Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Choroba sieroca to choroba wynikająca z braku miłości

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Posłowie PO, którzy przygotowali raport o adopcji, twierdzą, że pobyt w sierocińcu zaburza prawidłowy rozwój dzieci. Czy to prawda?

Oczywiście, że tak. To są warunki ekstremalne, w których dziecko ma poczucie długotrwałego odrzucenia. Każdy człowiek ma trzy najsilniejsze podstawowe potrzeby: akceptacji, miłości i przynależności. W domu dziecka te potrzeby są realizowane tylko w szczątkowej formie. To wszystko zostawia trwały ślad na psychice dziecka. Pierwsze lata życia są najważniejsze w życiu człowieka.

Nie trzeba pamiętać. W psychologii nazywamy to teorią pierwszego kroku. Czy ktoś pamięta, jak uczył się chodzić? Nie, bo był wtedy bardzo mały. A jednak tamta nauka bezpośrednio przełożyła się na to, jak dziś potrafi chodzić. Z uczuciami, emocjami jest tak samo.

Akurat to, czy było się kochanym, wiadomo doskonale. To jest najsilniejsza potrzeba człowieka. W podświadomości każdy doskonale wie, jak wyglądało jego dzieciństwo. I to, jak kochamy, będąc już dorosłymi ludźmi, zależy od tego, czy byliśmy kochani jako dzieci i czy wtedy nauczyliśmy się kochać. Właśnie te pierwsze dwa, trzy lata życia są najważniejsze. Jeśli dziecko nie zazna wtedy miłości, nie będzie w stanie później tego już w pełni odbudować.

To choroba niemiłości. Jej najczęstszym objawem jest takie charakterystyczne kiwanie się do przodu i do tyłu. Ten ruch bierze się jeszcze z okresu płodowego: kiedy dziecko czegoś bardzo potrzebuje, a tego nie ma, wtedy wykonuje rytmiczne ruchy w przód i w tył. Innym częstym objawem choroby sierocej jest moczenie nocne. Cierpi na nie mnóstwo wychowanków domów dziecka. To wszystko bierze się właśnie z braku miłości.

Dom dziecka przecież nie jest naturalnym środowiskiem. Każdy potrzebuje kogoś bliskiego: rodziców, rodzeństwa, przyjaciół, których sam sobie wybierze. W domu dziecka nie ma tego wszystkiego. Jest narzucone miejsce, w którym się mieszka, i narzuceni są koledzy. A do tego opiekunowie, których w żaden sposób nie można traktować jak rodziców. Przecież oni przychodzą tam tylko do pracy, zmieniają się dyżurami. Nie mówię oczywiście o rodzinnych domach dziecka.

Walczą o akceptację, starając się także zwrócić na siebie jak najwięcej uwagi. W domach dziecka jest dużo przemocy, szpanu na pokaz. Ale kiedy przychodzi noc, wtedy dzieci opowiadają sobie niestworzone historie, bajki o tym, że mają wspaniałe rodziny. Albo po prostu płaczą.

Niepotrzebnie. Adopcja, szczególnie przeprowadzona szybko, stwarza dla dziecka wspaniałą szansę na normalne życie. Na odbudowę poczucia własnej wartości i naukę normalnego przeżywania emocji. Wprawdzie pobyt w domu dziecka zawsze zostawia ślad gdzieś w psychice dziecka, ale na ile on zostanie zabliźniony, zależy od serca rodziców adopcyjnych.

*Wiesław Adamowicz, psycholog i terapeuta specjalizujący się w problemach dzieci

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.