Rodzic Pierwszy sponsor kadry narodowej
Państwo cały czas nie dostrzega prostej zależności, że im więcej zainwestuje w uprawiające sport dzieci, tym więcej zyska mistrzów
Podczas igrzysk olimpijskich w Soczi jeden z koncernów wykorzystywał podczas promocji hasło "Dziękuję Ci, mamo" - towarzyszyło ono spotom pokazującym zawodników osiągających medalowy sukces. I choć intencja twórców była nieco inna, pod sloganem powinien podpisać się każdy polski kibic - bez rodziców nie byłoby naszych sportowców. I nie chodzi tylko o wychowanie; to rodzice są pierwszymi i najważniejszymi sponsorami przyszłych reprezentantów.
Na nagraniach z konferencji Jerzego Janowicza zorganizowanej po meczu przegranym z Chorwatem Martinem Cziliciem wyraźnie widać, że nie jest to najlepsze spotkanie tenisisty - sportowiec ma zmęczoną twarz, podpuchnięte oczy, nerwowe ruchy. Na pytania odpowiada krótko, jest zniecierpliwiony. Opanowania wystarczy mu, żeby sucho odpowiedzieć na pytanie, czego zabrakło w meczu i gdzie popełnił błędy. Kiedy jednak dziennikarz pyta go, czy poprzeczka dla polskiego tenisa nie jest ustawiona zbyt wysoko, Janowicz nie wytrzymuje. W odpowiedzi wylewa morze goryczy. "Jesteśmy krajem, który nie ma jakiejkolwiek perspektywy w sporcie, biznesie, życiu prywatnym. Nie ma perspektywy dla nikogo. Trenujemy gdzieś po szopach - nie tylko w tenisie. Zbigniew Bródka musi trenować za granicą. [...] Przeżyjcie to, co przeżywają sportowcy. Nie ma żadnej pomocy - w żadnym sporcie, w żadnym zawodzie! Każdy musi orać, żeby coś osiągnąć" - mówi, a słowa te w ciągu kilku godzin pozna cała Polska. Wybuch frustracji młodego sportowca pokazuje się w wiadomościach, portalach internetowych, cytuje w gazetach i mediach społecznościowych.
Wkrótce dziennikarze wyruszają na poszukiwanie szop, o których wspomniał Janowicz. Zamiast nich odnajdują jednak komfortowe korty Miejskiego Klubu Tenisowego w Łodzi, w których rozbudowę w ostatnich latach zainwestowano blisko 10 mln zł, windując ośrodek na naprawdę wysoki poziom. Dziś są tam pomieszczenia dla tenisistów i administracji, sala gimnastyczna, siłownia i gabinet odnowy biologicznej. A to nie koniec planów - w ciągu najbliższych kilku lat w Łodzi mają powstać korty, na których będzie można rozgrywać turnieje ATP. Część opinii publicznej oskarża Janowicza o nadwrażliwość i to, że nie docenia tego, co dostaje od państwa. Polski tenisista tymczasowo przestaje udzielać się w mediach.
Kariera warta ferrari
Kiedy pytam o wsparcie dla młodych tenisistów w Polskim Związku Tenisowym, dostaję od rzecznika listę działań, które finansuje instytucja (choć, mimo prośby, nie ma przy nich kwot). Są to m.in.: system dofinansowania wyjazdów na turnieje międzynarodowe, reprezentacje w kategoriach wiekowych 12-18 lat, konsultacje, zgrupowania i trenerzy. Jakub Wasiak dodaje, że związek udziela dotacji indywidualnych pięciu młodym tenisistom: Magdalenie Fręch, Wiktorii Kulik, Janowi Zielińskiemu, Hubertowi Hurkaczowi i Kamilowi Majchrzakowi, a także prowadzi trzy programy skierowane do młodzieży: Tenis10, Tenis w Szkole i Tenis na Orlikach, w ramach którego przy wybudowanych w całej Polsce boiskach mają powstać także korty. Konkretne liczby pokazuje za to Ministerstwo Sportu - na szkolenie młodych tenisistów resort przekazał w 2013 r. 1,7 mln zł. Na cały sport młodzieżowy (łącznie z dofinansowaniem klubów, ośrodków szkolenia sportowego młodzieży, szkół mistrzostwa sportowego i w ramach programu Talent) - ponad 184 mln zł.
