Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

U mnie będą grali tylko najlepsi

Ten tekst przeczytasz w

Już jeden menedżer do mnie dzwonił. Mówił, że jego zawodnik trochę upadł i trzeba by go trochę podnieść. Odłożyłem słuchawkę. Prędzej szklankę zjem, niż zacznę się zajmować handlem graczami - mówi DGP trener kadry Franciszek Smuda

Ja wiem z doświadczenia, że bez targowania w obecnym świecie nic nie ma. Nawet jak robotę w fabryce bierzesz, to nie podpisujesz wszystkiego w ciemno. Zawsze jakaś strona ma obiekcje.

Nie chciałem podpisać umowy z trzymiesięcznym okresem wypowiedzenia. Albo na czas nieokreślony. Nieokreślony to znaczy, że jednego dnia jestem selekcjonerem, a drugiego nie. Jeśli ktoś nie ma zaufania do kogoś, to może sobie na trzy miesiące podpisać. W lidze ustala się kontrakty nawet z czterotygodniowym wypowiedzeniem. OK, niech sobie tak będzie. Ale ja mam tę drużynę do mistrzostw przygotować. Muszę mieć komfort.

Wiem, co chcecie, żebym powiedział. Ale zrozumcie, nie obchodzi mnie, czy to jest szczere. Interesuje mnie moja praca, mój sukces i to, żeby go jak najszybciej osiągnąć. Wydaje mi się, że to najrozsądniejsze podejście do tematu. Gdybym był miłośnikiem polityki, to mielibyście tu niezły wywiad sensacyjny. Mnie się z tym dobrze żyje, z tą niechęcią do polityki. Nie jestem konfliktowy, jeśli miałbym ingerować w zarząd, struktury, to straciłbym na istocie sprawy, czyli na szkoleniu. Lepiej mieć głowę napakowaną tylko tym, co mam naprawdę robić. A jeśli chodzi o poklepywanie, to przyda mi się. Taki masaż pleców dobrze mi zrobi.

Możecie się śmiać, ale ja byłem kandydatem nienapalonym. Od 10 lat wciąż kandyduję na selekcjonera. Byłem przygotowany na to, że tej pracy jeszcze i tym razem nie dostanę. W tym zawodzie lepiej wiedzieć, że w każdej chwili możesz otrzymać cios. Wtedy się najlepiej pracuje. Najgorzej, jak myślisz, że złapałeś Pana Boga za nogi. W razie niepowodzenia nie możesz się pozbierać.

Nie wiem. Jeśli sam zobaczę, że nie potrafię złożyć zespołu, że się nie układa, to na siłę nie będę czegoś robił.

Już jeden menago do mnie dzwonił, że jego zawodnik trochę upadł i trzeba by go trochę podnieść. Odłożyłem słuchawkę. Ja prędzej szklankę zjem, niż czekokolwiek takiego się dopuszczę. Mój charakter mi na to nie pozwoli. W kadrze będą grali najlepsi, ci, których ja sam wybiorę.

Birma jest nieaktualna. Z Singapurem zagramy. Możecie żartować, ale wyjazd do tej Tajlandii mi nie przeszkadza. Wiem, że dawniej wszyscy trenerzy, którzy jeździli zimą na egzotyczne zgrupowania, wpadali na minę. Ze mną miny nie będzie. Te mecze pomogą mi zawiesić oko na jednym, drugim czy trzecim grajku. Widzieliście, jakich fajnych młodych chłopaków powołałem, zdolnych. Niech pokażą coś na tle tej Birmy czy śmirmy. To ich później powołam na poważniejsze mecze, choćby z Bułgarią w marcu.

Ja mam i z piłkarzami, i z trenerami klubowymi to wszystko uzgodnione. Pracuję od pięciu minut, a już dwa razy się spotkałem z trenerami ekstraklasy. We własnym gronie podyskutowaliśmy. Skończyły się te czasy, że piłkarz robi sobie dwa miesiące urlopu. Nie ma. Odjeżdża mu pociąg. Ten, kto chce osiągnąć sukces, nie może w święta siedzieć na tyłku, wpierdzielać i tyć.

A ja wam to udowodnię.

Wiecie, kto mnie może urobić? Tylko moja żona. Nawet mama nie jest w stanie.

Najlepiej lubię te swoje spodnie robocze, dresy, ortaliony, bo jak szaleję, to nie szkoda, że się wybrudzę. Ale jak tak popatrzyłem na tych elegancików z telewizji, to czasem byłem zazdrosny. Teraz jest okazja, aby się lepiej ubrać. Wbiłem się w garnitur. Wygodny to on nie jest. Taki trochę jest człowiek na baczność.

Wiem, że niebawem zaczniecie mnie rozliczać, i dlatego nie zawsze przyjmuję ten kit, który mi się wciska. Rozliczą mnie nawet moi obecni wielcy przyjaciele. Cały 2010 rok poświęcę na selekcję. Wybiorę około 20 zawodników, aby później grać w tym samym składzie. Na nich postawię i wypracujemy styl gry, który mi odpowiada. Taki jest mój program. A teraz przez te dwanaście miesięcy będzie dużo ryzyka. Raz tego wezmę, raz przestawię jakiegoś grajka z lewej na prawą. Półtora roku później nie będę już ryzykował. Chyba że ktoś wypali. Na przykład taki Kamil Wałdoch. To wtedy dołożę go do kadry. Śmiejecie się?

On był wyróżniającym się zawodnikiem w młodzieżówce Andrzeja Zamilskiego. Tomek Wałdoch dał mu dobre recenzje. Ja go biorę po to, aby go dotknąć. Czy w ogóle mogę w przyszłości na niego postawić.

Nie obchodzi mnie to. Sam muszę sprawdzić. Kuba Błaszczykowski mówił o Sebastianie Tyrale, który nie mieści się w pierwszym składzie Borussii Dortmund, a jest szybki, dobrze wyszkolony technicznie. Takich zawodników istnieje cała masa. Jak będzie trzeba, to pojadę szukać nawet na Białorusi.

Jest powolny, to już słyszałem, ale i tak mu się przyjrzę.

Do przeciętników nie będę jeździł. Ale tam, gdzie jest na czym oko zawiesić, pojawię się. Wiadomo przecież, że o takiego Boenischa czy Acquafrescę to trzeba się bić, żeby go dostać.

Beenhakker największy błąd popełnił, jak najpierw wypieprzył pijaków z hukiem, a później ich przyjął. U mnie drugiej szansy nie ma. Gancarczyk mnie zapytał, czy może przed jedenastą w nocy wyjść z hotelu. Powiedziałem mu, że może, ale jak wróci, to drzwi będą zamknięte na zawsze. Nie ma! Koniec! Nie będę ich gładził po główce i mówił: dobra, wypiłeś sobie, ale nie rób tego więcej. U Franza będzie tylko: wynocha!

24, 25 lat. Będę brał głodne wilczki, które chcą coś osiągnąć. Taki, co tylko chce się prześlizgnąć, usłyszy: adios! Wbrew pozorom mentalność młodego piłkarza nie zawsze jest zła. Oni mogą trenować od rana do wieczora.

Nie lubię tych wszystkich modnych wycieczek. Byłem już parę razy w tym okresie. Nie czujesz tej atmosfery świątecznej. Wolę zostać w domu. Lubię w święta pójść do kościoła, pomodlić się, posiedzieć na kanapie, na długi spacer się wybrać. Szczególnie po obiedzie. Jest wtedy taki wyjątkowy spokój, cisza. Nikogo nie widzisz na drogach, ludzie w domu siedzą, jedzą, świętują. Uwielbiam to. Na tym spacerze nasuwają ci się różnego rodzaju refleksje, analizuje człowiek życie.

Możliwe, że tak. Taki byłem i taki jestem. Ogień musi być, jak jest ogień, to są i fajerwerki. W garniturze też będę szalał. Jak usiądę na ławce i będę spokojnie oglądał mecz z rezerwowymi, to znaczy, że jest koniec Franza. Stawiajcie nagrobek.

@RY1@i02/2009/249/i02.2009.249.000.0020.101.jpg@RY2@

Smuda: jak mnie ktoś zawiedzie, to drugiej szansy nie dam

Artur Kraszewski/Newspix.pl

61 lat, dotychczas prowadził kadrę w dwóch meczach

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.