Zmiana miała pomóc, a zaszkodziła
Ofiarom przemocy w rodzinie nowe rozwiązania tylko utrudniły życie - uważa NIK, która oceniła działanie zmienionych procedur niebieskiej karty. Bywa ona przez małżonków używana instrumentalnie w sądowych sporach
Zmianę w działaniu niebieskiej karty (NK) posłowie wprowadzili dwa lata temu. Chcieli, by odtąd całą procedurę jej zakładania koordynowały specjalne zespoły interdyscyplinarne, a nie wyłącznie sami policjanci.
- My pojawiamy się pierwsi w mieszkaniu, gdzie doszło do awantury, bójki. Ale większy ciężar podejmowania decyzji mieli wziąć na siebie nauczyciele, lekarze - mówi dzielnicowy pracujący na terenie warszawskiego Ursynowa.
Według NIK takie podejście wykluczyło szybką i skuteczną pomoc ofiarom przemocy. - Za duża biurokracja, dublowanie pracy, przewlekłe procedury postępowania, brak godnych warunków do rozmowy z ofiarami przemocy - to główne zastrzeżenia Izby do nowego systemu. Alarmujący jest efekt badań liczbowych interwencji policyjnych sprzed zmian i po ich wprowadzeniu. Mimo że w kontrolowanych komendach wyjazdów do domowych awantur było więcej, to niebieskich kart zakładano o połowę mniej.
- Policjanci, przeprowadzając interwencje domowe wobec sprawcy w rodzinie, gdy jest on agresywny i należy go odizolować, nie są w stanie zebrać tak szczegółowych danych do wypełnienia nowego formularza karty - mówił kontrolerom funkcjonariusz z Ełku.
Kontrolerzy NIK twierdzą, że gdyby policja nie stosowała rozwiązań sprzed zmian, to system by się załamał.
Wiceminister pracy i polityki społecznej Elżbieta Seredyn w rozmowie z DGP tłumaczy, że nowa karta musi być szczegółowo wypełniana, bo często stanowi dowód w sądzie. - Lepiej od razu zebrać pełen wywiad, żeby później nie trzeba było ponawiać przesłuchań - tłumaczy wiceminister.
Inna jest opinia policjantów, według których obowiązek podawania aż tylu informacji bywa dla wzywających pomoc zniechęcająca. Część osób, co potwierdziła NIK, z tego właśnie powodu rezygnowała z prośby o kolejną interwencję. Zniechęca je także to, że są wzywane na spotkania zespołu interdyscyplinarnego.
- Konieczność opowiadania przez ofiary przemocy o ich problemach, bardzo osobistych, przy tak szerokim gremium może zniechęcić do ponownego ubiegania się o pomoc - uważa szef Komendy Policji w Grajewie.
Kolejnym problem jest to, że zespoły nie zawsze terminowo rozpatrują sprawy i nie opracowują indywidualnych planów pomocy. "Nie ma dodatkowego finansowania, to powoduje kłopoty lokalowe, a także niechęć ich członków do pracy po godzinach za darmo" - napisali o zespołach inspektorzy.
Brak sprawnego funkcjonowania zespołów przedłuża moment pomocy. Obecnie pierwsza wizyta teoretycznie powinna nastąpić po opracowaniu planu pracy przez grupę roboczą. Tymczasem np. w Ełku od przekazania niebieskiej karty przez dzielnicowego do zespołu pierwsze spotkania były nawet po 75 dniach (średnia to 34 dni). Najgorsza jednak była sytuacja osób, dla których NK założyli pracownicy np. służby zdrowia czy oświaty. - W tych przypadkach policja dopiero po powołaniu grupy roboczej dowiadywała się o problemie, stąd ofiara przemocy nawet przez kilka miesięcy mogła nie otrzymywać żadnej pomocy - twierdzą NIK-owcy.
- Mamy dużo papierkowej roboty, co przedłuża czas działania. Często praca jest powielana, bo już wcześniej robi to dzielnicowy czy pracownicy socjalni - mówi DGP Barbara Kochanowska, przewodnicząca zespołu interdyscyplinarnego w Grajewie. Jej zdaniem jedynym plusem zespołu jest to, że lepiej się poznają osoby, które zajmują się daną rodziną.
NIK uważa, że choć to policja nadal najczęściej (90 proc. badanych przez nich kart) zakłada NK, to ich liczba spadła po wprowadzeniu nowych procedur. Z danych resortu pracy wynika jednak, że w sumie za 2012 r. liczba złożonych kart wzrosła dwukrotnie, uprawnienia otrzymały bowiem także inne osoby (z 16 tys. w 2011 r. do 33 tys. w 2012 r.).
Wiceminister Seredyn wskazuje, że negatywna ocena NIK opiera się na kontroli 37 jednostek, co stanowi niewielki odsetek instytucji. - Przeprowadziliśmy wiele spotkań w województwach z zespołami. Niektóre działają bardzo sprawnie, ale są i takie, które jeszcze muszą poprawić działania - mówi Seredyn. I dodaje, że problemem może być brak finansowania. Potrzebne są również szkolenia. Ale te już ruszyły.
Co ciekawe, zwiększyła się liczba kart zakładanych na prośbę kobiet, które potrzebowały jej tylko do rozwodu. Tak by dostać prawo do mieszkania czy zyskać argument w walce o wyłączność opieki nad dzieckiem.
2,5 tys. tyle zespołów interdyscyplinarnych zajmujących się przemocą w rodzinie funkcjonuje w całej Polsce
33 tys. tyle niebieskich kart założono w 2012 r. To dwukrotnie więcej niż rok wcześniej
Klara Klinger
Robert Zieliński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu