Jedyne, co otrzymujemy, to ogólnikowe pisma z fundacji KOWAL, które nie mają żadnej mocy prawnej
Marcin Piskorski: Na tydzień przed wejściem w życie nowych przepisów co najwyżej kilkanaście procent aptek otrzymało niezbędne hasła i loginy, aby zarejestrować się w systemie
fot. Materiały prasowe
Marcin Piskorski prezes Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET
Jak PharmaNET ocenia stan przygotowania do rewolucji, jaką bez wątpienia jest rozpoczęcie stosowania przepisów dyrektywy fałszywkowej?
Stan przygotowań, jak i sam sposób wdrażania systemu oceniamy negatywnie, o czym wielokrotnie informowaliśmy fundację KOWAL, jak i organy władzy publicznej, naciskając na przyspieszenie pracy i poprawę jej jakości. Chodzi przecież o bezpieczeństwo lekowe polskich pacjentów. Niestety, z fundacji otrzymujemy ogólnikowe zapewnienia, że będzie dobrze, zaś władza publiczna swoją aktywność ograniczyła – z naszego punktu widzenia – do przygotowania projektu nowelizacji prawa farmaceutycznego, w którym zapisano dotkliwe kary dla właścicieli aptek za niewdrożenie systemu. Systemu, którego aptekarze mogą nie zdążyć wdrożyć nie ze swojej winy. Z moich informacji wynika, że na tydzień przed wejściem w życie nowych przepisów co najwyżej kilkanaście procent aptek otrzymało z fundacji niezbędne hasła i loginy, aby zarejestrować się w systemie. Ludzie z KOWAL-a uspokajają nas, że proces wysyłki loginów i haseł trwa. To niepoważne. Na kilka dni przed można wysyłać np. kartki świątecznie z życzeniami do rodziny, a nie dokumenty, od których ma zależeć sprawność systemu i bezpieczeństwo lekowe Polaków.
Załóżmy, że system rusza, aptekarze mają loginy i hasła. Będzie bezpieczniej, niż jest obecnie?
Bezpieczeństwo może być wystawione na szwank – nie wiemy bowiem, jak system będzie działał, bo nie było czasu go przetestować, nauczyć się, sprawdzić, czy jest stabilny. I co najważniejsze, farmaceuci za stołem nie wiedzą, co mają zrobić, jeśli system „zaświeci na czerwono”, a że tak może być, w komunikacie z 28 stycznia poinformowała nas fundacja KOWAL. Sprzedać lek? Oddać do hurtowni? A na jakiej postawie ma ona go przyjąć? A co zrobić, jeśli odmówi? A może trzeba odłożyć lek na półkę? A co potem poinformować pacjenta, że nie można mu wydać leku, bo istnieje podejrzenie, że jest on sfałszowany? A co zrobić, jeśli alerty będą pojawiały się często? Czy tak będzie? Nie wiemy, bo nie było możliwości i czasu na przetestowanie systemu. Wiemy za to, że polski system dystrybucji leków nie jest przygotowany na taką ewentualność. Farmaceuci i właściciele aptek nie otrzymali żadnej instrukcji ani regulacji, mogącej stanowić podstawę prawną dla przyszłych roszczeń, rozliczeń z dostawcami, NFZ etc.
A może nie warto siać paniki? Często jest tak, że gdy coś nowego się pojawia, boimy się tego. A okazuje się, że szybko się przyzwyczajamy.
Dla nas ważna jest przewidywalność, bo w dużej mierze od niej zależy zarówno spokój pacjentów, jak i bezpieczeństwo farmaceutów. Jedyne zaś co otrzymujemy, to ogólnikowe pisma z fundacji KOWAL, które nie mają żadnej mocy prawnej, i ustne zapewnienia, że fundacja prowadzi w tej sprawie rozmowy z administracją publiczną. I że wszystko będzie dobrze. Przedsiębiorcy i farmaceuci wiarę w dobre chęci i łaskawość losu woleliby zastąpić terminowym wdrożeniem skomplikowanego systemu, procedurami, regulacją prawną i sprawną komunikacją. Tymczasem mamy do czynienia z ogromnym chaosem, który nie wiadomo jakie efekty wywoła. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu