Dziennik Gazeta Prawana logo

Pan Li w Warszawie

27 czerwca 2018

Na pierwszy rzut chińskiego oka Polska to kraj ciszy, pustki i brutalnych ludzi. To poczucie się zmienia po pierwszej wspólnej wigilii. Ze złych wrażeń zostaje tylko ten nieznośny smak jedzenia

Kiedy pan, nazwijmy go panem Li, po raz pierwszy postawił swoją stopę na ziemi polskiej, był zrozpaczony. Wrocław, bo to miasto umyślił sobie jako przystań w naszym kraju, powitał go paskudną pogodą: temperatura lekko poniżej zera, wiatr ciskał mu prosto w twarz tumany mokrego śniegu. Ale nie to było najgorsze. Najstraszniejsza, absolutnie przerażająca wydała mu się pustka. Na ulicach nie było ludzi, tylko pojedyncze cienie przemykały się skulone, jakby ukradkiem. Puste jezdnie, zamiast tętniących życiem, rozbrzmiewających klaksonami korków. Pozamykane sklepy z wygaszonymi światłami, cisza. I jeszcze te niskie domy. Wszystko małe i wymarłe, jakby znalazł się nagle na planie horroru klasy B. Gdyby tylko mógł, natychmiast wróciłby do siebie, ale nie bardzo było czym ani jak. No i rejterada sprawiłaby, że straciłby twarz. Zbyt wielu osobom mówił o biznesowych planach, jakie wiąże z odległą Polską. Zacisnął zęby. Jednak kolejne dni nie były lepsze. - Ludzie tutaj zupełnie mnie nie szanują, obrażają - płakał w słuchawkę rozmawiając z ojcem. - Podają mi wizytówkę jedną ręką. Jakbym był nikim. W dodatku - relacjonował - chcą mnie bez przerwy dotykać. Klepią po plecach, ściskają dłoń. Nie mogę tego wytrzymać! Dziki kraj, pełen wulgarnych ludzi.

Pozostało 91% treści
Nie pozwól, by umknęło Ci to, co najważniejsze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.