Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Adamek bierze 70 procent, Estradzie zostaną drobne

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Następny ma być Chris Arreola. A potem być może walka o mistrzostwo świata. Ale żeby ten scenariusz mógł się spełnić, najpierw Tomasz Adamek musi pokonać Jasona Estradę.

Walka odbędzie się w sobotę w Newarku. W Polsce będzie to noc z soboty na niedzielę. - Sprzedaliśmy już grubo ponad 10 tysięcy biletów na tę walkę. To ogromny sukces. Pamiętajmy, że Tomek jest w Stanach dopiero rok i jeden miesiąc, a już jest znany i lubiany w metropolii nowojorskiej, czyli w sercu świata - cieszy się Ziggy Rozalski.

Współpromotor Adamka liczy na to, że walkę ostatecznie obejrzy 12 - 13 tysięcy widzów, wśród których przeważać będą Polacy, ale nie zabraknie też amerykańskich kibiców naszego pięściarza.

Niespełna 30-letni Estrada to na razie mało znany bokser. Dotychczas stoczył tylko jedną liczącą się walkę - z Rosjaninem Aleksandrem Powietkinem. W kwietniu ubiegłego roku przegrał na punkty, wcześniej uległ też Travisowi Walkerowi. W rankingu portalu Boxrec.org jest notowany na 23. miejscu w wadze ciężkiej. Nie ma nokautującego ciosu, tylko cztery z szesnastu zwycięstw odniósł przed czasem. Jednak trudno go też powalić na deski. Do tej pory nie udało się to jeszcze nikomu.

- Adamkowi też się nie uda. To, że w jego obozie już myślą o następnym rywalu dla niego, jest wielkim błędem. Jeszcze pożałują, że złożyli mi propozycję - buńczucznie zapowiada Amerykanin w różnych portalach.

Tak naprawdę role obydwu pięściarzy są jednak jasne. Dla Estrady walka o należący do Polaka międzynarodowy tytuł IBF to szansa i zaszczyt, on sam jest jednak dla Adamka szczeblem w karierze w wadze ciężkiej. Świadczy o tym choćby podział zysków. - Tomek ma zagwarantowany 70-procentowy udział ze wszystkich przychodów z sobotniej gali, obejmujących wpływy z biletów, reklam i transmisji telewizyjnych oraz internetowych - wyjaśnia Rozalski. - Resztę bierze Main Event (drugi współpromotor Adamka - red.), z czego jeszcze musi odpalić działkę Wiesławowi Peciakowi, który kiedyś wykupił kontrakt Tomka od Dona Kinga. Estrada dostanie 25 - 30 tys. dolarów. Dla niego to zupełnie dobre pieniądze.

Za oceanem nie będzie bezpośredniej transmisji telewizyjnej z sobotniej walki. Następnego dnia pokaże ją kablówka Comcast, która jest dostępna w całych Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Na żywo pojedynek będzie można obejrzeć w internecie, na stronie Gofightlive.com. Dostęp kosztuje 9,99 dolara.

Polscy fani mogą być jednak spokojni, bo prawa do transmisji wykupił Polsat. Stacja Zygmunta Solorza zapłaciła za to 100 tys. euro. - Polsat od wielu lat wykłada najwięcej. Za poprzednią walkę w gali Polsatu Tomek zarobił 300 - 350 tys. dolarów, tyle samo dostał Andrzej Gołota. Ile zarobi teraz? Na pewno dużo - mówi Rozalski.

Według naszych informacji Adamek może liczyć nawet na 500 tys. dolarów.

Jeszcze lepsze perspektywy rysują się przed najlepszym obecnie polskim bokserem w przyszłości. Jeśli tylko pokona Estradę, jego następnym rywalem ma być Arreola, który kilka miesięcy temu został pobity przez Witalija Kliczkę. Team Adamka jest już po wstępnych rozmowach z promotorami Amerykanina. - Oni chcą tej walki, my też. Arreola ma bardzo wielu kibiców. Jego pojedynek z Kliczką oglądało 10 - 11 milionów widzów, a Ukrainiec nie jest w Stanach popularny. Tej walki chce też telewizja HBO. Tomek walczyłby więc o naprawdę duże pieniądze. Ale realia są takie, że na razie jest Estrada, a to nie jest żaden leszcz. Jak wygramy, będziemy myśleć o Arreoli - zastrzega Rozalski.

Robert Piątek

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.