Maseczka niezgody
Manifestują niezgodę czy po prostu im się nie chce? Dlaczego niektóre społeczeństwa odmawiają zakrywania twarzy częściej niż inne
Nienoszenie maski to grzech – mówi ksiądz z miejscowości położonej na obrzeżach Puszczy Kampinoskiej. Na pytanie, dlaczego wierni w kościołach czasem zapominają o zachowaniu dystansu i zasłanianiu twarzy, odpowiadać nie chce. – To sprawa ich duszpasterza i tego, co przekazuje zgromadzonym. Ja w każdą niedzielę przypominam, że najważniejszymi przykazaniami dla chrześcijanina są miłość do Boga i bliźniego. I że przez taki pryzmat należy patrzeć na obostrzenia. A nawet więcej. Jeśli ktoś świadomie stawia na szali zdrowie innych, to łamie piąte przykazanie: nie zabijaj.
Na temat maseczek pada wiele wzniosłych słów, bo ich noszenie lub nie stało się rodzajem manifestu. Na szali kładzione są mocne argumenty. Z jednej strony obawa o zdrowie słabszych i starszych, poczucie współodpowiedzialności. Z drugiej – swobody obywatelskie. Ale są też bardziej przyziemne. Z jednej strony ostrzeżenia lekarzy o tym, jak wielkie szkody w organizmie może wyrządzić koronawirus, z drugiej – kwestionowanie doniesień naukowych i narzekanie na niewygodę. Na wszystko nakłada się wątpliwość: jak to jest, że jedni muszą się stosować, a inni nie? Ci inni to zwykle politycy, których oglądamy na konferencjach czy sejmowych briefingach. I tak oto spór o maseczki stał się nową osią podziału, która szybko nie zniknie. Bo jak mówią naukowcy, z zasłanianiem ust i nosa będziemy musieli liczyć się nawet do 2022 r., a minister zdrowia ogłosił kilka dni temu politykę „zero tolerancji” dla osób nienoszących maseczek.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.