Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Trudny egzamin na Polaka

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Na Kartę Polaka miało być ponad milion chętnych. Ale półtora roku po wejściu w życie ustawy dokument uprawniający do pracy, nauki i opieki medycznej w ojczyźnie dostało zaledwie 36 tysięcy naszych rodaków ze Wschodu - ustalił DGP.

Dlaczego tak mało? Bo przed osobami, które chcą dostać Kartę Polaka, piętrzone są problemy. Rząd nie opracował programu, który zachęcałby naszych rodaków do powrotu do kraju. Resort spraw zagranicznych nie ma złudzeń. - Wyczerpaliśmy pulę oczywistych kandydatów do Karty Polaka. Teraz coraz częściej zgłaszają się ludzie, którzy albo nie mówią dobrze po polsku, albo nie mają wystarczająco wiarygodnych dokumentów - tłumaczy Maciej Szymański, dyrektor departamentu Polonii MSZ.

Od 1 kwietnia ubiegłego roku najwięcej Kart Polaka trafiło na Ukrainę (prawie 20 tys.), Białoruś (11 tys.) i na Litwę (2 tys.). Na Łotwie i w Rosji wręczono ją ok. 900 osobom, a w Kazachstanie niespełna 600. To o wiele mniej, niż faktycznie żyje tam Polaków. Zdaniem Michała Dworczyka, doradcy prezydenta ds. Polonii, tylko na Białorusi mieszka 400 tys. naszych rodaków, na Litwie - 250 tys., a na Ukrainie - 150 tys.

Karta Polaka miała być dokumentem, który scementuje z ojczyzną blisko milionową społeczność pochodzenia polskiego żyjącą w krajach byłego ZSRR. Jej posiadanie miało się wiązać z licznymi przywilejami: wieloletnią wizą dającą prawo do pracy, darmowej edukacji, opieki zdrowotnej i 37-procentowej zniżki w transporcie publicznym.

Według założeń twórców ustawy warunki przyznania Karty Polaka miały nie być zbyt wyśrubowane. Wystarczający miał być fakt, że jeden z dziadków kandydata był obywatelem polskim. W zachodniej Ukrainie, na Białorusi i na Litwie to norma, bo te tereny przed wojną należały do Rzeczpospolitej.

Dlaczego zatem jest tak mało chętnych? Bo przed potencjalnymi chętnymi postawiono szereg problemów. - Podstawowym jest zdobycie dokumentów potwierdzających pochodzenie. Na terenach byłego ZSRR często jedynym dokumentem potwierdzającym urodzenie jest akt chrztu, a to nie wystarcza urzędnikom - mówi nam Białorusin Gienadij Lukavets, którego znajomi pochodzenia polskiego ubiegali się o Kartę Polaka.

Kolejny problem to egzamin z języka i ze znajomości Polski. W Rosji i Kazachstanie poważnym kłopotem dla chętnych są ogromne odległości od polskich konsulatów. Zdaniem Dworczyka kandydatów zniechęca także to, że zamiast obiecanych pięcioletnich wiz konsulowie wydają im jedynie roczne. A zatem na niewiele dłużej niż np. Ukraińcom przyjeżdżającym do pracy w naszym kraju.

Podobny pomysł mieli Węgrzy. Tam akcja zakończyła się pełnym sukcesem. Kartę Węgra odebrało np. blisko 90 proc. Ukraińców węgierskiego pochodzenia. Skąd ten dysonans między skutecznością polskich i węgierskich urzędników? To konsekwencja o wiele mniej restrykcyjnych kryteriów. - Nie było egzaminów językowych, a do potwierdzenia pochodzenia wystarczała deklaracja. Ponadto do ubiegania się o Kartę Węgra zachęcały liczne przywileje - wyjaśnia dr Robert Wyszyński, były dyrektor Instytutu Kresowego i socjolog z UW. Dodaje, że polskie władze spóźniły się z opracowaniem systemu o dwadzieścia lat. Bo Litwini, Węgrzy czy Słowacy zrobili to natychmiast po odzyskaniu niepodległości. Ale nie tylko oni. Od kilkunastu lat swoich rodaków ściągają też Niemcy. Tylko z Kazachstanu sprowadzili 800 tys. swoich rodaków. Po co? - Po pierwsze czują się odpowiedzialni za swoich obywateli, którzy w wyniku różnych wydarzeń znaleźli się tysiące kilometrów od swoich domów. Ale duże znaczenie ma też aspekt demograficzny - wyjaśnia dr Wyszyński. Repatrianci wypełniają dziurę demograficzną, która będzie coraz większa w starzejących się krajach europejskich. Czyli de facto ograniczają napływ ludzi z krajów skrajnie różnych kulturowo i mentalnie. - Proszę też zwrócić uwagę, że gangi we Francji czy USA zakładają nie Francuzi czy Amerykanie, ale imigranci z Algierii czy Meksyku - podkreśla dr Wyszyński.

@RY1@i02/2009/217/i02.2009.217.000.004a.001.jpg@RY2@

W 2007 r. w akcję poparcia dla Karty Polaka zaangażował się Jarosław Kaczyński

Jacek Marczewski

Jędrzej Bielecki

Artur Grabek

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.