Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Idź na tech-odwyk

Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Bogaci wybierają St. Vincent. Biedni mogą liczyć na wsparcie organizacji charytatywnych. Łączy ich jedno: chęć zerwania z uzależnieniem od technologicznych nowinek

Ile razy w ciągu ostatniej godziny zajrzeliście na swój profil na Facebooku? Ile razy zaglądaliście do skrzynki e-mailowej? Nieustannie wpatrujecie się w komórkę, sprawdzając, czy przyszedł nowy SMS? Nie jesteście w stanie oderwać się od ulubionej gry komputerowej? Odpowiedzi na te pytania były do przewidzenia: spędzacie w internecie coraz więcej czasu. Więcej nawet, niż chcielibyście. Jeśli tak jest, jeśli czujecie, że coś was uwiera, gdy nie możecie wziąć do ręki smartfona i zanurzyć się w sieci, to najwyższy czas, by pójść na technologiczny odwyk.

- Zacząłem bawić się w "World of Warcraft" (gra MMO, czyli w tym samym czasie na jednym serwerze w rozgrywce uczestniczą nawet tysiące osób - red.). Na początku spędzałem nad tym parę godzin dziennie, ale w ciągu pół roku tak się wciągnąłem, że grałem nawet 17 godzin na dobę. Szkoła całkowicie przestała mnie interesować. Kiedy zawaliłem drugi semestr, poszedłem na 10-tygodniowy odwyk. Pomogło - napisał 19-letni Alexander na facebookowej stronie Anonimowych Nałogowców Internetu i Technologii (ITAA).

Jego problem wydaje się błahy w porównaniu z przypadkiem Kim Yoo-chula oraz Choi Mi-sun. Ta południowokoreańska para w 2010 r. zagłodziła na śmierć 3-miesięczną córeczkę, bo była zajęta wychowywaniem internetowego awatara (wirtualnego bohatera - red.) w grze Prius Online. Prawdziwe dziecko było karmione średnio co 12 godzin w przerwach między sesjami w grze spędzanymi w kafejce internetowej na przedmieściach Seulu. - To skrajny przypadek, ale właśnie w ten sposób działa internet. Nie istnieje w nim pojęcia końca, to nie telewizyjny program czy kinowy film. W sieci zawsze będzie ktoś online i właśnie ta jej interaktywna natura jest najbardziej uzależniającym czynnikiem - mówi nam psycholog David Greenfield, założyciel Centrum Leczenia Uzależnienia od Internetu i Technologii.

Choć negatywne skutki poddania się technologii są od dawna bacznie śledzone i badane przez naukowców, to właśnie w 2010 r., po nagłośnieniu sprawy dwojga Koreańczyków, w Azji Południowo-Wschodniej, USA i Kanadzie zaczęły masowo powstawać kliniki oraz centra leczenia uzależnień od hi-tech. W Chinach, Japonii oraz Korei nałóg technologiczny jest oficjalnie uznawany za zaburzenie psychiczne.

Terapeuci w USA oraz Kanadzie wciąż lobbują za wpisaniem uzależnienia od nowoczesnych technologii na listę zaburzeń. Na razie bezskutecznie. Ale nawet mimo że obecnie leczenie nie jest pokrywane z ubezpieczenia zdrowotnego, tylko w Stanach Zjednoczonych z usług centrów odwyku technologicznego korzysta rocznie ok. 0,5 mln osób. Nie odstraszają ich nawet ceny: koszt terapii zaczyna się od 10 tys. dol., a może sięgać nawet 30 tys. Ci, których na to nie stać, korzystają z prowadzonych charytatywnie grup wsparcia wzorowanych na Anonimowych Alkoholikach. Za to w trosce o najbogatszych, tych zawsze posiadających gadżety najnowszych generacji, powstały nawet specjalne luksusowe ośrodki oferujące odwyk hi-tech, jak np. na karaibskiej wyspie St. Vincent. Rzecz jasna nikt nie trafia tam przymusowo i każdy z pensjonariuszy wie, co go czeka. Mimo to niektórzy przeżywają szok, kiedy pracownicy na wstępie zabierają im wszystkie elektroniczne urządzenia. Jedyny sposób łączności ze światem zewnętrznym to książki. I chociaż - jak przyznają ci, którzy skorzystali z detoksu - na początku jest ciężko, warto sobie zafundować chociażby tydzień takich wakacji.

Tragedia pod Seulem przyczyniła się również do rozwoju branży terapii uzależnień technologicznych w Europie - głównie w Wielkiej Brytanii, Skandynawii i Niemczech. W całej Unii Europejskiej działa ok. 50 centrów lub oddziałów w klinikach specjalizujących się właśnie w leczeniu hi-tech nałogu. Londyński Capio Nightingale Hospital, który jako pierwszy w Zjednoczonym Królestwie w 2010 r. stworzył taki oddział dla nastolatków, po dwóch latach działania chwali się tysiącem uzdrowień. Biorąc pod uwagę, że ceny są zbliżone do amerykańskich - placówka może też mówić o sporym komercyjnym sukcesie. Na swojej stronie internetowej klinika oferuje skrojoną na miarę terapię składającą się z trzech elementów: indywidualnej psychoterapii, tech-higieny - czyli rozwijania zdrowych nawyków związanych z technologią, i zajęć z umiejętności życiowych i zdrowotnych. Program trwa około miesiąca i może być realizowany w szpitalu albo w domu u pacjenta.

Psychologowie przekonują, że uzależnienie od nowych technologii jest jak najbardziej namacalne. - Ludzie mają tendencję do lekceważenia problemu, bo hi-tech nie dewastuje naszych organizmów jak narkotyki. Ale przecież nałóg nie jest li tylko uzależnieniem od jakiejś substancji. Wszyscy zgadzamy się, że hazard - a o jego niszczącym wpływie na nas nikogo nie trzeba przekonywać - także jest nałogiem - mówi David Greenfield.

Czy jednak problemy z technologią rzeczywiście są tak poważne, że nie moglibyśmy sobie z nimi poradzić sami i musimy płacić niebotyczne sumy za pomoc? - To zależy od indywidualnego przypadku, ale też od kraju czy kultury, w której funkcjonujemy - uważa Greenfield. - Generalnie wy, Polacy, dzięki waszym traumatycznym doświadczeniom historycznym, o których pamięć jest przekazywana z pokolenia na pokolenie, jesteście twardsi i przez to bardziej odporni na zaburzenia psychiczne. A jeśli już je macie, to psychoterapia nie jest pierwszą myślą, która przychodzi wam do głowy. Uważacie, że sami jesteście odpowiedzialni za swoje problemy i nie chcecie się nimi dzielić. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w krajach anglosaskich - dodaje.

Jak zerwać z tech-nałogiem domowymi sposobami

Wszystkim, których nie stać na wczasy bez prądu na wyspie St. Vincent, proponujemy kilka domowych sposobów na zerwanie z technologicznym nałogiem lub ograniczenie go.

 Wprowadź ograniczenia. Smartfon w zasięgu ręki to krzyk: "weź mnie do ręki". Połóż komórkę tak, byś jej nie widział, i zaplanuj "przerwy techniczne", podczas których będziesz sprawdzać e-maile i SMS-y. Przerwy mogą być co godzinę lub co 15 minut. Ważne, żebyś nie sięgał po telefon co chwilę.

 Naturalny sprzymierzeniec. Nasz mózg może sprawnie reagować tylko na ograniczoną ilość bodźców. Przeładowanie powoduje zmęczenie, dezorientację, zagubienie - w zależności od sytuacji. Efekt jest taki, że umysł traci sprawność, mamy problemy ze snem, nie radzimy sobie z najprostszymi zadaniami w pracy. Jednak wystarczy w momencie kryzysu 15-minutowy spacer w parku lub chociażby przewertowanie albumu ze zdjęciami przyrody i nasz mózg odzyskuje świeżość.

 Oszukaj. Mózg człowieka uzależnionego od technologii (i nie tylko), kiedy ten poddaje się nałogowi, produkuje dopaminę - hormon odpowiedzialny za dobre samopoczucie. Warto znaleźć sobie zamiennik takiego stymulatora. Może to być sport.

 Wyłącz smartfona i nie zbliżaj się do komputera w jeden wyznaczony dzień tygodnia. Najlepiej w sobotę. Nikt na tym nie ucierpi, a ty następnego dnia poczujesz się, jakbyś wrócił z dwutygodniowych wakacji.

 Sporządź listę zakazów, np. dotyczących sprawdzania e-maila: nie sprawdzam poczty przed 10.00, a potem jedynie co godzinę.

 Zacznij uprawiać sporty. Nie ma chyba lepszego sposobu na poprawienie ogólnego samopoczucia i psychicznego komfortu niż aktywność fizyczna. Nie dość, że powoduje wydzielanie się dopaminy (między innymi), to podczas meczu w kosza czy treningu bokserskiego masz naprawdę wysoką motywację, żeby nie sięgać po telefon.

@RY1@i02/2013/043/i02.2013.043.000002500.811.jpg@RY2@

East News

Stanisław Rajewski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.