Euro 2012 bez polskiego arbitra?
Są znikome szanse, że będziemy mieli polskiego arbitra na Euro 2012. W zasadzie zerowe. Wszystko przez błędy poprzednich szefów sędziów PZPN i ograniczoną profesjonalizację.
- Polscy arbitrzy na Euro 2012? Będziemy się starać, żebyśmy mieli przynajmniej jednego. Jesteśmy w końcu gospodarzami turnieju. Jednak jeszcze nie było rozmów na ten temat. Będziemy rozmawiać dopiero wtedy, gdy UEFA podniesie kwestię arbitrów na Euro 2012 - mówi DGP Janusz Eksztajn, od niedawna przewodniczący Kolegium Sędziów PZPN.
Jednak UEFA nie zamierza zmieniać zasad tylko dlatego, że jesteśmy gospodarzami. A raczej trzeba by je zmienić, aby Polak dostał szansę. Europejska federacja postanowiła, że na Euro 2012 pojedzie tylko 12 trójek sędziowskich - tych najwyższej klasy, czyli z grupy elite. Niższe klasy sędziowskie to odpowiednio: grupa I, grupy II, III i IV. Polacy nie mają arbitra ani w grupie elite, ani w grupie I. Dopiero w II grupie mamy Roberta Małka i Marcina Borskiego. Aby pojechać na Euro 2012, musieliby w dwa lata dwa razy awansować. To byłoby osiągnięcie tak spektakularne, że praktycznie niemożliwe.
Dlaczego w UEFA polscy sędziowie mają słabą pozycję? Oczywiście, ich szeregi przerzedziły się po aferze korupcyjnej, ale nie tylko dlatego. Z naszym systemem sędziowania jest tak źle, że dopiero niedawno UEFA przyjęła nas do Konwencji Sędziowskiej - rok po takich krajach jak Malta czy Cypr. Powodów jest wiele, m.in. raczkująca profesjonalizacja organizacji sędziowskiej.
- Na razie mamy sześciu sędziów zawodowych, ale będę się starał poszerzyć to grono. Muszę jednak najpierw zaproponować te zmiany Ekstraklasie. W ciągu miesiąca, dwóch będą wybory do jej władz. Wtedy też będę rozmawiał w tej sprawie - mówi nam Eksztajn. - Chcę, aby wszyscy byli zawodowcami, ale wiadomo, jak to jest z możliwościami. Nie mogę powiedzieć, ilu konkretnie ich będzie. Trzeba zobaczyć, wszystko obliczyć. Cała ekstraklasa powinna być zawodowa. Albo wszyscy, albo nikt.
Sześciu zawodowych arbitrów głównych (i 10 asystentów) na w sumie szesnastu to mało. Za mało, aby kluby i kibice przestali narzekać. W minionym sezonie kilku prezesów drużyn wysłało pismo do władz Ekstraklasy z prośbą, aby na ich mecze desygnowano tylko zawodowców. Od tamtej pory niewiele się zmieniło. Amatorzy sędziujący w ekstraklasie od poniedziałku do piątku mają normalną pracę - są taksówkarzami, nauczycielami, policjantami. Jest nawet jeden lekarz. W weekendy, raczej hobbystycznie, sędziują. Za każdy mecz dostają 3600 zł.
- Nikt amatorom nie broni pracować od poniedziałku do piątku. Więcej - w grupie sędziów zawodowych są półzawodowcy. I pracują na co dzień, i sędziują. Ale oczywiście mają pomniejszoną kwotę netto w umowie. Chociaż oczywiście wolałbym, aby wszyscy byli do dyspozycji PZPN. Wtedy byłoby łatwiej szkolić arbitrów - uważa Eksztajn. - Poza tym w grupie sędziów jest trochę zawiści - dlaczego ten ma tyle, a tamten tyle. On sędziuje 24 mecze w sezonie, a ja mam tylko 5 spotkań. Większość tych meczów do obsadzenia zabiera przecież tych sześciu zawodowych ludzi.
Teoretycznie, choć Eksztajn zaprzecza, amatorowi opłaca się pozostać amatorem. Ma pewną pracę, a w sobotę czy niedzielę za dwie godziny gwizdania otrzymuje więcej, niż wynosi średnia krajowa. Problem w tym, że nie ma czasu na szkolenia, treningi, samodoskonalenie. Zawodowiec z kolei otrzymuje 10 - 12 tys. brutto pensji. Za wszystko musi płacić sam, łącznie z przejazdami i noclegiem, ale przynajmniej ma czas na treningi.
- Czy ma mecze, czy nie, dostaje kwotę, którą ma zapisaną w umowie. Oczywiście ponadto cały czas jest do dyspozycji PZPN. Prowadzi szkolenia, działa w związkach okręgowych, ma wykłady z drużynami ekstraklasy - dodaje Eksztajn. - Są duże rozbieżności między sędzią zawodowym a amatorem. I nie mam gdzie i kiedy tych amatorów w ekstraklasie próbować. Bo jest sześciu zawodowych, a pozostałych jedenastu rzadko sędziuje. Trzeba by te proporcje wyrównać. Chciałbym, żeby wszyscy w końcu byli dobrze przygotowani. Ale i tak uważam, że są coraz lepsi.
Profesjonalizacja wszystkich sędziów ekstraklasy wiązałaby się dodatkowym kosztem około miliona złotych rocznie. - To nie byłaby duża suma w stosunku do tego, ile w tej chwili się płaci. Nie wiem nawet, czy ta suma nie byłaby mniejsza. Zaznaczam jednak, że cały czas mówię o sędziach głównych. Asystentów mamy tylu, ilu potrzebujemy. Ich jest dziesięciu, kolejek jest osiem, więc można ich jakoś podzielić - twierdzi Eksztajn. - Zresztą, nie mówmy o pieniądzach. Mamy zrobić jedną rzecz: poprawić poziom sędziowania. I na tym trzeba się skupić. Sędzia ma być przygotowany i gotowy na każde wezwanie do PZPN. Tak kiedyś było i nikt nie narzekał. Wtedy sędziowanie było na lepszym poziomie.
Profesjonalizacja arbitrów to światowa tendencja, tylko nie polska. Wśród powołanych sędziów na mundial tylko dwóch ma status amatora, ale i tak raczej umowny. Wyłącznie zawodowi arbitrzy są w pierwszych i w drugich ligach w Hiszpanii, we Włoszech, w Anglii, Brazylii, Argentynie czy Meksyku. Polska jest pod tym względem gorsza niż Uzbekistan i Seszele, które będą miały swojego reprezentanta na mundialu.
@RY1@i02/2010/034/i02.2010.034.000.017a.001.jpg@RY2@
Fot. Katarzyna Plewczyńska/Newspix.pl
W polskiej ekstraklasie jest tylko sześciu zawodowych sędziów głównych
Daniel Rupiński
daniel.rupinski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu