Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Sygnaliści reagują, ale często cierpią nie za swoje błędy

Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Informują o nieprawidłowościach w urzędach gmin, w urzędach centralnych, choćby w policji, ale też w firmach, w których pracują. Często kończy się to dla nich szykanami i zwolnieniami z pracy

Były przetargi na sprzęt w gminie. Ewidentnie ustawione. Jako urzędnik zasygnalizowałam nieprawidłowości. Sprawa trafiła do prokuratury i CBA. Na czas postępowania osoba podejrzana o nieprawidłowości została odsunięta od pełnienia obowiązków. Jednak ostatecznie powróciła na swoje stanowisko - mówi jedna z nielicznych osób, która zdecydowała się z nami porozmawiać. - Ale ja już nie pracuję. I chcę pozostać anonimowa - zastrzega.

Podobnie twierdzą inne osoby, które poinformowały przełożonych w instytucji albo organy ścigania o nieprawidłowościach. Zdarzyło się, że nie tylko sygnalista, ale i jego małżonek stracili pracę, nie mogli jej znaleźć w danej miejscowości i musieli się wyprowadzić. Dokuczano również dzieciom takich osób.

W badaniu przeprowadzonym przez Instytut Spraw Publicznych "Sygnaliści - ludzie, którzy nie potrafią milczeć" można znaleźć więcej przykładów informowania o nieprawidłowościach.

Jednak decydują się mówić

Sygnalista z Częstochowy, pracownik pogotowia, zawiadomił dyrekcję o molestowaniu seksualnym pracownic i pacjentek. Dyrektor placówki odmówił jednak interwencji. Sygnalista zawiadomił organy ścigania. - Nie mogłem pozwolić, żeby komuś stała się krzywda - tłumaczył.

Inny przykład opisany przez ISP to funkcjonariuszka służb mundurowych, która miała przygotować przetarg na zakup sprzętu. Zorientowała się, że ten sprzęt nie będzie nikomu w firmie potrzebny. Przygotowała jednak dokument przetargowy, który ostatecznie zwierzchnik zamienił na inny, dostosowany do konkretnego oferenta. Nie podpisała tego dokumentu, chociaż przełożony mobbował ją i krzyczał na nią. Jak przyznała, obawiała się odpowiedzialności karnej. Ale żal jej było też zmarnowanych pieniędzy podatników.

Sygnaliści pojawiają się w różnych firmach i instytucjach. Policjant wystąpił w obronie mobbowanego kolegi. Mimo że żona go przestrzegała i mówiła, żeby tego nie robił. - Jak ja bym się wewnętrznie czuł, że nie odważyłem się powiedzieć prawdy - tłumaczył sygnalista.

Pracownica urzędu skarbowego była, jak twierdzi, świadkiem nieprawidłowej decyzji podatkowej, korzystnej dla lokalnego polityka. Związane to było z obniżeniem podatku. Kobieta i jej mąż podjęli interwencję w organach ścigania. - Myśmy się bali, że to zostanie zamiecione pod dywan - tłumaczyli swoje działania.

Rzadko jednak takie działania spotykają się z nagrodą. Przeciwnie - pracownicę urzędu skarbowego czekało postępowanie karne o złamanie tajemnicy skarbowej (sąd jednak je umorzył).

Czy są efekty

Jeśli informacje trafiały do przełożonych, ci na ogół sprawą się nie zajmowali, w najlepszym razie pozostawali bierni. Również zewnętrzne instytucje nie zawsze stawały na wysokości zadania. Nierzadko też, mimo próśb o anonimizację, przekazywały dalej dane osobowe sygnalistów.

- Potencjał sygnalistów jest wykorzystywany tam, gdzie są rozwinięte kultura informowania i mechanizmy wspomagające osoby, które informują o nieprawidłowościach w firmie czy urzędzie - mówi Aleksandra Kobylińska, jedna z autorek opracowania.

Z badań wynika, że część informacji znalazła odzwierciedlenie w orzeczeniach prawnych. Jednak, jak podaje ISP, bilans interwencji sygnalistów nie jest pozytywny. Interwencje wewnętrzne zazwyczaj nie odnosiły skutku. Powiadamianie służb skutkuje wprawdzie wyrokami i orzeczeniami. Jednak rzadko jest to korzystne dla sygnalistów. Spotykają się z jeszcze większymi szykanami w pracy, pod byle pretekstem są zwalniani, a osoby, które dopuszczają się nieprawidłowości, pozostają na stanowiskach.

Jak ich oceniamy

Wprawdzie świeżych badań w tym zakresie nie ma, ale Instytut Spraw Publicznych przytacza (za Centrum Badania Opinii Społecznej) badanie dotyczące polskich realiów.

W odpowiedzi na pytanie o ocenę zachowania hipotetycznego Nowaka, który powiadomił odpowiednie organy zewnętrzne, że w macierzystej firmie dochodzi do różnych patologii, większość badanych wyraziła poparcie dla jego decyzji. W wypadku bardziej miękkich naruszeń prawa - np. zatrudniania nielegalnie lub pracy na czarno - Nowakowi przyznawało rację 59 proc. ankietowanych.

Wraz ze wzrostem kalibru nadużyć poziom poparcia dla działań sygnalisty wzrastał: do 70,1 proc. w wypadku ustawiania przetargów, do 72,3 proc. w sprawie nadużyć finansowych i korupcji, do 77,1 proc. w wypadku nielegalnego zatruwania środowiska ściekami. Największy stopień akceptacji badanych - 81,4 proc wskazań - zyskało przekazanie informacji o nieprawidłowościach, które mogą skutkować zagrożeniem życia lub zdrowia pracowników.

- Ale to tylko deklaracje - mówi Aleksandra Kobylińska z ISP. - Zarówno w przypadku urzędników, czy to gminnych, czy państwowych, realne postawy bywają różne. Z badań wynika, że mieszkańcy są dobrze nastawieni do osób, które wskazują na nieprawidłowości. W praktyce jednak nie są one postrzegane dobrze. Nadal bywają traktowane jak donosiciele. Do tego dochodzi krzywda, jakiej doznają sygnaliści. Utrata pracy, inne szykany. Nawet po pozornym wygraniu sprawy, np. po interwencji lokalnych mediów, szykany nie ustają. Często kończy się to zmianą pracy.

- Chyba nadal nie ma u nas świadomości, że sygnalista to osoba aktywna społecznie, która dba przecież o interes nas wszystkich, podatników. Pokazuje naruszenie norm etycznych - mówi współautorka badań.

Sądy na ogół przychylne

Problematyką sygnalistów zajmują się różnego rodzaju sądy, także w odniesieniu do pracowników sektora publicznego. Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie Guja przeciwko Mołdawii (skarga nr 14277/04) uznał prymat wolności wypowiedzi w interesie publicznym nad tajemnicą państwową. Urzędnik państwowy może działać jako sygnalista (z ang. whistleblower), mimo że na co dzień obowiązują go wyższe standardy lojalności wobec pracodawcy niż pracowników firm prywatnych. Jeszcze wyższy stopień lojalności obowiązuje funkcjonariuszy służb mundurowych. Nie oznacza to jednak całkowitego wyeliminowania prawa do krytyki. Wojsko czy policja powinny więc szanować sygnalistów, którzy zgłaszając nieprawidłowości, nie nawołują jednocześnie do naruszenia dyscypliny - takie wnioski przyniosły wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawach Rekvenyj przeciwko Węgrom (skarga nr 24348/94) i Grigoriades przeciwko Grecji (skarga nr 24348/94). Wyroków utrzymanych w podobnym tonie nie brakuje również w polskim orzecznictwie. Sąd Najwyższy w wyroku z 5 grudnia 2007 r. (sygn. akt II PK 122/07) przyznał, że pracownik sygnalista może podważać rozwiązanie umowy o pracę z tego powodu, iż rozwiązanie to nastąpiło właśnie dlatego, że zatrudniony zwracał uwagę na nieprawidłowości występujące wewnątrz danego podmiotu. Rozwiązanie kontraktu z powodu sygnalizowania błędów może stanowić naruszenie zasad współżycia społecznego. Na korzyść sygnalistów przemawia również wyrok SN z 19 lutego 2009 r. (sygn. akt II PK 156/2008). Skład orzekający stwierdził, że o nielojalności pracownika można mówić jedynie wtedy, gdy jego zachowanie ma charakter naganny. Tymczasem sygnalizacja może co prawda wiązać się z utratą zaufania do pracownika (ten ujawnia bowiem poufne informacje o nieprawidłowościach wewnątrz danej instytucji), ale towarzyszy mu przy tym chęć realizacji słusznego celu, jakim jest eliminacja patologii.

OPINIA EKSPERTA

@RY1@i02/2015/023/i02.2015.023.08800050a.802.jpg@RY2@

Joanna Heintdman psycholog społeczny

Psychologia społeczna pokazuje, że jesteśmy często obojętni wobec łamania zasad, ustalonego porządku czy nawet krzywdzenia innych. Są opisane mechanizmy, które nakłaniają nas do konformizmu. Bo inni nic nie robią, nie reagują - więc my także tak postępujemy. Jednak kiedy zdarza się, że ktoś reaguje i podejmuje działania, także jest nam to nie w smak. Być może to kwestia norm społecznych, które ustaliły się w społeczeństwie polskim. Mamy rozdwojoną świadomość. Z jednej strony chcielibyśmy, by jak najwięcej się zmieniło na dobre. Jednak z drugiej niewiele robimy, kiedy ktoś notorycznie parkuje pod naszym blokiem na miejscu dla niepełnosprawnych lub na zakazie parkowania. Zdarza się też, że zakłócany jest porządek w budynku mieszkalnym. To drobne przykłady, ale pokazujące często dominującą postawę. Sygnaliści są więc także odbierani w sposób wyrażający niespójną postawę. Z jednej strony dobrze, że są, bo dzięki nim coś się zmienia, ale też są podejrzanymi nonkonformistami. A więc nie wiadomo, czego się po nich spodziewać. W moich oczach sygnaliści często są tymi, którzy mają więcej energii i odwagi, by bez poparcia większości działać. A z ich działań korzysta często większa społeczność.

współpraca PPŃ

Monika Górecka-Czuryłło

 monika.gorecka@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.