejęcia szpitali publicznych. Tutaj możliwości jest wiele. Można kupić całą spółkę samorządową wraz z majątkiem, można wynająć ruchomości oraz nieruchomości na 20-30 lat - wszystko zależy, jaką drogą pójdzie samorząd. Dla porównania, żeby wygrać przetarg na budowę drogi, trzeba wcześniej zainwestować w sprzęt, wykonać kilka podobnych zadań. Jednym słowem, żeby zarobić, trzeba najpierw wydać. Inaczej jest w przypadku przejęcia szpitali samorządowych. Dla tego rodzaju zadań powstają spółki celowe (minimalny kapitał zakładowy wynosi pięć tysięcy złotych). Taka spółka wchodzi w posiadanie sprzętu wartego miliony złotych, działa na nieruchomościach wartych kolejne miliony i przejmuje kontrakt opiewający na miliony złotych. W efekcie na tego rodzaju działalności można tylko zarobić, bo przecież ktoś tam był sporo czasu prezesem, ktoś zasiadał w radzie nadzorczej, firmy powiązane dostarczały leki lub sprzęt itd. Jeśli na koniec coś się nie powiedzie, urośnie gigantyczny dług. Trudno, firma padnie, a całą winę zwali się na NFZ lub ministra zdrowia, bo dał za mało pieniędzy.
Panowie w białych kołnierzach pojadą potem do innego samorządu, omamią innego starostę czy burmistrza i powtórzą proceder, może tym razem się uda. Pytanie, czy stać nas na tego rodzaju eksperymenty oraz ile osób jeszcze umrze przez tego rodzaju praktyki. Nie można za całe zło w służbie zdrowia obarczać obecnego ministra zdrowia. Niektóre jego pomysły wydają się nawet bardzo racjonalne. Mam tu na myśli chociażby wyprowadzenie wyceny świadczeń zdrowotnych poza NFZ czy likwidację jego centrali. Oby mu się powiodło, bo tu popełnione błędy mogą mieć nieodwracalne skutki dla milionów Polaków. Praca ministra zdrowia w Polsce jest porównywalna do działań sapera, który ma przed sobą uzbrojone pole minowe.
@RY1@i02/2013/051/i02.2013.051.08800020a.802.jpg@RY2@
Bartłomiej Bartczak burmistrz Gubina
Bartłomiej Bartczak
burmistrz Gubina
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu