Gdy zostanę trenerem, wszyscy się ucieszą
Rozmowa z Piotrem Nowakiem , jednym z kandydatów do objęcia funkcji selekcjonera reprezentacji Polski
Pojawił się pan w Warszawie kilka dni po tym, jak PZPN zabrał się do wyboru nowego selekcjonera. Przypadek?
Miałem przyjechać na mecz otwarcia mistrzostw Europy. Ale okazało się, że muszę zostać, aby dopiąć transfer zawodnika Philedelphia Union. Później sprawy tak się potoczyły, że rozstałem się z klubem. Spakowałem się i przyjechałem do Warszawy na mecz półfinałowy. W tym czasie dowiedziałem się, że PZPN szuka trenera.
Dlaczego rozstał się pan z klubem MLS?
Mieliśmy różnicę zdań z właścicielem. Ale złego słowa na Philadelphię nie powiem. Stworzyliśmy ten klub od podstaw. Cały system szkoleniowy, centrum treningowe, akademię, stadion. Po prostu wszystko. Od zera. W MLS miejsce się kupuje. Za dziesiątki milionów dolarów. Dobraliśmy zawodników. A trzeba pamiętać, że w Stanach jest taki system, że jeden klub nie może odkupić więcej niż jednego zawodnika z jednego klubu. Moja rola nie ograniczała się jedynie do ustalenia taktyki na mecz, ja ustalałem strategię działania dla całego klubu, układałem system szkolenia, wykorzystywałem swoje kontakty z czasów gdy grałem w piłkę. Dostawałem od kolegów gotowe konspekty i próbowałem je wplatać w swoje plany. Najmłodszych zawodników od 7 do 12 lat nie wyciągaliśmy z ich szkół i ośrodków, ale stworzylismy system - Country and Club. Nasi trenerzy na dwa dni w tygodniu jeździli do nich, oni grali u nas mecze. W promieniu 450 km wokół Philadelphi mamy 50 lokalnych klubów, z którymi współpracujemy. Naprawdę soccer kręci się tam coraz lepiej. A nad wszystkim parasol ochronny rozkłada MLS. Zacząłem pracę z Union w 2009 roku, szło całkiem przyzwoicie. W ubiegłym roku dostaliśmy pieniądze na nowych graczy. Kupiłem bramkarza Mondragona z FC Koeln, Carlosa Valdeza z Arisu Saloniki, Kolumbijczyka, który ocierał się o reprezentację. Zespół był praktycznie przez trzy czwarte sezonu na pierwszym miejscu. W trakcie rozgrywek jednak okazało się, że Valdeza, który był naszym najlepszym strzelcem, nie da się zatrzymać, kolejnych również. Trzeba było sztukować, grać młodymi zawodnikami. Ostatnio nie mieliśmy wyników, bo nie dysponowaliśmy takim budżetem, aby ściągać zawodników takich jak Beckham, Henry czy Keane. Stawiałem na młodych. Miałem w klubie m.in. Freddy’ego Adu i czterech reprezentantów USA do lat 20. Nie miałem jednak szans, aby drużynę wzmacniać, przeciwnie - trzeba było ją osłabiać. No i doszliśmy do wniosku, że lepiej usiąść, porozmawiać i jakoś to rozwiązać.
Soccer w Stanach wreszcie zaczyna być traktowany poważnie?
Poważnie to mało powiedziane. Wiele boisk do bejsbolu zostało zaoranych i w te miejsca powstały boiska do gry w piłkę nożną. Rozwija się to w ekspresowym tempie. Teraz w szkołach najmłodsi, i to zarówno chłopcy, jak i dziewczynki, grają w piłkę.
Ile zarabiają piłkarze w USA?
Średnio jakieś 100, 150 tysięcy dolarów za sezon. U mnie najlepszy dostawał 350 tysięcy. Ale oczywiście tacy piłkarze jak Marquez, Henry czy Beckham zarabiają grube miliony. Moim zdaniem to jest świetna rzecz, że ściąga się tu graczy takiego formatu. Nie wyrzuca się pieniędzy na piłkarskich emerytów. Dzięki nim młodzi piłkarze mają wzór, mają się od kogo uczyć. Tak powinno być w Polsce.
Co by pan przeniósł na polski grunt z USA?
Wzmocniłbym ośrodki regionalne, usprawnił rozgrywki juniorów i system ich obserwacji. Z centrali powinno pochodzić więcej środków na dzieci w regionach i na ich trenerów. Niestety, masowość piłki nożnej w Polsce zanika. A masowość tworzy się w ośrodkach lokalnych, a nie przez Warszawę. Teraz gdy, jest tuż po Euro, mamy idealny moment, aby się do tego wziąć, podtrzymać tę atmosferę, usiąść i pomyśleć, jak wykorzystać entuzjazm ludzi, zainteresowanie dzieci futbolem. Federacja mogłaby mieć nad tym patronat, ale projekt powinien być znacznie szerszy. Wzmocnić te regiony, grać między sobą, robić nowe mistrzostwa Polski, zwiększyć liczbę konsultacji, ale żeby to nie był tylko show dla menedżerów, którzy szukają żywego towaru. Nasi młodzi piłkarze muszą wyjeżdżać do zagranicznych klubów, ale trzeba to robić rozsądnie. Liga zimą nie gra prawie cztery miesiące, w tym czasie powinni jeździć na staże.
Chciałby pan objąć kadrę po Franciszku Smudzie?
Tak.
Przeciwnicy pańskiej kandydatury twierdzą jednak, że pan jest trochę z innego świata. Niewielu widziało pana w akcji na trenerskiej ławce...
Powiem tak: jeżeli ja jako obcokrajowiec w USA zaledwie po pięciu latach gry w Chicago Fire nie miałbym odpowiednich kwalifikacji, to nigdy nie przeszedłbym rozmów kwalifikacyjnych w poważnych miejscach pracy. A przeszedłem takie cztery. W DC United, Philadelphii Union czy jak przejmowałem reprezentację olimpijską i byłem drugim trenerem pierwszej reprezentacji. To nie jest na takiej zasadzie, że przychodzisz, a on mówią "weźmy Nowaka, dajmy mu szansę". W Stanach nic nie odbywa się na zasadzie "dajmy mu szansę". Los to można sobie wygrać na loterii. Musisz przekonać do siebie właścicieli klubów, którzy znają się na tym bardzo dobrze, bo większość z nich robiła mistrzostwa świata w 1994 roku. Najmniej tych ludzi interesuje, czy moja drużyna będzie grała w systemie 4-4-2 czy 3-5-1. Możesz im nawet powiedzieć, że zagrasz 2-8-0, ale jak nie udowodnisz, że coś sobą reprezentujesz, to nie dostaniesz pracy. Samo trenowanie zespołu nie jest aż takie bardzo trudne. Liczy się to, co możesz dać ekstra. Ja po zakończeniu gry w piłkę nie spocząłem na laurach, ale zakasałem rękawy i cały czas coś robiłem. Moje CV jest bardzo przyzwoite.
Rozumiem, że czeka pan na rozmowę kwalifikacyjną u prezesa Grzegorza Laty?
Chciałbym taką rozmowę przejść. Nie ukrywam. Zarzut, że pracowałem ostatnio w USA i mogę nie zdawać sobie sprawy z polskich realiów, jest chybiony. W dobie internetu czy telewizji satelitarnej? Jestem na bieżąco. Różnica czasu mnie nie przerażała, oglądałem ligę i polską reprezentację popołudniami, które miałem wolne. Widzę, że mamy zdolną młodzież. Tylko ona nie ma się od kogo uczyć. Tu nie chodzi o rewolucję, ale usprawnienie tego, co jest, tak aby wszyscy byli zadowoleni. Nie zaczynałbym wszystkiego od nowa, tylko budował na tym, co jest. Nie może być tak, że co dwa lata przychodzi nowy trener i wszystko od nowa. Wziąłbym do współpracy chłopaków, którzy pokończyli niedawno kariery, a mają po kilkadziesiąt występów w reprezentacji. Muszą być przydatni. Nie można się zamknąć w gronie dwóch - trzech współpracowników. Nie na tym rzecz polega. Wiadomo też, że nie da się wszystkiego przeszczepić w stu procentach z zagranicy.
Co stoi na przeszkodzie, aby zadzwonił pan do swojego byłego trenera Antoniego Piechniczka, który jest wiceprezesem PZPN?
Musiałaby być wola obu stron, aby porozmawiać.
@RY1@i02/2012/126/i02.2012.126.000001000.802.jpg@RY2@
newspix.pl
Nowak: Mamy zdolną młodzież, która nie ma się od kogo uczyć
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu