Ręka nie zawiodła Radwańskiej
Agnieszka Radwańska dziś w nocy polskiego czasu grała o ćwierćfinał w Sydney z eksliderką rankingu WTA Dinarą Safiną. Ale odpowiedź na najważniejsze pytanie znaliśmy, jeszcze zanim wyszły na kort - operowana niedawno ręka naszej tenisistki przeszła próbę bojową i jest gotowa do sezonu.
- Dostałem sygnały z Australii, że jak na razie ręka nie boli - powiedział DGP Victor Archutowski, menedżer teamu Radwańskich, po pierwszym tegorocznym zwycięstwie Agnieszki na turnieju w Sydney (pula 600 tys. dol.). Wczoraj wyszła na kort po wakacyjnej przerwie i rozbiła Jill Craybas 6:0, 6:4. Pokonanie 35-letniej Amerykanki, z którą Radwańska jak dotąd nie przegrała, być może nie jest zbyt doniosłym wydarzeniem dla 10. tenisistki świata. Ale styl, w jakim tego dokonała, dowodzi, że jej dyspozycja fizyczna po listopadowym zabiegu poszerzania kanaliku nerwowego prawej dłoni jest bez zarzutu. Od kilku tygodni trenowała bez taryfy ulgowej, ale nikt nie dałby głowy, że w walce na punkty w australijskim upale ręka jej nie zadrży. Nie zadrżała, najlepiej świadczą o tym trzy asy serwisowe, czyste konto po stronie podwójnych błędów oraz to, że Craybas miała tylko jeden breakpoint, zresztą niewykorzystany. - Takie zwycięstwo to zastrzyk energii, podbuduje Agnieszkę psychicznie - komentuje Wojciech Fibak. - Przyznam, że obawiałem się, że trochę za późno leci do Australii, że wyrwana ze srogiej zimy nie zaadaptuje się w tropikach. Odkąd tam jest, nie minął nawet tydzień. Uspokoiłem się, gdy zobaczyłem, z kim gra. Craybas była lepiej zaaklimatyzowana, rozegrała kilka meczów w eliminacjach. Ale na jej nieszczęście pokonała w nich młodszą z sióstr Radwańskich. A potem wpadła na starszą. Agnieszka przeważnie świetnie wypada, kiedy rewanżuje się za Urszulę - analizuje Fibak.
Na turniej w Sydney, ostatnią rozgrzewkę przed Australian Open, przyjechała niemal w komplecie pierwsza dziesiątka kobiecego rankingu, ale już po pierwszym meczu trzy tenisistki z elity mogły pakować walizki. Od porażki zaczęły sezon była liderka rankingu Jelena Janković (7:5, 1:6, 5:7 z Agnes Szavay), Wiera Zwonariowa (krecz przy 3:3 z Jeleną Wiesniną) i Caroline Wozniacki (6:2, 3:6, 2:6 z Na Li). Dunka polskiego pochodzenia, obecnie 4. tenisistka świata, wyszła na kort niemal prosto z samolotu. W przeddzień przyleciała z turnieju pokazowego w Hongkongu.
- Nie dziwi mnie to wcale, na początku sezonu zawsze zdarzają się takie niespodzianki - mówi Fibak. - Jaknović i Zwonariowa przyzwyczaiły nas do kapryśnej formy, natomiast Wozniacki płaci za to, jak bardzo jest rozchwytywana. Sesje zdjęciowe, okładki, kontrakty, mecze pokazowe odwracają jej uwagę, a ona na swoją pozycję musi bardzo ciężko pracować. Musi być regularna i skupiona, bo nie ma aż takiego talentu, jak Henin czy Clijsters.
Pomór w elicie wcale nie poprawił sytuacji Radwańskiej, która ze względu na mocną obsadę imprezy jest w Sydney nierozstawiona. Wszystkie odpadły z górnej połowy drabinki, ułatwiając ewentualną drogę do finału tenisistce numer 1 Serenie Williams. Faworytki z dolnej połowy: Jelena Diemientiewa, Swietłana Kuzniecowa i Wiktoria Azarenka, czysto przeszły pierwszą przeszkodę. Agnieszka trafiła na rozstawioną z numerem 2 Dinarę Safinę, która w pierwszej rundzie miała wolny los. - Na papierze to mogło wyglądać źle, ale moim zdaniem to losowanie marzenie - twierdzi Fibak. - Mecz z Safiną był dla Agnieszki ogromną szansą. To już nie ta sama Safina, która rozgromiła ją w Stuttgarcie, która jak taran parła do finału Roland Garros. To tenisistka wątpiąca we własne możliwości, która ma za sobą załamania formy i kłopoty ze zdrowiem.
Przewaga psychologiczna z pewnością była wczoraj po stronie Radwańskiej. Safina ostatni raz wzięła udział w oficjalnym meczu w listopadzie zeszłego roku, w turnieju mistrzyń w Dausze. Po kilku punktach wybuchła płaczem i zeszła z kortu, trzymając się za kręgosłup. Mówiono, że może wykluczyć Rosjankę z Australian Open. - Moim zdaniem jej dolegliwości miały podłoże psychosomatyczne - spekuluje Archutowski. I być może ma trochę racji, bo Safina zawsze znana była z tytanicznej pracy i bardzo wątłej psychiki. Zawodziła ją ona chociażby w trzech finałach wielkoszlemowych. Kiedy została liderką rankingu, brak najważniejszego trofeum narażał ją na miażdżącą krytykę. Przez to czuła się na korcie jeszcze gorzej.
Po wakacjach miło spędzonych w towarzystwie byłej mistrzyni Roland Garros Anastazji Myskiny Safina zgłosiła się już do zeszłotygodniowego turnieju w Brisbane. Ostatecznie musiała jednak wycofać się z tej imprezy. - Po Dausze przez trzy tygodnie nie dotykałam rakiety. Kiedy prześwietlenie wykazało, że obrzęk w kręgosłupie się zmniejszył, mogłam trenować normalnie. Dzięki Bogu zdrowiałam szybko i teraz nie czuję bólu, choć niektórzy lekarze uważali, że w Sydney nie będę jeszcze zdolna do gry - opowiadała Safina.
Z pewnością w całym sezonie trudno będzie o lepszy moment, żeby ją pokonać. W ich jedynym dotychczasowym spotkaniu, w zeszłym roku na mączce w Stuttgarcie, Radwańska uległa Rosjance 4:6, 2:6.
@RY1@i02/2010/007/i02.2010.007.000.018a.001.jpg@RY2@
Agnieszka Radwańska grała z Dinarą Safiną dziś w nocy polskiego czasu
Fot. AP
marta.mikiel@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu