Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Moje ciało jest ciągle w Australii

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Teraz już tak, ale jeszcze wiosną, gdy grałyśmy z Japonią w Gdyni, nie do końca rozumiałam, jak to działa. Wiem, że w grupie światowej są dwa szczeble. Jesteśmy w drugiej grupie, i walczymy o wejście do tej najwyższej, czyli pierwszej. Idziemy od grupy regionalnej, powygrywałyśmy wszystko po kolei. Jak wygramy z Belgią, spotkamy się z inną zwycięską drużyną. Aby to wszystko ogarniać, trzeba się szczegółowo interesować tenisem, szukać, czytać. Na szczęście kibicom nie trzeba tej całej wiedzy, żeby kibicować naszym.

Pewnie. Ale najważniejsze, że wreszcie walczymy o najwyższą stawkę. Wcześniej te nasze cele nie były takie wyraźne. Odkąd pamiętam, Polska nigdy się o grupę światową nie otarła. Już to, co do tej pory osiągnęłyśmy, to sukces.

W Gdyni nam pomogły, bo wygrałyśmy. Tu też będzie doping. Pomoże nam atmosfera w teamie, która jest super. W Hali Łuczniczki nawierzchnia została położona tymczasowo, specjalnie dla nas, na takim korcie dziwnie się gra. Ale to będzie po równo przeszkadzać wszystkim. Mnie gra się na nim coraz lepiej

Forma jest. Myślałam, że z ręką będzie gorzej. Cały czas jest opuchnięta, ale nie boli. Lekarz mówił, że po takiej ingerencji tkanki mogą się goić do pół roku. Nie pomagam im, cały czas grając. A opuchlizna w graniu nie przeszkadza, tyle tylko że ręka się bardziej poci i nagrzewa - ciągle jest stan zapalny. Skutek zabiegu jest taki, że będę musiała rękę oszczędzać, raczej nie będzie grania tydzień po tygodniu.

(ziewa). Przepraszam, mój organizm jeszcze ciągle jest w Australii, to dziesięć godzin różnicy. Dwa razy dziennie mam kryzys i zasypiam na stojąco. Udało mi się takich meczów chyba z pięć, już nawet były z tego żarty. Sama się dziwiłam. Bo żeby wygrać do zera z kimkolwiek, trzeba naprawdę rywalkę zdominować, nawet kiedy jest sporo słabsza. Czułam się pewna siebie, wychodziłam na kort i parłam do przodu. Nie wszystkie spotkania szły tak gładko aż do końca.

Jej poziom to druga, trzecia dziesiątka. Każdy ma kogoś takiego, z kim nie znosi grać. Na przykład Marion Bartoli nigdy nie udało się mnie pokonać, spotkałyśmy się cztery razy. A to jest zawodniczka z czołówki, była w finale Wimbledonu. Gdyby ją zapytać, dlaczego nie ma na mnie sposobu, pewnie by nie umiała powiedzieć.

Pozytywnie myśląc. Mówiłabym sobie, że nie mam nic do stracenia. I tak przegrałam już cztery razy, więc jak znów to zrobię, nie będzie szoku.

Chyba ma tytuł "Miss Sunshine". Karolina była bardzo niezadowolona, że coś takiego powstało bez jej udziału, i chyba nie wszystko, co tam napisano, jest pozytywne.

W gazetach ukazuje się wiele moich nieautoryzowanych wypowiedzi. Jestem cytowana w tabloidach, którym od miesięcy nie udzielałam wywiadu. Wpychają mi w usta dowolne słowa. Gdyby te wszystkie artykuły posklejać, wyszłaby cała biografia. Na wszelki wypadek nie czytam takich gazet ani żadnych internetowych forów. Tam anonimowo każdy może powiedzieć wszystko. Nawet jak człowiek stara się nie zwracać uwagi. To wpływa na psychikę. Dobrym przykładem była Dorota Świeniewicz, która zrezygnowała z gry przez takie komentarze.

Sporty zimowe to był mój świat dawno temu, kiedy jeszcze mogłam jeździć na nartach i snowboardzie. Teraz to dla mnie zbyt niebezpieczne, zimą mam święty spokój i odpoczywam od wyczynów. A w Vancouver będę kibicować Ligockim. Młodszy brat Mateusza, Michał, studiuje w Krakowie, nawet ostatnio odwiedził mnie na treningu. Tylko Pauliny nie poznałam, ale też trzymam za nią kciuki, po rodzinie.

@RY1@i02/2010/025/i02.2010.025.000.013a.001.jpg@RY2@

Fot. AP

Radwańska do Bydgoszczy przyleciała z Australii

, dziewiąta tenisistka świata w rankingu WTA

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.