Na tym tle faktycznie może się wydawać, że słowa Janowicza są dla polskiego tenisa - i sportu w ogóle - wręcz obraźliwe. Ale jeśli przypadkowi młodego sportowca przyjrzeć się bliżej, okaże się jednak, że dobry stan kortów Miejskiego Klubu Tenisowego w Łodzi i obecny system wsparcia to tylko część prawdy o treningach najlepszego polskiego tenisisty, a jeśli chcemy zrozumieć jego frustrację, należy cofnąć się o kilka lat. Emocje Janowicza doskonale rozumie Paweł Nowacki, zastępca redaktora naczelnego DGP - 10 lat temu jego syn trenował w grupie z Janowiczem. - Słowa o szopach nie są przesadzone, pamiętam doskonale zimowe treningi, podczas których chłopcy grali w kurtkach, bo nie było nas stać na ogrzewanie balonu nad kortem - mówi i przekonuje, że w chwili, która była kluczowa dla rozwoju młodych tenisistów, nie dostawali niemal żadnego wsparcia. - Losy kariery sportowej rozstrzygają się między 10. a 14. rokiem życia, to właśnie wtedy nastolatek decyduje, czy chce grać zawodowo. Jeśli taką decyzję podejmie, powinniśmy rozmawiać o szkoleniu przyszłego reprezentanta, tymczasem większość wydatków na sprzęt, trenera czy wynajęcie kortu ponosili rodzice.
Nie jest tego mało, bo po jakimś czasie zawodnik musi już grać codziennie, podczas indywidualnych treningów; później dochodzą jeszcze wyjazdy na zagraniczne turnieje. Jaka to skala? W rozmowie dla Orange Sport Polska, którą udostępniono nam na potrzeby tego artykułu, opowiada o niej ojciec Juliana Turosieńskiego, 20-letniego tenisisty. - Kiedy Julian miał 10 lat, wysłaliśmy go do IMG Academy Bollettieri na Florydzie, to były wydatki rzędu 100 tys. dol. rocznie. Później przenieśliśmy się do Johana Krieka - bardzo znanego gracza z Republiki Południowej Afryki - u niego koszty były trochę niższe - wyliczał i żartował: - Powiedziałem wtedy synowi, że jak przestanie trenować tenisa, to kupię sobie ferrari.
Turosieński porównał też początki kariery syna do działania firmy, która co miesiąc ma koszty, ale przez lata nie wypracowuje żadnych zysków.
Paweł Nowacki ocenia wprost, że bez rodziców nie ma polskiego tenisa, i wspomina zawodowe początki Jerzego Janowicza. Opowiada, że rodzice dość wcześnie zdecydowali, że będą wspierać jego karierę. Pamięta, jak ojciec Janowicza jeździł do różnych klubów i prosił o możliwość darmowego wejścia na kort, jak sprzedawał samochód czy kolejne sklepy, jak przyjeżdżał do łódzkich redakcji i prosił, by opublikować choć kilka zdań o wygranej syna w jakichś niewielkich turniejach, bo to pomoże mu w negocjacjach.
Wysiłki rodziców Jerzego Janowicza stały się niemal legendarne, kiedy tenisista doszedł do finału paryskiego turnieju Masters. "Przegląd Sportowy" określił wtedy jego karierę mianem bajki o Kopciuszku, przypominając, że w początkach Janowicz myślał jeszcze o znacznie tańszej siatkówce, a kiedy już zdecydował się na profesjonalne uprawianie tenisa, wielokrotnie miał problemy choćby z wyjazdem na najważniejsze turnieje - ze względu na koszty nie pojechał na Australian Open. "PS" przypominał też inne wydarzenia: po turnieju w Moskwie Janowicza odbierała samochodem dziewczyna (tenisista nie miał swojego), a sam zawodnik zapewniał podczas konferencji prasowej, że "wie, co to tanie linie lotnicze".
