Górnicy mogą wywalczyć wszystkim wyższe emerytury
Dziś mija termin, w którym minister finansów ma zdecydować o ewentualnej dodatkowej podwyżce najniższych świadczeń
Jutro na Śląsku odbędzie się strajk generalny, w którym wezmą udział nie tylko górnicy, lecz także kolejarze, energetycy oraz pracownicy zakładów, w których przeprowadzono referenda strajkowe. Związkowcy mają nadzieję, że uda się im przekonać stronę rządową do ustępstw.
- Udało się nam zainteresować resort pracy tegoroczną waloryzacją. Na podwyższenie świadczeń zostanie bowiem wydane kilkaset milionów mniej niż założono - zauważa Andrzej Strębski, ekspert OPZZ ds. emerytalno-rentowych.
W efekcie nacisków strony związkowej Władysław Kosiniak-Kamysz, minister pracy i polityki społecznej, wystąpił do wicepremiera i ministra finansów Jacka Rostowskiego ze specjalnym pismem. Prosi w nim o sprawdzenie czy możliwe jest jeszcze w tym roku dodatkowe podwyższenie najniższych świadczeń. To - jak wskazuje - pozwoliłoby spełnić oczekiwania OPZZ.
- Nie oznacza to jednak, że zrezygnujemy ze strajku. Stanie się tak tylko wówczas, jeśli rząd zrezygnuje z projektu zmian w kodeksie pracy polegających na wprowadzeniu 12-miesięcznych okresów rozliczeniowych czasu pracy - zapowiada Wacław Czerkawski, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce.
Propozycja resortu pracy dziwi pracodawców.
- Nie mam nic przeciwko zwiększaniu wysokości emerytur i rent. Problem jednak polega na tym, że przy obecnym deficycie w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych zwiększenie wydatków spowoduje konieczność zwiększenia wpływów. A to może oznaczać konieczność oskładkowania wszystkich umów cywilnoprawnych - mówi prof. Jan Klimek, wiceprezes Związku Rzemiosła Polskiego, przewodniczący zespołu ds. ubezpieczeń społecznych Komisji Trójstronnej.
Na zwiększenie wydatków nie zgadzają się także przedsiębiorcy z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan.
- Jeśli rząd chce podwyższyć najniższe emerytury, to konieczne będzie zmniejszenie pozostałych tego typu świadczeń. Wydatki muszą się bowiem sumować z wpływami. A to w praktyce oznacza, że renty i emerytury mogły być zwiększone tylko o wskaźnik inflacji - wskazuje Jeremi Mordasewicz, ekspert ubezpieczeniowy PKPP Lewiatan, członek Rady Nadzorczej ZUS.
Z kolei Krystyna Burzyńska-Kaniewska, psycholog pracy, zwraca uwagę, że uległość rządu może doprowadzić do eskalacji żądań strony związkowej.
- Oznacza to bowiem, że grożąc strajkiem, można w Polsce załatwić, wydawałoby się, nienaruszalne kwestie - dodaje.
Bożena Wiktorowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu