Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Wzięli Donga, bo chcieliby sprzedawać koszulki w Chinach

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Legia może sprzedawać tysiące koszulek w Chinach. Musi jednak zatrudnić napastnika Donga Fangzhuo.

Chińczyk ma za sobą pobyt w Manchesterze United, gdzie nie trafił przypadkowo. Według planów klubowych speców od marketingu miał pomóc Czerwonym Diabłom podbić chiński rynek. - To będzie drugi Gabriel Batistuta - zapewniał sir Alex Ferguson. Za 500 tysięcy funtów, które trzeba było zapłacić za piłkarza chińskiemu Dalian Shide, Manchester dostał towar, który dzięki promocji na azjatyckich rynkach miał przynieść klubowi wielomilionowe zyski. To dlatego Dong regularnie jeździł z United na tournee po Azji. W oficjalnych spotkaniach zagrał jednak tylko trzy razy i w końcu został przez Manchester zwolniony.

W polskiej lidze może jednak być gwiazdą, a że obecnie nie ma klubu, do Legii trafiłby za darmo. 25-letni napastnik, w którego CV wpisane są występy w barwach angielskiego giganta, to łakomy kąsek dla koncernu medialnego takiego jak ITI. I może dlatego Dong od razu spodobał się prezesowi Mariuszowi Walterowi, który wizytował swój klub podczas obozu w hiszpańskim Mijas. Walter zachwycał się Dongiem, choć trener Jan Urban nie widział Chińczyka w składzie Legii niemal do końca zgrupowania. Po trzech przegranych sparingach Urban chciał odesłać Donga do domu, mimo że strzelił on jedynego gola dla Legii podczas obozu, pokonując bramkarza gruzińskiego FC Zestafoni. - Piłkarz, który przyjeżdża na testy, powinien być w odpowiedniej formie fizycznej. Tymczasem on zupełnie nie ma szybkości, najważniejszej u napastnika cechy - mówił trener.

Z pomocą przyszło Dongowi... szczęście. Kiedy zabierał się już do pakowania walizek i sprawdzał połączenia lotnicze pomiędzy Hiszpanią a Chinami, okazało się, że Legia nie ma napastnika, który mógłby zagrać w ostatnim sparingu z Hajdukiem Split. Grypa zmogła Bartłomieja Grzelaka, Takesureowi Chinyamie spuchło kolano, a i Marcin Mięciel narzekał na uraz. Nie było innego wyjścia - trener musiał dać Chińczykowi jeszcze jedną szansę. 45 minut rozegrane przeciwko Chorwatom okazało się dla Donga zbawienne. Z łatwością mijał rywali, zrobił wrażenie nawet na Urbanie.

- Będziemy z nim romawiać. Po tym, co pokazał, trudniej nam z niego zrezygnować. Wiem, że długo nie trenował i musi nadrobić braki, ale może to być zawodnik, którego stać na dużo więcej, gdy jest w normalnym cyklu treningowym - oznajmił trener. - Widać tak miało być. Coś w nim drzemie. Nie każdy może grać w Manchesterze United, choćby miały to być tylko trzy mecze - dodał asystent Urbana Jacek Magiera.

Dong przyleciał z Legią do Warszawy i szykuje się do wyjazdu na zgrupowanie, tym razem na Cypr. - Pojedzie z nami, jeśli uda mu się przedłużyć wizę - obiecuje Urban. Jeśli jednak Legia chce promować się w Chinach i dzięki Fangzhou ściągać kibiców na nowy stadion, powinna zrobić wszystko, by problem z wizą przestał istnieć.

@RY1@i02/2010/023/i02.2010.023.000.019b.001.jpg@RY2@

Fot. Piotr Kucza/Newspix.pl

Dong Fangzhuo

Małgorzata Chłopaś

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.