Podobne historie opowiadano zresztą dużo wcześniej o Agnieszce i Urszuli Radwańskich. Ich nieżyjący dziadek Władysław Radwański sprzedawał najcenniejsze obrazy z kolekcji, żeby dziewczyny mogły trenować i wyjeżdżać na turnieje. - Znam jednak wielu sportowców, którzy nie mieli takich możliwości. Równolegle z moim synem trenowało wielu bardzo dobrze zapowiadających się chłopców, którzy ze względu na koszty musieli zrezygnować z gry. Część wypadła ze sportu w ogóle, ale niektórzy przechodzili do innych dyscyplin, które po prostu taniej było uprawiać - mówi Paweł Nowacki.
Paradoks polskiego sportu
Jak widać na przykładzie tenisisty, warunków, w których trenowali sportowcy kilkanaście lat temu, i dzisiejszych nie sposób porównywać. "To nasza polska norma, najpierw muszą przyjść sukcesy, a potem buduje się zaplecze. W innych krajach najpierw inwestuje się w młode talenty" - mówił kiedyś w jednym z wywiadów Adam Małysz. W jego dyscyplinie jego sukces pomógł utworzyć program szkoleniowy, który przyniósł nam co najmniej kilku dobrych zawodników - byliśmy w stanie wystawić liczącą się reprezentację na igrzyska olimpijskie.
Jego słowa nadal pozostają aktualne w innych sportach. Właściwie po każdych igrzyskach, z których nasza reprezentacja przywozi medale, ekipy telewizyjne wybierają się filmować miejsca, w których medaliści zaczynali kariery lub przygotowywali się bezpośrednio do występów. Po letnich igrzyskach w Pekinie pokazywano salę gimnastyczną, w której trenował złoty medalista Leszek Blanik. Gimnastyk rozbieg do skoku musiał brać z korytarza - sala gimnastyczna była zbyt krótka. Ekipa TVN 24 wybrała się z kolei do mistrza świata w rzucie młotem Pawła Fajdka. Okazało się, że trenuje na zarośniętej łące. Joanna Fiodorow, koleżanka medalisty, pokazywała dziennikarzom wysokie krzaki i opisywała, że znajomi Fajdka asystują przy treningach, szukając w nich młotów po rzutach. Telewizja pokazywała też warunki, w jakich trenowała młocistka Anita Włodarczyk, medalistka mistrzostw świata w Moskwie. Choć na warszawskim stadionie Skry powstała nowa rzutnia, działacze tłumaczyli w rozmowie z telewizją, że Włodarczyk nie może jej używać, bo muszą oszczędzać obiekt na zawody.
Przykłady można mnożyć: Damian Janikowski, brązowy medalista mistrzostw Europy w zapasach, trenuje w hali, której nie remontowano od 30 lat. Justyna Kowalczyk latem wyjeżdża za granicę, bo w Polsce nie ma dobrej wybetonowanej rolkostrady. Zawodniczka nazwała to zresztą swoją największą porażką i w notce na blogu apelowała do władz Centralnego Ośrodka Sportu, by zainwestowały w pięciokilometrową trasę. Argumentowała, że brak takiego obiektu kosztował zdrowie Sylwię Jaśkowiec, która w 2010 r. uległa poważnemu wypadkowi, kiedy trenując na drodze publicznej, ratowała się przed zderzeniem z autobusem, skręcając do wybetonowanego rowu. Jaśkowiec, będąc u szczytu formy, musiała się zająć rehabilitacją i przechodziła kolejne operacje.
