Gwałci gusta
W jesiennej ramówce jego talk-show ma największą oglądalność. Kuba Wojewódzki wciąż kpi w swoim programie z celebrytów, a oni znoszą to bez szemrania
Pogłoski o mojej zawodowej śmierci są przedwczesne - może powiedzieć Kuba Wojewódzki, trawestując Marka Twaina. Kiedy kilka miesięcy temu TVN przesunął emisję jego programu na wtorek, wrogowie showmana zacierali ręce z zadowolenia. Gorszy czas antenowy to przecież mniejsza widownia i droga do skasowania audycji i załamania kariery kontrowersyjnego dziennikarza.
Stało się inaczej. Mimo że w jesiennej ramówce widowisko Wojewódzkiego emitowane jest jeszcze później niż w poprzednich sezonach, w wieczornym paśmie pod względem oglądalności nie ma sobie równych. Każdy nowy odcinek gromadzi przez odbiornikami średnio prawie 1,7 miliona widzów, co daje stacji TVN blisko 20 procentowy udział w rynku.
"Witajcie w programie, gdzie goście są prawie tak ważni jak prowadzący". Cytat, którym Wojewódzki rozpoczął jeden z odcinków, mógłby być mottem jego telewizyjnej kariery. 47-letni dziennikarz z Koszalina prowadził kilka programów rozrywkowych (m.in. "Halo-Gramy" i "Rockanndroller", "Pół żartem, pół serio"), ale wylansował go dopiero "Idol". W formule teleturnieju, którego głównymi bohaterami są jurorzy, a nie rywalizujący ze sobą uczestnicy, poczuł się jak ryba w wodzie. Dopiero tu mógł błysnąć talentem do improwizowanej słownej żonglerki, ciętych ripost i puent. "A ja na przekór kolegom wierzę w twój głos. W twój głos rozsądku. Rzuć tę robotę. Dziękujemy ci bardzo" - podsumował występ jednego z wokalistów. "Masz tylko jedną wadę: brak ci zalet" - recenzował innego. Wojewódzki był pierwszym showmanem nad Wisłą, który odważył się przed kamerami szydzić i śmiać się prosto w twarz debiutantom szukającym przepustki do kariery. Wstrzelił się w oczekiwania masowej widowni, która po "Big Brotherze" była przygotowana na kolejny balansujący na granicy dobrego smaku reality show. "Nie schlebiam niczyim gustom. Ja gwałcę gusta: zbiorowo i ze szczególnym okrucieństwem" - odpierał zarzuty.
"Idol" przyniósł Wojewódzkiemu popularność, pieniądze i zawodowy awans. Gwiazdor dostał promocję, o której marzy każdy żurnalista - prowadzenie autorskiego programu w wielkiej stacji komercyjnej. Od 2002 roku (najpierw w Polsacie, a od czterech lat w TVN) zaprasza do swojego show celebrytów, gwiazdy kina, estrady, sportu oraz polityków. Rzadko odmawiają, bo korzyści z seansu na kozetce u Jakuba Władysława Wojewódzkiego przewyższają straty. Kilkadziesiąt minut kąśliwych pytań i komentarzy to nic w porównaniu z popularnością, którą można w ten sposób zdobyć. Córce prezydenta Kwaśniewskiego nawet nie drgnęła powieka, kiedy Wojewódzki syknął: "Leje jak jej stary w Charkowie", gdy dziewczyna dolewała sobie wody do szklanki.
Wojewódzki wałkuje na wizji intymne fakty z życia gości, ale sam strzeże swojej prywatności. Nie opowiada o rodzinie ani o partnerkach, nie zgadza się na sesje fotograficzne w domu. - "My home is my Castle", co po polsku znaczy "odp... cie się od mojego życia prywatnego" - mówi.
Nie ukrywa bogactwa. Mieszka w 198-metrowym mieszkaniu, bo "liczy, że zmieści się tam jego osobowość". Ma słabość do luksusowych aut. Dziennikarze jednego z tabloidów porachowali, że jego samochody warte są 840 tysięcy złotych. Wśród maszyn jest nowy model Porsche. "911 pasuje do Kuby idealnie. Samochód ma silnik z tyłu, z tylną osią, podobnie jak Kuba, który często do myślenia wykorzystuje niższe partie ciała" - entuzjazmował się "Super Express". Sam zainteresowany komentuje te doniesienia z ironią: "Rodzice mieli trabanta, więc swoje odcierpiałem". Ironiczny stosunek do tego, co robi, stał się jego znakiem firmowym. W wywiadach nazywa siebie urodzonym kabotynem z mięśniami jak żonkile, kuglarzem telewizyjnym, łowcą absurdów, który ma za zadanie strzelać śmiechem. Jest w tym kokieteria, bo Wojewódzki przemyca w swoich programach ambitne treści. Zaprasza nie tylko Dodę, Kammela i Leppera, ale też Marka Kondrata, Gabę Kulkę czy Jerzego Skolimowskiego oraz obiecujące zespoły muzyczne.
Ale jego ambicje sięgają dalej. "Nie chcę być tylko chłopcem z teleturnieju" - deklaruje. Prowadzi zajęcia z dziennikarstwa w Górnośląskiej Wyższej Szkole Handlowej w Katowicach. Jest odtwórca głównej roli w sztuce Allena "Zagraj to jeszcze raz, Sam" w warszawskim Teatrze 6. Piętro, która okazała się komercyjnym sukcesem. Doradzał sztabowi wyborczemu PO. PIS jest notorycznym adresatem żartów, które wygłasza w programie "Poranny WF" w Radiu Eska Rock. Ze współprowadzącym Michałem Figurskim po pochówku pary prezydenckiej na Wawelu nagrali rapowany protest song "Po trupach do celu". "Mamy pękniętą Polskę, wojnę domową, a ja jestem satyrycznym korespondentem z tej wojny" - bronił się przed krytyką. Twierdzi, że jest urodzonym anarchistą. Był członkiem punkowego zespołu System i formacji Newa Dada. Szefował festiwalowi w Jarocinie, robił teledyski m.in. dla Wilków, Oddziału Zamkniętego i Hey, był redaktorem pism muzycznych. W ubiegłym roku ex aequo z Grażyną Torbicką zdobył nagrodę Wiktora za osobowość telewizyjną. Mówi, że czuje się dawcą świeżego powietrza, które zanieczyszczają "chłopcy bawiący się w politykę". Marzy o zaproszeniu do talk-show profesora Bartoszewskiego i "Gulczasa" z "Big Brothera". Po to, żeby to, co "megawartościwe", skonfrontować z "ulotnym".
@RY1@i02/2010/212/i02.2010.212.196.0043.001.jpg@RY2@
FOT. RAFAŁ LATOSZEK/FOTONOVA
Kuba Wojewódzki
Pola Ostrowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu