Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Rosjanie i Bułgarzy idą po kolejne trofea

1 lipca 2018

Faworyci nie zawiedli w pierwszych meczach. Nie powinni zawieść i dziś

Mistrzowie olimpijscy i Europy oraz Bułgarzy wykonali już pierwszy krok w stronę awansu do drugiej rundy. Przed nimi kolejne mecze, w których - powiedzmy sobie szczerze - powinni łatwo zwyciężyć.

Sborna na inaugurację łatwo rozprawiła się z Kanadyjczykami. To był z pewnością słodki rewanż za dość dotkliwą i niespodziewaną porażkę z poprzedniego roku w Lidze Światowej.

Podopieczni Andrieja Woronkowa zagrają teraz z jeszcze łatwiejszym przeciwnikiem - Egiptem (pocz. o godz. 20.15). Drużyna z Afryki właściwie nie ma żadnych argumentów, aby powalczyć jak równy z równym z tak silnym zespołem (w poniedziałek przegrała z Chinami 1:3). Poza tym Rosjan na pewno nie wystraszą egipskie ciemności w Ergo Arenie.

Inny faworyt grupy C, czyli Bułgaria, zmierzy się z Kanadyjczykami (godz. 13). W pierwszym starciu na mistrzostwach podopieczni Płamena Konstantinowa zagrali na dobrym poziomie, choć to może być mylne wrażenie. Wszakże Meksyk nie jest odpowiednim do tego wyznacznikiem. - Popełniliśmy trochę błędów, ale mam nadzieję, że w kolejnych meczach będziemy grać jeszcze lepiej - powiedział po spotkaniu Todor Aleksiew, kapitan drużyny z Bałkanów.

Na znacznie lepszy występ liczą Kanadyjczycy, którzy w poniedziałek ulegli w trzech setach Rosjanom. Zespół Glenna Hoaga nie był w stanie nawiązać walki z potężnym rywalem, ale teraz - przynajmniej teoretycznie - powinien mieć nieco łatwiej.

W cieniu tych meczów dojdzie do konfrontacji Meksyku z Chinami (pocz. o godz. 16.30). Pierwsi są już usatysfakcjonowani samym udziałem w mistrzostwach, zaś Azjaci walczą o miejsce w czwórce, które pozwoli im awansować do kolejnej rundy. Zawodnicy Guochena Xie już jedno starcie wygrali. Dziś powinni drugie.

Niepokorny, który głośno mówi, co sądzi o Polsacie

Pali trzy paczki papierosów dziennie, był pierwszym siatkarzem w historii polskiej PlusLigi, który został ukarany czerwoną kartką, a od kilku dni jest bohaterem. Trener Bułgarii Płamen Konstantinow nie ukrywa, że nie podoba mu się fakt, że nie możemy bezpłatnie oglądać transmisji meczów. Tak bardzo, że po przylocie do Gdańska odmówił udzielenia wywiadu telewizji Polsat. - Pan jest z tego Polsatu, co każe płacić za transmisje? - zapytał po polsku operatora. A gdy usłyszał odpowiedź, oznajmił, że nie będzie rozmawiał. Wcześniej w jednym z wywiadów ostro skrytykował postawę władz Polsatu, które podjęły decyzję o zakodowaniu meczów.

"Bułgar, który broni polskich kibiców" - to tylko jednen z wielu internetowych komplementów pod adresem Konstantinowa. Stał się on symbolem krytyki stacji, która sprowadziła mundial do Polski, ale zakodowała transmisje.

Konstantinow w 2005 r. przez jeden sezon grał w naszej lidze. Był pierwszą wielką gwiazdą siatkówki, która zdecydowała się na grę w Polsce. Choć spędził w naszym kraju zaledwie dziewięć miesięcy, bardzo dobrze mówi po polsku. I zdążył w tym czasie zapracować sobie na opinię niepokornego. Jest m.in. "posiadaczem" pierwszej czerwonej kartki w historii polskiej ligi zawodowej. W marcu 2006 r. w wyjazdowym meczu z AZS Częstochowa został ukarany przez sędziego najpierw żółtym, a następnie czerwonym kartonikiem za krytykowanie jego decyzji. A przecież w siatkówce czerwone kartki właściwie się nie zdarzają.

W ubiegłym sezonie prowadzona przez niego Gubernia Niżny Nowogród wyeliminowała w Pucharze CEV Skrę Bełchatów. Teraz znów chce osiągnąć sukces w Polsce, tym razem z reprezentacją Bułgarii.

Paweł Hochstim

@RY1@i02/2014/170/i02.2014.170.000002000.101.jpg@RY2@

Dziś Rosjanie zagrają z Egiptem. W piątek - z Meksykiem

Patryk Kurkowski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.