Okienka kasowe bez nadzoru
Miało być szybko, tanio i bez kolejek. Skończyło się żmudną walką o odzyskanie pieniędzy. Dziś w Przemyślu ruszy proces przeciw poznańskiej firmie Okienko Kasowe.
Upadłość spółki, która oszukała tysiące klientów, była jedną z najgłośniejszych afer dotyczących nieuczciwych pośredników finansowych. Teraz znów przybywa osób, które dają się skusić na tańsze usługi.
- Po tych głośnych aferach ludzie zaczęli być bardziej ostrożni, rzadziej ryzykowali - mówi Michał Macierzyński, ekspert z portalu Bankier.pl. Okienka mimo atrakcyjnych cen zaczęły tracić klientów. - Teraz w związku z kryzysem i drastycznym wzrostem cen usług bankowych liczba klientów takich punktów znów może wzrosnąć - prognozuje Macierzyński.
Z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że średnia opłata za przelew w oddziale była w pierwszym półroczu o niemal jedną czwartą większa niż rok temu. Wynosiła 5,3 zł. W większości okienek opłaty są nawet kilka razy mniejsze. Rywalizować z nimi mogą tylko przelewy elektroniczne, ale wciąż wielu Polaków z tej formy bankowości nie korzysta. Punkty, które można spotkać w supermarketach czy pasażach handlowych, dla wielu są atrakcyjne. I wciąż sprawiają problemy.
Okienkowa afera
O odszkodowanie w przemyskim sądzie wystąpią dziś dwie poszkodowane przez agencję finansową osoby, ale w kolejce czeka ponad 400 pozwów.
Sprawa poznańskiej spółki Okienko Kasowe ciągnie się od dwóch lat, kiedy to firma ogłosiła upadłość. To była jedna z największych w Polsce agencji działających w branży opłat masowych. W całym kraju miała ponad 400 oddziałów. W okienkach można było uregulować rachunki za prąd, gaz czy abonament RTV. Przelew był znacznie tańszy niż w banku. Gdy w listopadzie 2007 roku spółka ogłosiła upadłość, tysiące klientów zostały na lodzie. Okazało się, że pieniądze, które zostawiali w okienkach, nigdy nie trafiły do adresata. Sprawą zajęła się prokuratura.
Rachunki kradła pracownica
Schemat zawsze jest ten sam. Klient płaci rachunek w jednym z kilkuset punktów w Polsce, dostaje pieczątkę i o sprawie natychmiast zapomina. W końcu pracownik okienka zapewnia, że pieniądze wpłyną na konto gazowni, elektrowni czy firmy telekomunikacyjnej w ciągu 24 godzin. Przekręt wychodzi dopiero po kilku miesiącach.
- Przyjechali do nas panowie i oznajmili, że odcinają gaz, bo nie płacimy rachunków - relacjonuje Elżbieta Jaglińska z Warszawy. - Zupełnie zaskoczona zaczęłam im tłumaczyć, że przecież wszystko uregulowałam, pokazałam kwit z pieczątką. A oni na to, że już uruchomili firmę windykacyjną, a ja oprócz wysokiego rachunku będę musiała jeszcze zapłacić odsetki - dodaje Jaglińska.
Rachunek za gaz na ponad 1700 złotych opłaciła pod koniec maja w pobliskim okienku Kas Polskich na warszawskim Grochowie. Ta niewielka firma ma kilka punktów w Warszawie. We wrześniu okazało się jednak, że pieniądze przepadły, podobnie jak samo okienko. - Teraz mają placówkę w centrum. Pojechałam tam, złożyłam papier z reklamacją, który wylądował na pokaźnym stosie podobnych dokumentów, i cisza - mówi Jaglińska. Szybko okazało się, że podobne problemy mają też jej sąsiedzi. Wszyscy płacili rachunki w tym samym okienku.
Kasy Polskie umywają ręce. - Z tym punktem już nie współpracujemy. Dbamy o wizerunek naszej firmy, a tu się pojawiały skargi - mówi Andrzej Jawoszek, jeden z agentów Kas Polskich. Tłumaczy, że całość działa jako kolektyw byłych agentów pocztowych pod jednym szyldem. - Nie ma u nas zwierzchniej instancji, która wszystkich kontroluje. Każdy działa na własny rachunek. Przecież taką firmę bardzo łatwo założyć - dodaje Jawoszek. Wszystkich nabitych w butelkę klientów kieruje bezpośrednio do właścicieli niesławnego okienka. - Po prostu trafiliśmy na nieuczciwego pracownika. Sprawa jest już w prokuraturze. Na razie straty sięgają kilku tysięcy złotych - tłumaczy się Aleksandra Jezierska, właścicielka punktu. Nie zdradza, ile osób padło ofiarą kasjerki, która zamiast przelewać pieniądze klientów, chowała je do własnej kieszeni. Kiedy zaczęły spływać pierwsze skargi, zniknęła. - Poniesiemy wszystkie konsekwencje i oddamy pieniądze - zapewnia Jezierska.
Poza wszelką kontrolą
Jak przyznaje Agnieszka Majchrzak z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, problem z okienkami kasowymi jest jeden: działają poza kontrolą.
- W Polsce nie ma obecnie przepisów regulujących wprost kwestie związane z funkcjonowaniem okienek kasowych. Nie istnieją zatem ustawowo określone mechanizmy kontroli ich działalności, nie ma również właściwego organu nadzoru - tłumaczy Majchrzak. - Dlatego decydując się np. na konkurencyjne cenowo punkty płatnicze, warto korzystać z placówek polecanych przez wystawców rachunków. Zmniejsza to ryzyko przekazania pieniędzy nieuczciwym przedsiębiorcom - dodaje.
Barbara Sowa
barbara.sowa@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu