Młot na znachorów
Izby lekarskie zwalczają uzdrowicieli. Samorząd medyczny doniósł do prokuratury, że "Super Express" prowadzi "bezprawną reklamę usług zdrowotnych"
Krakowski samorząd zawiadomił prokuraturę, że informacje zawarte w jednym z dodatków opublikowanych kilka tygodni temu przez "Super Express", zawierającym zdjęcia, nazwiska i numery telefonów uzdrowicieli, to naruszenie przepisów. Te zakazują leczenia osobom, które nie mają wykształcenia medycznego i nie otrzymały prawa wykonywania zawodu od lekarskiego samorządu. - Trudno nam się pogodzić z tym, że ktoś poleca leczenie u znachorów. Trzeba powiedzieć dość temu szaleństwu - irytuje się dr Jerzy Friediger, szef Okręgowej Izby Lekarskiej w Krakowie.
- My tylko informujemy o usługach bioenergoterapeutów. Radzimy, jak odróżnić uzdrowiciela od oszusta - odpiera zarzut Hubert Biskupski, wicenaczelny "Super Expressu". - Nasze dodatki nie są płatną reklamą i nie łamią prawa. Nie zachęcamy, by rezygnować z leczenia u lekarza. Nie ma w nich słowa, że uzdrawianie jest leczeniem.
Sami bioenergoterapeuci są bardziej powściągliwi. - Nie stawiamy diagnozy, nie przepisujemy leków. Działamy na pole energetyczne człowieka, wzmacniamy je, by organizm zwalczył chorobę. Nie naruszamy prawa. Nasza praktyka nie jest leczeniem - przekonuje Jarosław Cetens, prezes Polskiego Cechu Bioenergoterapeutów.
Ale lekarze są coraz bardziej zaniepokojeni. Narzekają, że pacjenci po wizycie u uzdrowiciela rezygnują z profesjonalnego leczenia. - Można znieść, gdy znachorzy obiecują "uspokojenie nerwów". Gorzej, gdy trafia do nich osoba z nadciśnieniem lub chora na raka - mówi dr Friediger. - Nie walczymy z konkurencją, mamy dość pacjentów. Ale jeśli rzekomy uzdrowiciel zaleca choremu na raka drakońską dietę, czym jeszcze osłabia jego organizm, to trzeba reagować, by zapobiec tragedii.
Uzdrowiciele odpowiadają: jeśli ktoś namawia, by nie brać leków albo przestać chodzić do lekarza, to jest to karygodne i skandaliczne. - My z takimi szarlatanami walczymy - zapewnia Cetens.
Spór z uzdrowicielami to kolejna bitwa w walce, którą lekarze prowadzą w obronie "medycyny opartej na faktach", czyli na założeniu, że każda terapia musi mieć udowodnioną skuteczność.
W zeszłym roku Naczelna Izba Lekarska spierała się z Ministerstwem Zdrowia o homeopatię: lekarze podkreślali, że skuteczność preparatów homeopatycznych nie jest udowodniona i ich przepisywanie jest niezgodne z etyką lekarską. Ministerstwo argumentowało, że są to środki legalne i Izba nie może zakazać ich przepisywania. Po wymianie listów każda ze stron pozostała przy swoim stanowisku.
Samorząd lekarski w Krakowie przynajmniej kilka razy w roku składa doniesienia do prokuratury na osoby zajmujące się leczeniem bez uprawnień medycznych. Np. na technika dentystycznego, który leczył pacjentom zęby. Takie sprawy kończą się jednak umorzeniem: śledczy lub sądy wskazują na znikomą szkodliwość takich praktyk.
Jerzy Sadecki
Sylwia Szparkowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu