Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Walka z Adamkiem to nie jest fajny pomysł i nie ja jej chciałem

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w

Andrzej Gołota mówi nam o polskim pojedynku stulecia, walkach o mistrzostwo świata i pechu, jaki mu towarzyszył

Na pewno nie. Ale w tej chwili w Polsce praktycznie nie ma innych bokserów. No bo kto jeszcze? Zresztą nie wiem.

Nie jest to fajny pomysł. Ale Adamek chciał tego.

Masz już odpowiedź.

Taki ruchliwy jest? Zobaczymy.

Właśnie nie. Co zrobić, tak już jest. Waga ciężka jest wagą ciężką, wielu chce ją zdobywać. Jones rośnie, inni też rosną - w siłę, sławę, potęgę. Wspomaganie farmaceutyczne wchodzi w grę tutaj.

Wspomniałeś, że Roy Jones stawia na Adamka. On wygrał kiedyś z Ruizem, pamiętasz? Była taka walka, tylko raz mu się to zdarzyło, że boksował w tej wadze.

Powiedziałem ci, kurczę, że Roy Jones tylko raz boksował w ciężkiej. Więcej nie chciał.

Nie wiem, czy będzie tak samo. Ale na przykładzie Roya Jonesa, wiesz...

Ironicznie? Wcale nie.

Chyba nie.

Już sam nie wiem. Jest szansa pokazania się polskiej publiczności, powalczenia tu jeszcze raz.

Ja mistrzem nigdy nie byłem, mistrzem on jest. To jest mistrz świata.

Ciągle? To może już nie będą, jak mi Adamek wpieprzy.

Bardzo możliwe, że w niedalekiej przyszłości coś jeszcze będzie. Chęci ciągle są, gorzej z możliwościami (śmiech).

Do Colorado. To jest najlepsze miejsce na narty.

Tak, do Szwajcarii i do Austrii. Ale Colorado jest najlepsze.

Mój syn od siedmiu lat gra w tenisa, a ma 12. Wożę go na treningi. Jest dobry. Córa nie chce mieć ze mną nic wspólnego, to już dorosła dziewczyna, 18 lat. Nie potrzebuje ojca, żeby ją prowadził za rękę, dawno już chciała być samodzielna. Jest już po szkole, teraz studiuje.

Raczej nie.

Dużo cięższy, niż się komukolwiek wydaje.

Jest to bardzo ciekawa sprawa, jedna z ważniejszych w życiu. Być na olimpiadzie to jest bajer. Boks w ogóle jest dyscypliną, która na igrzyskach trwa najdłużej - od pierwszego dnia do ostatniego, kiedy odbywają się walki finałowe.

Nie chcą dać, skurczybyki. Oszustwo, co? Nie wiem dlaczego. Trzeba będzie tę sprawę podać do sądu, bo to naprawdę jest złodziejstwo.

Już nie warto tego wspominać.

Człowiek chciałby wszystko zrobić, wszystko wygrać. Są różne aspekty, jeśli chodzi o wagę tych osiągnięć.

No tak, ale co zrobić? Tak to już jest. Drugim razem błąd był w tym, że King (Don King, jeden z najpoważniejszych promotorów boksu zawodowego - red.) się dowiedział, że po tej walce i zdobyciu tytułu mistrza świata zamierzam zakończyć karierę. Stało się jasne, że jeśli nie wygram przed czasem, to nie wygram tej walki. I tak było. Co poradzisz? Nic. Możesz pojechać na narty (śmiech).

To było w 1995 roku, w maju. Boksowałem z zawodnikiem... O Boże, jak on się nazywał... Wygrałem przed czasem. Czekaj. "Garnek"! (Gołota woła na pomoc Przemysława Garczarczyka, menedżera, z którym współpracuje od lat - red.). Jak się nazywał ten taki bokser, z którym walczyłem w Atlantic City? Aha, Po’uha. To była taka walka, że po trzech rundach myślałem, że walki nie ma, byłem wyraźnie lepszy. Jednak w czwartej rundzie mnie strasznie mocno uderzył, zamroczył mnie. Później przyjąłem chyba czterdzieści parę ciosów, wyobrażasz sobie taki numer? Dzięki Bogu runda się skończyła (śmiech). Ale potem go znokautowałem. To bardzo ciekawa walka była.

E, daj spokój, o tym nie ma co gadać.

Nie.

Każdy ma szansę pokazać, co potrafi zrobić. Janusz Gortat niby pomógł mi w jakiejś tam karierze, ale obok niego byli też inni trenerzy. Nie wiem, kto ma rację.

Naprawdę, nie wiem! Nie masz czegoś innego do pisania?

Nieprawda. Wtedy miałem kłopoty z łękotką, co cztery, pięć dni chodziłem do lekarza, by ściągać wodę. Mecz życia, a ja przed samą walką dostałem zastrzyk w kolano! Ten zastrzyk wszedł mi jakoś do systemu, do krwi, nie wiem. Czułem się, jakbym był paralitykiem, rozumiesz? Prawie usnąłem. Ja nie byłem sobą. To było najgorsze. On to wykorzystał, nic więcej. (Gołota wyraźnie się ożywia - red.). Dwa ciosy! Przez te 90 sekund zadałem dwa lewe proste! I to nawet nie doszły celu. To ja byłem sobą? Powiedz mi.

No właśnie, zawsze działo się to przy najważniejszych walkach. To jest niefart życiowy, kurczę. Kino, co?

Następnego dnia odbył trening na terenach warszawskiego Fortu Bema, dawniej należących do CWKS Legia, gdzie rozpoczynał swoją karierę. Po południu w stolicy pojawił się trener Gołoty Sam Colonna. W niedzielę obydwaj pojechali do Wisły, gdzie czterokrotny pretendent do tytułu mistrza świata przygotowuje się do walki z Tomaszem Adamkiem. Polski pojedynek stulecia odbędzie się 24 października w Łodzi jako główna walka gali Polsat Boxing Night.

@RY1@i02/2009/204/i02.2009.204.000.0019.101.jpg@RY2@

Andrzej Gołota po przylocie do Warszawy pokazywał, że jest dobrej myśli

Bartek Kosiński/Newspix.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.