Mamy pieniądze, a dzieci głodują
Urzędnicza obojętność i dziurawe przepisy sprawiają, że źle wydajemy fundusze przeznaczone na dożywianie
"Szanowna szkoło, moja córka chodzi do III klasy. Od listopada częstym gościem w naszym domu stała się jej koleżanka z klasy. Nie pisałabym o tym, gdyby nie to, że dziecko zawsze od wejścia pyta cichutko, czy może dostać coś do jedzenia i zawsze prosi nieśmiało, czy może zabrać ze sobą coś na wynos do domu. Pierwszy raz zetknęłam się z taką sytuacją, nie wiem, jak postąpić". Taki list do 1200 szkół wysłali analitycy z instytutu badawczego GRAPE (Group for Research in Applied Economics). I prosili o radę, jak zorganizować dziecku i jego rodzeństwu dożywianie. Połowa dyrektorów szkół nie odpowiedziała. A odpowiedzi, które przyszły, były niekompletne - tylko 40 proc. zawierało zainteresowanie problemem i prośbę o kontakt ze szkołą. Co trzecia zwracała uwagę na konieczność szybkiego reagowania. W 1/6 podano częściowe informacje o możliwościach, którymi dysponuje szkoła. Ledwie co dziesiąta zawierała dane kontaktowe do osób, które mogłyby pomóc.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.