Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Mamy do kogo wracać

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Pasażerowie podróżujący samochodem mają ogromny wpływ na zachowanie kierowcy. Kolejna odsłona akcji PZU "Kochasz? Powiedz stop wariatom drogowym" wykorzystuje ten mechanizm do zwiększenia bezpieczeństwa na drogach

Z Bogdanem Benczakiem, prezesem Fundacji PZU, rozmawia Jacek Uryniuk

Dlaczego firmie ubezpieczeniowej zależy na finansowaniu takich akcji jak "Stop wariatom drogowym"? Czy działanie tego typu jest jedynie elementem polityki CSR państwa grupy, czy ma jeszcze inne wymiary?

Działalność w ramach społecznej odpowiedzialności biznesu jest bardzo ważnym elementem strategii funkcjonowania Grupy PZU. Jak powszechnie wiadomo, nasza Grupa działa w różnych obszarach poprzez różne spółki i podmioty zależne. Jednym z takich podmiotów jest kierowana przeze mnie Fundacja PZU, która została poproszona o przygotowanie akcji społecznej "Kochasz? Powiedz stop wariatom drogowym". Akcja ta ma na celu zapobieganie niebezpiecznym zachowaniom kierowców na drogach. Jeżeli cel taki uda się zrealizować, będzie to skutkowało poprawą bezpieczeństwa na drogach. PZU jako lider na rynku ubezpieczeń komunikacyjnych jest bardzo zainteresowany tym, by bezpieczeństwo na naszych drogach i ulicach poprawiało się i było jak najwyższe, bo to bezpośrednio przekłada się na nasz biznes i wysokość odszkodowań, jakie musimy wypłacać. Tak więc można powiedzieć, że troska o bezpieczeństwo jest jednym z obszarów społecznej odpowiedzialności, w których my jako PZU chcemy działać. Jeżeli spojrzy się na inne podejmowane przez Fundację PZU inicjatywy, to okaże się, że wszystkie one w jakiś sposób są związane z naszym biznesem. Wspieramy na przykład promowanie zdrowego trybu życia. W ramach tego prowadzimy akcję PZU Trasy Zdrowia, która ma na celu aktywizację lokalnych społeczności w kierunku poprawy aktywności fizycznej. Wszystkie nasze działania są więc w jakiś sposób związane z bezpieczeństwem - czy to na drogach, czy zdrowotnym.

Dlaczego w obecnej edycji akcji "Stop wariatom drogowym" postawili państwo na dotarcie do pasażerów jako tych osób, które mogą poprawić zachowanie kierowców?

Za uczestników ruchu drogowego nie można uznawać jedynie kierowców, ale także pozostałe osoby znajdujące się w pojazdach, a więc pasażerów. Nasz przekaz idzie więc w tym kierunku, by uświadomić osobom, które mają w domach wariatów drogowych, że mają wpływ na ich zachowania. Moje własne doświadczenia podpowiadają mi, że te badania nie są oderwane od rzeczywistości. Na moje zachowanie na drodze absolutnie największy wpływ mają moje dzieci. Zawiesiły w aucie serduszko, które przypomina mi za każdym razem, gdy prowadzę samochód, że mam do kogo wracać. Wiemy więc, że kierowcy zwracają uwagę na to, co słyszą od osób, na których im zależy. Nasza akcja ma dwa wymiary. Po pierwsze ma wpłynąć na pasażerów, by uświadomili sobie, że powinni reagować, gdy widzą niewłaściwe zachowanie kierowcy. Z drugiej strony chcemy też uzmysłowić kierowcom, by zdawali sobie sprawę, że u celu podróży samochodem czekają osoby, którym zależy na tym, by wrócili cało i zdrowo.

Skąd wziął się pomysł na najnowszą odsłonę kampanii "Stop wariatom drogowym"?

Chcieliśmy zrobić coś nowatorskiego i zupełnie innego od akcji społecznych, z którymi dotąd mieliśmy do czynienia. Obecnie w telewizji, internecie czy innych mediach możemy obserwować wiele akcji mających na celu zwiększanie bezpieczeństwa na drogach. Większość z nich koncentruje się jednak na pokazaniu skutków wypadków. Bardzo często widzimy na przykład okropne obrazy z miejsca tragedii drogowych. Ale z naszych badań wiemy, że takie epatowanie tragizmem nie do końca jest skuteczne. Zaczęliśmy szukać innego rozwiązania. Doszliśmy do wniosku, że pozytywny przekaz może być skuteczniejszy. I z kolejnych badań wynikło, że rzeczywiście jest. Uznaliśmy więc, że skorzystanie z uczuć w kampanii może zdziałać cuda. Jestem przekonany, że nasza kampania, która stawia na pozytywny przekaz, będzie skuteczniejsza niż inne, które koncentrują się na przekazie negatywnym.

Obecna edycja to już kolejna z serii kampania PZU o wariatach drogowych. Czy mierzą państwo w skuteczność takich akcji, jeżeli w ogóle można ją zmierzyć? Czy poprzednie edycje kampanii przyniosły spodziewany efekt?

Już samo to, że pan pamięta o pierwszej akcji "Stop wariatom drogowym", jest dowodem na to, że takie akcje są skuteczne. Większości osób wydaje się, że jej pierwsza odsłona była niedawno, tymczasem od jej debiutu minęło już 10 lat. Ale o jej skuteczności świadczą także dane liczbowe. 64 proc. społeczeństwa i 73 proc. kierowców deklaruje, że zetknęło się z przekazem kampanii "Stop wariatom drogowym" po pierwszej edycji akcji. W naszej opinii to duży sukces. Zdajemy sobie jednak sprawę, że takie działania nie mogą być jednorazowe i muszą mieć charakter ciągły. Stąd decyzja, by ją kontynuować w tym roku. Chcemy z nią dotrzeć do jak największej części społeczeństwa. Zamierzamy też poszukać narzędzia, które odpowie nam na pytanie, czy nasze działania rzeczywiście zmieniają zachowania kierowców, a jeżeli nie, to co zrobić, by tak było.

Podczas startu pierwszej edycji akcji "Stop wariatom drogowym" pojawiły się zarzuty, że ze względu na nazewnictwo może ona obrażać np. psychicznie chorych. Czy taki problem został przez państwa dostrzeżony?

Tak, dotarły do nas takie opinie. Stoimy jednak na stanowisku, że w naszej kampanii w żadnym wypadku nie stosujemy terminu medycznego, a odnosimy się do potocznego znaczenia słowa wariat. W naszej definicji wariat drogowy to osoba, która robi coś niespodziewanego na drodze, przekracza ogólnie przyjęte zasady ruchu bez zastanowienia się nad efektem takich czynów. Odnosimy się również do pieszczotliwego rozumienia słowa wariat. Większość z nas jest lub przynajmniej była kiedyś kochana przez kogoś i na pewno nieraz usłyszała od swojej drugiej połowy, że jest jej kochanym wariatem. Dla nas takim wariatem jest więc nie tylko pirat drogowy, przekraczający dozwoloną prędkość kilkukrotnie czy przejeżdżający z impetem na czerwonym świetle, ale także osoba, która zapomina zapiąć pasy bezpieczeństwa czy używa telefonu komórkowego podczas jazdy bez odpowiedniego zestawu. Jesteśmy więc przekonani, że hasło jest dobrze kojarzone i jego zmiana byłaby nieuzasadniona.

Czy kampania będzie w przyszłości kontynuowana?

Założeniem tej kampanii jest, by ona żyła nieco swoim życiem. Robimy dużo w kierunku rozpędzenia jej w mediach społecznościowych. Będziemy również obserwować, jak nasze propozycje odbierają ludzie, i będziemy reagować na zmieniające się okoliczności. Na bieżąco będziemy więc modyfikować nasze działania, by były one jak najbardziej skuteczne. Liczymy na media, które mają ogromny wpływ na opinię publiczną. Liczymy, że za ich pośrednictwem dowiemy się, co o naszej akcji myślą czytelnicy. Mamy nadzieję, że włączą się w nią także policja oraz placówki edukacyjne.

@RY1@i02/2014/157/i02.2014.157.00000230a.801.jpg@RY2@

WOJTEK GÓRSKI

Bogdan Benczak, prezes Fundacji PZU

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.