Dziennik Gazeta Prawana logo

Czy w Polsce nadejdzie zmierzch bogów?

27 czerwca 2018

W filmie "Bogowie" opowiadającym historię początku kariery profesora Zbigniewa Religi i jego słynnej kliniki w Zabrzu widzimy, jak ciężko w trudnym okresie PRL pracowali ówcześni lekarze, którzy w sposób nowatorski podchodzili do kwestii zdrowia pacjentów. Scenarzyści filmu, ze względu na wybitną wiedzę i umiejętności lekarzy, nadali im przydomek tytułowych bogów. Cuda, których dokonywali polscy lekarze w tych pionierskich czasach, lecz także i dzisiaj, żeby przypomnieć chociażby sprawę przeszczepu twarzy i rewelację ostatnich dni, czyli przełomowy przeszczep komórek do rdzenia kręgowego, to rezultat współdziałania czynników instytucjonalnych i osobistej determinacji. Jako poseł i lekarz mam jednak wrażenie, że nie wykorzystujemy potencjału polskich kadr medycznych i dlatego zadaję sobie pytanie, czy w Polsce nie nadejdzie wkrótce zmierzch wspomnianych bogów?

To, że brakuje nam lekarzy, zdajemy się widzieć na co dzień. Zgodnie z danymi przedstawionymi przez OECD w 2012 r. mieliśmy w Polsce średnio niewiele ponad dwóch lekarzy na 1000 mieszkańców. To najmniej w UE i jeden z najgorszych wyników w OECD. Statystyka ta nie zmienia się od 1989 r., czyli od momentu, w którym rozpoczęto oficjalne publikowanie tych danych.

Jednym z głównych czynników jest ograniczony przyrost liczby absolwentów uniwersytetów medycznych. W Polsce jest 12 takich uczelni, a limity przyjęć określa Ministerstwo Zdrowia. Oczywiście w wartościach bezwzględnych liczba studentów rośnie - jednak za ten przyrost odpowiadają przede wszystkim nabory na płatne studia w trybie niestacjonarnym, z którego nie wszyscy zdolni młodzi ludzie mogą skorzystać.

W swoim najnowszym raporcie Ernst & Young wskazuje z kolei, że ok. 10 proc. absolwentów po uzyskaniu uprawnień wyjeżdża za granicę. Trudno się dziwić, skoro na start otrzymują tam zestaw zachęt finansowych. Krajom z Europy Zachodniej się to najzwyczajniej opłaca - koszt wykształcenia lekarza jest dużo wyższy niż sprowadzenia go. My moglibyśmy postępować podobnie, ale nie stwarzamy systemowych zachęt dla lekarzy obcokrajowców. Liczba lekarzy, którzy co roku podejmują pracę w Polsce, wynosi mniej niż 50!

Wyjazdy absolwentów dodatkowo potęgują inną negatywną tendencję. Jak pokazują statystyki - systematycznie starzeje się nam kadra lekarska. Rosnąca luka pokoleniowa powoduje, że mimo stabilnego poziomu liczby medyków w przeliczeniu na mieszkańców dostępność do usług medycznych jest mniejsza. Powód? Starsi lekarze nie wykonują już zawodu z taką intensywnością jak na początku kariery.

Oprócz zjawiska niewystarczającej liczby lekarzy mamy też duży problem z wewnętrzną emigracją do wybranych specjalizacji. Popyt na niektóre rezydentury ze względu na wyceny świadczeń jest nadmierny w stosunku do dostępnych miejsc (np. kardiologia), natomiast w przypadku innych brakuje chętnych (m.in. medycyna rodzinna i geriatria).

Rządzący na pewno nie ignorują tych negatywnych zjawisk.

Od 2003 r. państwo dofinansowuje rezydentury w deficytowych specjalizacjach. Dalsze wsparcie zapowiedziała premier Ewa Kopacz w swoim expos é - generalne zwiększenie finansowania rezydentur z budżetu. Z kolei w 2011 r. dotychczasowy staż podyplomowy został włączony w tok 6-letnich studiów, co umożliwi młodym lekarzom wcześniejsze wejście do systemu opieki zdrowia.

Jakkolwiek są to zmiany w dobrym kierunku, nie można na tym poprzestawać.

Aby uprzedzić zmierzch bogów musimy wspólne pracować nad wizją zmiany systemowej. W niektórych miastach wojewódzkich wciąż nie mamy uczelni medycznych, stworzenie ich pozwoliłoby w prosty sposób zwiększyć liczbę absolwentów. Jedną z możliwości jest też wprawadzenie regulacji o uznawaniu umiejętności - lekarz, który np. mimo braku danej specjalizacji od 15 lat pracuje w poradni specjalistycznej i skończył kursy dokształcające, mógłby być traktowany przez NFZ jako uprawniony do oferowania świadczeń przy kontraktowaniu. Zwiększyłoby to pulę specjalistów i skróciło kolejki. Dzisiaj tytuł specjalisty niejako petryfikuje lekarza w danym segmencie ochrony zdrowia, przecież medycyna ciągle szybko zmierza do przodu, lekarze powinni mieć możliwość elastycznej adaptacji do potrzeb pacjentów. Pojawia się też propozycja wprowadzenia płacy minimalnej dla lekarzy na wzór sędziów i prokuratorów. Być może to zachęciłoby młodych absolwentów medycyny do podejmowania pracy w mniej popularnych dzisiaj specjalizacjach.

Liczby lekarzy w Polsce nie jest dziś głównym tematem debaty publicznej. Z upływem lat ta sytuacja się jednak zmieni. Nie możemy sobie jednak pozwolić na nicnierobienie. Powinniśmy uprzedzić zmierzch bogów, zanim będzie za późno.

@RY1@i02/2014/218/i02.2014.218.18300090a.802.jpg@RY2@

Grzegorz Sztolcman lekarz medycyny, poseł na Sejm VI, VII kadencji, członek komisji zdrowia Sejmu, Platforma Obywatelska

Grzegorz Sztolcman

 lekarz medycyny, poseł na Sejm VI, VII kadencji, członek komisji zdrowia Sejmu, Platforma Obywatelska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.