Po każdej takiej informacji ze strony działaczy sportowych padają obietnice. Choćby taka, że po medalu olimpijskim dla Zbigniewa Bródki ma powstać pierwszy polski kryty tor do łyżwiarstwa szybkiego. Doświadczenie nakazuje jednak sceptycyzm - po sukcesie Leszka Blanika w Gdańsku miała powstać hala do lekkiej atletyki, a medalista publicznie obiecywał, że do 2020 r. będziemy mieć kolejne sukcesy. Budowa do dziś się nie rozpoczęła.
Żeby jednak nie popadać w zbytnie malkontenctwo, trzeba przyznać, że warunki dla młodych sportowców są obiektywnie coraz lepsze. Tylko na bezpośrednie wsparcie młodych sportowców resort w 2013 r. przeznaczył 101,4 mln zł. Na szkolenie kadr wojewódzkich przekazał kolejne 42,9 mln. Szkolenie na szczeblu akademickim dotowano kwotą 14 mln, a na organizację współzawodnictwa sportowego ministerstwo przeznaczyło kolejnych 7,9 mln zł. 12 mln dostały szkolne ośrodki siatkarskie.
Tymczasem niektórzy komentatorzy po igrzyskach w Soczi zaczęli wysuwać tezy, że polskim sportowcom udaje się osiągać wysokie wyniki właśnie przez to, że słabe warunki kształtują ich charakter i wolę walki. Przywoływano przykład tenisisty Novaka Djokovicia, który w swojej książce "Serwuj, aby wygrać" tak opisywał początki swojej kariery, która rozwijała się w czasie wojny na Bałkanach: "Trenowaliśmy w miejscu, które ostatnio bombardowano, sądząc, że skoro wczoraj spadły tam pociski, dzisiaj się nie powtórzy. Graliśmy bez siatki, na pokruszonym betonie. Moja przyjaciółka Ana Ivanović trenowała w pustym basenie. A czasami zbieraliśmy się na odwagę i przekradaliśmy do naszego klubu tenisowego Partizan".
- Djoković trenował w czasie wojny, ale za to Agassi miał świetne warunki - ripostuje dr Dariusz Parzelski, psycholog sportu ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. - W NBA pewnie można znaleźć tyle samo zawodników, którzy dorastali w getcie, co uczących się w dobrych liceach. Nie można stwierdzić, że jeden czynnik warunkuje sukces sportowca - przekonuje.
- Nie da się w prosty sposób przeliczyć wydanych złotówek czy kilometrów krytych torów na sukcesy. Czy gdyby Leszek Blanik miał od początku lepsze warunki, doszedłby dalej? Być może tak, a być może nie - tego nigdy nie sprawdzimy. Może on akurat jest zawodnikiem, dla którego motywująca była walka z trudnymi warunkami, może gdyby dostawał większe wsparcie, nie wygrywałby zawodów? Pracuję z zawodnikami wielu dyscyplin, niektórzy skarżą się na to, co wyprawiają związkowcy czy ministerstwo. I czasami to wszystko buduje sportową złość, a czasami bezradność. Zależy od zawodnika. Proszę zwrócić uwagę, gdzie była polska piłka 40 lat temu. Trudność wyrwania się z komuny, chęć wyjazdu była dla tych zawodników dodatkową motywacją. Być może nigdy nie graliby tak dobrze, gdyby nie ona - przekonuje psycholog.
Jak wylicza dr Parzelski, czynników, które wpływają na sportowca, jest wiele: najbliższa rodzina, trener, klub, potem władze lokalne, związek sportowy, szkoła. - One mają znaczenie, ale u każdego sportowca proporcje rozkładają się inaczej - mówi.
Zawodnik na walentynki
Mimo że warunki są coraz lepsze, od wydatków na finansowanie kariery nie da się uciec. Ci, których dzieci trenują wyczynowo jakikolwiek sport, przekonują, że kariera zawodnika to worek bez dna. Nieco lepiej mają ci, których dzieci trenują sporty zespołowe - koszty wyjazdów na turnieje czy wynajmu sali nie są wysokie, jeśli rozkładają się równomiernie na wszystkich. A i tak sezon koszykarski to dla rodzica wydatek rzędu 3 tys. zł. Amatorski klub rugby pobiera natomiast 60 zł miesięcznej składki. To oczywiście nie pokrywa wszystkich kosztów. - Co roku gramy 10 ligowych meczów. Jeśli to my zapraszamy, musimy wydać 3 tys. zł na wyżywienie dla zawodników drużyny przyjezdnej, sędziów, malowanie boiska. Taniej jest, kiedy to my wyjeżdżamy - wtedy płacimy tylko za autokar. Jeśli zbierzemy to w całość, wychodzi nam 25 tys. zł na same mecze jednej drużyny. A mamy dwie męskie, żeńską i młodzieżową - mówi Antoni Bohdanowicz, rugbysta Frogs Warszawa. - Rugby to nasza pasja, więc stajemy na głowie, żeby jak najwięcej osób mogło grać. W przypadku dzieciaków rodzice finansują stroje i dojazdy, my załatwiamy boisko i trenera - z młodzieżą pracują doświadczeni zawodnicy z drużyny, wielu z nich zresztą dokłada do działalności klubu z własnej kieszeni - dodaje.
Bohdanowicz przekonuje, że klub działa wyłącznie dzięki determinacji zawodników. - Jeden z nich przeprowadził ofensywę wśród klientów firmy, dla której pracuje, i namawiał ich do przekazywania nam pieniędzy. Jednak na początku tego roku i tak stanęliśmy przed finansową ścianą i wystawiliśmy na walentynkową aukcję randki z naszymi zawodnikami - mówi. Gorzej jest w sportach indywidualnych, gdzie oprócz hali i trenera trzeba samemu sfinansować sobie także sprzęt i suplementy diety. Barbara Nalepka, zawodniczka MMA, w początkach swojej kariery skarżyła się, że na same odżywki wydaje 300-350 zł miesięcznie. Pierwsi sponsorzy przyszli po roku na macie. Ojciec, którego 15-letnia córka właśnie podjęła decyzję o wycofaniu się z szermierki, wylicza natomiast: opłata klubowa to 150 zł miesięcznie, koszt kompletnego stroju treningowego - około 1,5 tys. zł opłata za obóz szermierczy kolejne 1,5 tys. zł. za dwa tygodnie. Do tego wpisowe i dojazd na zawody (także dla trenera), indywidualne lekcje, dresy klubowe. W większych klubach, którym udaje się pozyskiwać środki na działalność, trochę sprzętu na początek można pożyczyć, ale takie elementy jak klinga trzeba często wymieniać - mają bowiem swój atest, a po jego utracie nie można już się nimi pojedynkować.
Podobnie kluby starają się wspierać zawodników w panczenach. Choć łyżwy kosztują blisko 1,5 tys. zł, sekcje sportowe stają na głowie, by wypożyczać je zawodnikom. Nic dziwnego - do niedawna była to raczej niszowa dyscyplina, więc klubom zależało, żeby przyciągnąć jak najwięcej zawodników. Boom na łyżwy zaczął się wraz z sukcesami olimpijskimi Zbigniewa Bródki.
Rodzice sportowców pocieszają się jednym - że wspieranie kariery sportowej to inwestycja w dziecko, która przy odpowiedniej stopie zwrotu pozwoli mu w przyszłości na godne życie. A może nawet na trochę więcej. Bo, jak miał powiedzieć ojcu 20-letni Julian Turosieński, "tata, jak już zacznę wygrywać, to ci kupię to ferrari".
Rodzice pocieszają się jednym - że wspieranie kariery to inwestycja w dziecko, która pozwoli na godne życie. Bo, jak miał powiedzieć ojcu 20-letni Julian Turosieński, "jak już zacznę wygrywać, to ci kupię to ferrari"
@RY1@i02/2014/076/i02.2014.076.000001200.101.jpg@RY2@
ap
Anna Wittenberg
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu