Sąsiedzi wolą mediatorów niż sąd
Zamiast do sądu idą do mediatora, bo to tańszy, szybszy i mniej stresujący sposób na rozwiązanie konfliktu. Nową grupą klientów mediatorów są samorządy i... sąsiedzi. Dziś obchodzimy Międzynarodowy Dzień Mediacji.
Historia zdarzyła się w miasteczku na zachodzie Polski. Jeden z sąsiadów zaplanował rozbudowę domu, drugi wymarzył sobie otworzyć sklep na posesji. I tu pojawił się problem, bo rozbudowane domostwo przesłoniłoby całkowicie ów sklep. Sprawa niemal otarła się o sąd. Ale zainterweniował przytomny burmistrz miasta, który zaproponował mediację. - Sąsiedzi dogadali się, że będą sobie pomagać, a rozbudowa domu zostanie skierowana w inną stronę - mówi Robert Boch z ośrodka Mediatorzy.pl. Do mediatorów trafia coraz więcej takich sąsiedzkich konfliktów. Po pomoc w rozwiązywaniu lokalnych problemów coraz częściej zwracają się też samorządy. Prowadzą mediacje w konfliktach związanych z użytkowaniem wspólnych przestrzeni, miejscami parkingowymi, przykrymi zapachami, hałasem, inwestycjami.
- To pozwala zaoszczędzić pieniądze, czas i sporo nerwów. Poza tym w sądzie strona może być albo wygrana, albo przegrana. W przypadku skutecznej mediacji obie strony odnoszą zwycięstwo - mówi Boch. Z roku na rok liczba spraw, w których sądy skierowały strony do mediacji, rośnie. Wiele osób zgłasza się też do mediatorów, zanim odda sprawę do sądu. Ale ci wciąż twierdzą, że do brytyjskiego czy skandynawskiego ideału jeszcze nam daleko.
@RY1@i02/2010/206/i02.2010.206.000.002a.001.jpg@RY2@
Liczba spraw w których sąd skierował strony do mediacji
bs
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu