Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Jarocin: wschodnie sztuki walki

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

AJ-skinny, skinny, kirsznowscy - m.in. takie subkultury wyróżniała spośród młodzieży przyjeżdżającej na festiwal do Jarocina Służba Bezpieczeństwa PRL. Absurdów w raportach funkcjonariuszy było dużo więcej

Dokument "Wydział śledczy IPN Jarocin", który pokaże kanał Discovery Historia, to opowieść o dokumentach na temat infiltracji festiwalu przez Służbę Bezpieczeństwa. W 2004 roku łódzki oddział Instytutu Pamięci Narodowej opublikował album "Jarocin. W obiektywie bezpieki" przybliżający te dokumenty. Lektura wstrząsa i bawi na zmianę. W filmie opowiadają o niej dziennikarze (Bartek Chaciński), socjologowie kultury (Mirosław Pęczak) oraz reżyser festiwalu Paweł Chełstowski, muzyk Krzysztof Skiba, były oficer MSW Krzysztof Hajdasz i ksiądz bywający w Jarocinie Przemysław Kompfa. Wypowiedzi przeplatane są ujęciami z jarocińskich koncertów, m.in. z występu Dezertera.

W raportach SB nie brakowało zdjęć (z powodu wielu ekip telewizyjnych filmujących festiwal nie trudno wśród nich było się ukryć funkcjonariuszom SB) oraz szczegółowych opisów hierarchii, wyglądu i zwyczajów członków subkultur. Jasno z nich wynika, że SB i MO nie miały pojęcia, o czym piszą. Skinów nazywano skinnami, krisznowców kirsznowscami, a wśród satanistów wyłaniano podgrupy tych, co składają ofiary z gołębi, kotów, psów i dzieci. O hipisach pisano, że posiadają zdolność posługiwania się wschodnimi sztukami walki, a księży oskarżano o sprzyjanie punkom. Nie wiadomo, dlaczego za stolicę polskiego ruchu skinheadów uznano Międzyrzecz koło Poznania.

Władza nie przegapiła też infiltracji działalności Marka Kotańskiego. Szukano również haków na organizatorów. Sprawdzano nie tylko, czy nie przemycane są gdzieś treści podżegające do bojkotu władzy, ale też czy organizatorzy prawidłowo rozliczają się z finansów. Nie znaleziono uchybień. Nie znaczy to, że antypaństwowych akcji podczas Jarocina nie było. Skiba w filmie opowiada, jak został pod sceną złapany za rozrzucanie ulotek. Trafił za to na trzy miesiące do aresztu.

Co ciekawe, w raporcie nie ma mowy o najbardziej antypeerelowskim aspekcie festiwalu, czyli tekstach zespołów występujących na scenie. Sprawdzano członków kapel, ale tylko po to, by sprawdzić, czy rzeczywista ich liczba pokrywa się z tą podawaną przez organizatorów. Chodziło o ukrócenie wyłudzania pieniędzy na opiekę nad dodatkowymi osobami.

@RY1@i02/2011/112/i02.2011.112.196.005c.001.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.