Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Aborcja dla Polek za kilkaset euro

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Turystyka aborcyjna przybrała taką skalę, że kliniki w Holandii czy Niemczech uruchamiają polskojęzyczne infolinie oraz strony internetowe.

Feministki i lewica otwierają nowy front walki o legalizację aborcji: chcą udowodnić, że obecny zakaz przerywania ciąży jest fikcją.

Pod koniec sierpnia organizują w Sejmie tzw. wysłuchanie obywatelskie na temat turystyki aborcyjnej. O Polkach dokonujących aborcji za granicą będą opowiadać lekarze z Holandii, Austrii i Wielkiej Brytanii. Przyjadą na zaproszenie Wandy Nowickiej, szefowej Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, oraz Marka Balickiego, ministra zdrowia w rządzie SLD.

Trudno dokładnie oszacować skalę turystyki aborcyjnej. Według brytyjskiego "The Sun" tylko w 2007 roku do Wielkiej Brytanii przyjechało 10 tysięcy Polek, by usunąć ciążę. W polskich mediach pojawiały się informacje o 30 tysiącach. Źródłem tych wyliczeń miała być Federacja Nowickiej, ale ona sama w rozmowie z "DGP" twierdzi, że nie dysponuje twardymi danymi. Oficjalnych statystyk nie ma, bo w europejskich klinikach nikt nie pyta kobiet o narodowość.

- Ale to zjawisko powszechne - zapewnia Nowicka.

Jej słowa potwierdzają lekarze pracujący za granicą. Zadzwoniliśmy do niemieckiej kliniki w Prenzlau, niedaleko Szczecina.

- Jestem z Polski, dzwonię w sprawie aborcji - zaczynam rozmowę z lekarzem. Nie próbuję nawet ukrywać, że jestem dziennikarką. Nie jest to zresztą potrzebne. - Dla Polek aborcja w Niemczech jest legalna na takich samych zasadach jak dla Niemek, czyli do 12. tygodnia i po konsultacji z psychologiem, która musi się odbyć najpóźniej trzy dni przed zabiegiem - informuje dr Janusz Rudziński, który pracuje w Prenzlau. Działa tam polska infolinia. Każdego dnia odbiera 20 - 30 telefonów od Polek. - Zainteresowanie wzrasta od jakichś dwóch lat, być może wtedy w Polsce zrobiło się głośno o możliwości dokonania zabiegu za granicą - wyjaśnia dr Rudziński. Polka, która chce dokonać aborcji w tamtejszej klinice, musi zapłacić 410 euro (ok. 1600 zł).

W Holandii ciążę usuwa się do 24. tygodnia. Tam trzeba zapłacić 600 euro (2400 zł).

Kobiety wolą wyjechać za granicę, bo - jak twierdzi Nowicka - tam nie czują się jak przestępczynie. Poza tym zabieg jest legalny i w razie komplikacji nie obawiają się prosić o pomoc. A nielegalny zabieg w Polsce i legalny w Holandii to porównywalny koszt.

W Niemczech czy Holandii aborcja jest darmowa jedynie dla tych Polek, które mają numer ubezpieczenia zdrowotnego, czyli są legalnie zatrudnione. A o to nie jest łatwo.

To dlatego najczęstszym kierunkiem turystyki aborcyjnej Polek jest Wielka Brytania. Tam o ubezpieczenie najłatwiej. Aborcję wykonuje się do 24. tygodnia. Koszt od 500 do nawet 1,5 tysiąca funtów. Polki znalazły jednak na to sposób: po przyjeździe do Anglii zatrudniają się np. jako kelnerki, już nazajutrz odbierają numer ubezpieczenia.

Z wyliczeń BPAS - brytyjskiej organizacji, która finansuje niemal połowę aborcji na Wyspach w ramach ubezpieczenia - Polki stanowią aż 80 proc. cudzoziemek usuwających ciążę.

W Polsce prawo dopuszcza przerwanie ciąży jedynie w trzech przypadkach: gdy jest ona wynikiem gwałtu, zagraża zdrowiu lub życiu matki albo istnieje duże prawdopodobieństwo nieodwracalnego upośledzenia płodu. Oficjalnie w Polsce przeprowadza się tylko 500 takich zabiegów.

Anna Monkos

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.