Dobroczynne działanie lecznictwa uzdrowiskowego
Czy można się leczyć, unikając skutków ubocznych terapii, w dodatku zmniejszając lub w ogóle odstawiając farmaceutyki? Czy można skutecznie kurować trudno uleczalne choroby cywilizacyjne, czyniąc to w dodatku kilkukrotnie taniej niż w szpitalu, korzystając z możliwości, jakie dają siły natury?
Medycyna od stuleci korzysta z możliwości, jakie daje jej lecznictwo uzdrowiskowe. Wyjazdy do wód, których dobroczynne działanie na własnej skórze przetestowały całe pokolenia, dziś doczekały się solidnych badań oraz setek tomów naukowych publikacji. I na paradoks zakrawa, że świadomość uzdrowiskowego bogactwa, jakie posiadamy w naszym kraju, nie przebiła się jeszcze do świadomości polityków oraz niektórych lekarzy. Tymczasem pacjenci od dawna dobrze zdają sobie z tego sprawę.
Nadchodzi jesień, i jak każdego roku tłumy pragnących podreperować swoje zdrowie Polaków szturmują miejscowości uzdrowiskowe w nadziei na wyleczenie i skorzystanie z zabiegów w promieniach jesiennego słońca. Ale też nadchodzi czas planowania resortowych budżetów na przyszły rok i jak to już bywało w przeszłości, pojawiają się pomysły, aby kosztem leczenia uzdrowiskowego załatać inne dziury w chudych finansach służby zdrowia. Towarzyszy temu akcja czarnego PR - na temat leczenia uzdrowiskowego rozpowszechniane są różnego rodzaju nieprawdy i zwyczajne bzdury. Nawet nowy prezes NFZ pozwolił sobie na grubą niezręczność, mówiąc w jednym z pierwszych udzielonych przez siebie, zaraz po nominacji, wywiadów, że postara się wykluczyć pewne formy terapii - lecznictwo uzdrowiskowe - z systemu refundowanego, gdyż szkoda mu wyrzucać pieniądze podatników na coś, co przynosi skutki porównywalne z placebo.
"Mówimy tu o oszczędnościach. Trzeba ocenić, jak duży procent wydatków idzie na świadczenia, które nie przynoszą poprawy zdrowia pacjenta. Weźmy choćby magnetoterapię (metoda leczenia pulsującym polem magnetycznym - red.) czy fizykoterapię lub hydroterapię - ich skuteczność jest porównywalna z placebo. Chodzi o to, by tego typu świadczenia nie znajdowały się w wykazie finansowanym przez NFZ. Może lepiej, zamiast refundować pacjentom darmowe spa, hydromasaże itp., przeznaczyć te środki na aktywną rehabilitację" - powiedział Tadeusz Jędrzejczyk w rozmowie umieszczonej na portalu trójmiasto.pl.
Kiedy poprosiłam o skomentowanie tej wypowiedzi kilkau sław medycznych, profesorowie ci mieli problem, żeby udzielić dyplomatycznej odpowiedzi. - Moim zdaniem jeśli ktoś z decydentów, z różnych względów, nie orientuje się w pełni w meritum omawianych zagadnień, dobrze by było, aby wcześniej zapoznał się ze szczegółami, służymy odpowiednimi informacjami - mówi prof. dr hab. n. med. Grzegorz Cieślar, Członek zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Balneologii i Medycyny Fizykalnej. I dodaje, że albo pan Prezes nie do końca wiedział, ale powiedział, albo któryś z jego doradców wprowadził go w błąd. A prof. Aleksander Sieroń, światowej sławy specjalista w dziedzinie medycyny fizykalnej, w liście odnoszącym się do słów szefa NFZ, skierowanym m.in. do ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza i premiera Donalda Tuska, napisał: "W mojej, i nie tylko w mojej ocenie, taka wypowiedź świadczy nie tylko o braku wiedzy na powyższy temat, ale także jest szkodliwa dla polskich pacjentów. W liczącej się światowej medycznej literaturze naukowej liczba publikacji na temat terapeutycznego zastosowania magnetoterapii wynosi 4018, fizykoterapii - 221 023, a na temat hydroterapii, 17 431 pozycji (baza PubMed). Świat medycyny stosuje te metody nie od dziś, ponieważ ich skuteczność lecznicza w wielu jednostkach chorobowych została jednoznacznie udowodniona naukowo, w oparciu o obowiązujące obecnie zasady Evidence Based Medicine czyli Medycyny Opartej na Faktach.
Określenie tych metod jako spa lub placebo jest więc sprzeczne ze światową wiedzą i może prowadzić do określenia polskiej nauki i wiedzy medycznej jako odległej od europejskich i światowych standardów".
Ale zanim zajmiemy się kwestią skuteczności takiej czy innej terapii, zatrzymajmy się przy tak chętnie przywoływanych pieniądzach podatników. Wypada tu zauważyć, że na leczenie uzdrowiskowe - czy to w szpitalach uzdrowiskowych, czy w sanatoriach - idzie niewielki odsetek środków przeznaczonych na zdrowie zaledwie 0,95 proc. Jak podnosi radca prawny Jerzy Szymańczyk, prezes Stowarzyszenia Unia Uzdrowisk Polskich, w 2014 r. w planie finansowym NFZ przewidziano na nie 623 mln zł, co stanowi właśnie jedynie 0,95 proc. nakładów na ochronę zdrowia (w przyszłym roku będzie pewnie jeszcze mniej). Biorąc pod uwagę, że (wg danych NFZ) mamy w kraju 37,4 mln osób objętych ubezpieczeniem zdrowotnym, daje to dziennie "oszałamiającą" kwotę 0,048 gr per capita. Tymczasem na leczenie szpitalne przeznacza się rocznie 30 mld zł, natomiast na refundację leków ponad 8,1 mld zł.
Oczywiście, wszelkie próby porównywania skazane są tutaj na porażkę: wystarczy że ktoś przywoła przykład dzieci chorych na białaczkę czy pacjentów potrzebujących pilnej pomocy kardiochirurgicznej, aby pozytywne emocje przysłuchujących się dyskusji przefrunęły na stronę tych, domagających się przesunięcia środków z lecznictwa uzdrowiskowego, na inne, niby bardziej pilne cele. Tyle że - jak to zwykle bywa - argumenty oparte na emocjach i nimi manipulujące nie idą w parze z obiektywną, merytoryczną prawdą. Ale po kolei...
Sanatorium nie tylko dla emeryta
Gdyby z całego worka stereotypów na temat leczenia uzdrowiskowego wyciągnąć garść najczęściej używanych, to jeden z pierwszych mówiłby, że jest to rodzaj tanich wczasów dla emerytów. Jak w każdym stereotypie, i w tym jest nieco prawdy: trudno przecenić korzyści wynikające z takiej terapii dla osób starszych, cierpiących najczęściej na kilka, nakładających się na siebie, chorób naraz. W dodatku w sytuacji, kiedy polskie społeczeństwo dramatycznie się starzeje i koniecznością było podniesienie wieku emerytalnego, aby system ubezpieczeń społecznych nie runął w ciągu najbliższej dekady. Prosty przykład: jeśli na początku transformacji świadczenia emerytalne pobierało w Polsce ok. 6,8 mln obywateli, teraz jest ich ponad dwa miliony więcej. Ale aby seniorzy mogli pracować do 67. roku życia, już choćby z punktu czysto pragmatycznego konieczne jest utrzymanie ich w dobrej kondycji i zdrowiu. A leczenie uzdrowiskowe jak żadne inne temu sprzyja: w szpitalu można zażegnać nagły zdrowotny kryzys, ale dojście do pełnej formy wymaga czegoś więcej. Czasem intensywnej rehabilitacji, czasem rozłożonej w czasie całościowej kuracji, która przyniesie długotrwałe efekty. Jak twierdzi doc. dr n. med. Waldemar Krupa, prezes Izby Gospodarczej "Uzdrowiska Polskie", efekty leczenia uzdrowiskowego w przypadku wielu chorób utrzymują się przez kilka - kilkanaście miesięcy, dzięki czemu kuracjusze mogą aktywnie żyć i pracować.
Jednak nie tylko o leczenie seniorów chodzi, ale osób w każdym - i to dosłownie - wieku, tych młodych, i tych starych. - Weźmy pod uwagę choćby osoby pracujące w trudnych warunkach, odbijających się na zdrowiu. Hutników (dysfunkcje związane z przegrzaniem organizmu oraz urazami mechanicznymi), pracowników zakładów chemicznych (choroby układu oddechowego) czy choćby osoby zatrudnione w fermach kurzych (alergie prowadzące do astmy)... Wszyscy oni okresowo potrzebują regeneracji, aby zachować zdrowie i siły na długie lata, zamiast tygodniami przebywać na zwolnieniach lekarskich lub zapełniać szpitalne oddziały - wylicza prof. Grzegorz Cieślar. To samo dotyczy dzieci - w leczeniu uzdrowiskowym można z powodzeniem walczyć wśród najmłodszych pacjentów z takimi schorzeniami, jak astma, cukrzyca czy dysfunkcje narządów ruchu występujące np. po porażeniach - dodaje.
Nie ulega wątpliwości, że leczenie uzdrowiskowe najlepiej sprawdza się zwłaszcza w przypadku chorób przewlekłych, cywilizacyjnych, które są plagą naszych czasów. Cukrzyca właśnie, choroby układu krążenia, nadciśnienie, otyłość i powodowane przez nie komplikacje wykluczają z aktywnego życia tysiące osób każdego roku. Są dolegliwe nie tylko dla samych pacjentów i ich rodzin, ale także są niebezpieczne dla społeczeństwa - także z powodów finansowych. Wystarczy powiedzieć, że same koszty rent obciążając budżet państwa polskiego stanowią 3,98 PKB. W krajach, które większą wagę przywiązują do profilaktyki i edukacji zdrowotnej niż my, między innymi dzięki większym nakładom na lecznictwo uzdrowiskowe, udało się ograniczyć wydatki na renty - do 1,34 PKB w Hiszpanii, 1,05 PKB w Niemczech i 0,99 we Włoszech - relacjonuje Jerzy Szymańczyk.
O tym, jakie dobroczynne skutki można uzyskać za pomocą kuracji uzdrowiskowej zrozumiała nawet taka instytucja jak Zakład Ubezpieczeń Społecznych, który od 1996 r. w ramach tzw. prewencji rentowej wysyła na swój koszt na leczenie do uzdrowisk osoby zagrożone na skutek choroby długotrwałą niezdolnością do pracy. A jak wiadomo, nie jest to instytucja, która lubi za cokolwiek płacić. Niestety - Polska to nie Stany Zjednoczone, gdzie drobiazgowo badany i liczony jest wpływ różnych procedur na zdrowie pacjentów, a to z kolei przeliczane jest na konkretne kwoty. Nie dysponujemy więc twardymi danymi typu: pacjent z otyłością i cukrzycą leczony w ciągu 30 lat uzdrowiskowo pozwala zaoszczędzić tyle a tyle złotych, gdyż pracuje, zużywa mniej drogich a refundowanych leków, a żyje o 10 lat dłużej niż ten korzystający non stop z opieki szpitalnej, biorący po 400 jednostek insuliny dziennie i pobierający rentę z tytułu niezdolności do pracy.
- Jeden dzień w szpitalu uzdrowiskowym to koszt ok. 100 zł, wliczając spanie, jedzenie, opiekę medyczną i zabiegi. Osobodniówka w szpitalu jest kilkakrotnie droższa, czasem nawet kilkadziesiąt razy - podnosi dr Robert Szafkowski, konsultant krajowy w dziedzinie balneologii i medycyny fizykalnej. Nie chodzi oczywiście o to, żeby pacjentów potrzebujących specjalistycznej interwencji w szpitalu wieźć do uzdrowiska, ale o to, że leczenie uzdrowiskowe może spowolnić chorobę i ograniczć pobyty na oddziale szpitalnym i ograniczyć przyjmowanie dużej ilości leków.
Natura leczy, lekarze jej pomagają
Leczenie w uzdrowisku sprowadza się do picia wody, którą można kupić w supermarkecie, gimnastyki, i wdychania powietrza w grotach solnych. Jak ktoś chce tak wypoczywać, niech sobie wykupi turnus w SPA - to kolejna "ludowa" prawda powtarzana przez przeciwników uzdrowisk. Tyle, że ma ona tyle sensu, co twierdzenie, iż wstrzykiwanie botoksu jest w zasadzie tym samym, co rekonstrukcja albo wręcz przeszczep twarzy.
Doktor n. med. Robert Szafkowski przyznaje, że lecznictwo uzdrowiskowe, którego początek sięga czasów średniowiecza (najstarsze polskie uzdrowisko to Cieplice założone w 1281 roku, obecnie jest uzdrowiskową częścią Jeleniej Góry w Dolnośląskim) jest dziedziną medycyny wciąż słabo znaną, a przez to niepromowaną i niemającą zrozumienia. A przecież łączy w sobie wszystkie cechy medycyny idealnej: skutecznej, pozbawionej skutków ubocznych, w dodatku nastawionej na całokształt człowieka, jego dobrostan, wpływa na ciało, ale także na umysł i ducha, a nie na wyeliminowanie jakiejś jednej dolegliwości, kosztem tworzenia innych. I nie chodzi o jakieś czary-mary rodem z ulotek opatrzonych hasłem New Age, ale o definicję zdrowia WHO. Jak i dlaczego to działa?
To proste, a zarazem bardzo skomplikowane. Otóż są miejsca na ziemi, a w Polsce mamy ich na szczęście wiele, gdzie w jednym punkcie gromadzi się kilka czynników w sposób naturalny korzystnie wpływających na kondycję ludzką. To na pewno korzystny mikroklimat, a także występowanie naturalnych surowców leczniczych (wód leczniczych, borowin, gazów), które razem wzięte składają się na środowisko sprzyjające regulacji i stabilizacji procesów życiowych. Jeśli człowieka ze "zbuntowanym" na skutek życia w niekorzystnych warunkach (hałas, skażenie środowiska, stres) organizmem przenieść w sprzyjające równowadze warunki, jeśli dodać do tego medyczną wiedzę lekarzy, którzy zaserwują idealną w przypadku schorzeń danego pacjenta naturalną terapię wspieraną najnowszymi zdobyczami medycyny, efekty są zadziwiające.
- Mam takich pacjentów na każdym turnusie: duża otyłość, sięgająca 150 kg wagi, depresja związana z kondycją i postrzeganiem przez innych, uzależnienie od leków podawanych w ogromnych dawkach - opowiada Szafkowski. Po leczeniu uzdrowiskowym poprawia się nie tylko stan fizyczny, lecz także wraca ochota do życia. Ludzie nabierają zdrowych nawyków, modyfikują dietę, bo okazuje się, że jeśli żywią się zdrowo, czują się lepiej, chudną i wcale nie są głodni - tłumaczy. I uśmiecha się, zapytany o kolejny stereotyp leczenia uzdrowiskowego: że chodzi o zabawę i seks osób, które w normalnym, szarym życiu nieco się nudzą. - Wszyscy jesteśmy dorośli, a radość życia przekłada się na zdrowie - mówi. I dodaje, że taniec, spacery i inne aktywności dobroczynnie przekładają się na zdrowie. - Ale powiedzmy sobie jasno, że pobyt w uzdrowisku to nie wczasy, gdyż obowiązują tam liczne ograniczenia - zastrzega. Jest cisza nocna, bo wypoczynek to prosta ścieżka do zdrowia. No i alkohol jest wykluczony.
Polska medycyna bogata w cuda przyrody
Mamy szczęście. Polska, choć jeszcze trochę brakuje jej do tego, aby pod względem ekonomicznym oraz cywilizacyjnym dogonić bardziej rozwinięte kraje zachodniego świata, może się pochwalić czymś, czego one nigdy nie będą miały. Otóż nieskażoną, dziewiczą przyrodą skonfigurowaną z siecią nowoczesnych, obsadzonych świetnymi fachowcami uzdrowisk, które w dodatku mają nowoczesną infrastrukturę. I długoletnią historię. Jednak oprócz wspomnianych Cieplic mamy także do czynienia z wieloletnimi badaniami i wielkim wkładem polskiej balneologii w medycynę światową. Poczynając od Jakuba Moneta, który w 1776 roku opublikował pracę na temat leczenia nieżytów górnych dróg oddechowych zimną wodą, poprzez twórców Polskiego Towarzystwa Balneologicznego utworzonego w 1905 r. w Krakowie (to jedno z najstarszych polskich towarzystw lekarskich, które zapoczątkowało wydawanie naukowego czasopisma, ukazujące się do dziś pod nazwą "Acta Balneologica"). A w Collegium Medicum Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu kształci się lekarzy balneologów, specjalistów przygotowanych do leczenia w uzdrowiskach. Jeśli wziąć pod uwagę fakt, iż pomimo transformacyjnych zawirowań udało nam się zachować - chociaż niedofinansowany, to niezniszczony - system lecznictwa uzdrowiskowego, mamy z czym startować nie tylko do polskich pacjentów, lecz także tych z Europy i ze świata. Jak NFZ i resort zdrowia na to pozwolą.
@RY1@i02/2014/178/i02.2014.178.214000100.804.jpg@RY2@
Uzdrowiska stowarzyszone w Unii Uzdrowisk Polskich
@RY1@i02/2014/178/i02.2014.178.214000100.805.jpg@RY2@
Szpital Uzdrowiskowy "Perła Bałtyku" w Kołobrzegu
@RY1@i02/2014/178/i02.2014.178.214000100.806.jpg@RY2@
Szpital Uzdrowiskowy "Gryf" - Uzdrowisko Połczyn
@RY1@i02/2014/178/i02.2014.178.214000100.107.jpg@RY2@
Zakład Kąpieli Mineralnych - Solanki Uzdrowisko Inowrocław
Mira Suchodolska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu