Polacy już są bardziej aktywni, a będzie coraz lepiej
Konferencję w Kielcach (16 października 2018 r.) poświęciliśmy rozmowom o tym, jak nasi rodacy spędzają czas wolny i co z tego wynika dla biznesu i samorządów. Wniosek: aktywizacja opłaca się wszystkim.
„Dziennik Gazeta Prawna” postanowił przyjrzeć się dokładniej zapotrzebowaniu na rekreację w Polsce. Według powszechnego, choć do tej pory niezbyt udokumentowanego przekonania nasi rodacy coraz częściej uprawiają sport, wyjeżdżają w celach turystycznych, wychodzą na spotkania ze znajomymi poza domem i szukają oferty rekreacyjnej. Jak duży to rynek dla biznesu? Czy pozostają niezagospodarowane nisze, które należałoby włączyć do oferty? Dlaczego dla poszczególnych miejscowości istotne jest, by ta oferta była jak najbogatsza? I jakie wnioski płyną z tego trendu dla samorządów? Oddaliśmy głos praktykom.
– Czasami bywam pytany, co robimy, żeby młodzi kielczanie nie wyjeżdżali z miasta – mówił wiceprezydent Kielc Jacek Sayor, otwierając konferencję. – Oczywiście ważne są miejsca pracy i ich jakość, ale zaraz potem pojawia się pytanie, co można u nas robić po pracy. Dlatego dla miasta jest tak ważne, by mieszkańcy mieli sposobność aktywnego zagospodarowania czasu wolnego.
Jak podkreśla Andrzej Mochoń, prezes Targów Kielce, które udzieliły gościny konferencji, czasu wolnego Polacy mają całkiem dużo.
– W skali globu jesteśmy wśród szczęśliwców, mamy aż 26 dni płatnego urlopu. To luksus, o którym wiele narodów może tylko pomarzyć – mówił.
Dla biznesu
Nieco inaczej widzi to Kamil Pakosz, prezes Hello Poland, firmy, która specjalizuje się m.in. w turystyce przyjazdowej do polskich miast. Według niego Polacy nauczyli się planować czas wolny, bo mają go mniej niż kiedyś. Ekspert odwołuje się tu oczywiście do czasów sprzed przemiany ustrojowej i podkreśla, że minione 30 lat to okres ciągłych zmian. Nie tylko jednak związanych z polityką. Według Kamila Pakosza najpoważniejszą rewolucją było upowszechnienie się smartfonów. Telefon – jak mówi Pakosz – stał się centrum zarządzania wszechświatem klienta. Stąd wniosek: jeśli nie można zlokalizować atrakcji turystycznej czy wydarzenia przez wyszukiwanie w smartfonie, nie mogą one liczyć na sukces. A jest to rynek o niebagatelnej wartości: 56 mld zł rocznie.
Że Polacy interesują się sportem, to wiemy. Do niedawna jednak było to zainteresowanie bierne – które oczywiście również ma przełożenie na biznes, choćby w postaci czasu reklamowego w blokach sportowych w TV, zwłaszcza zaś podczas transmisji z najważniejszych wydarzeń. Według Adama Pawlukiewicza z firmy Pentagon Research nie należy po prostu godzić się z tym, że widzowie wybierają telewizję. Istnieją narzędzia, które pomagają tym przyzwyczajonym do scyfryzowanego, wirtualnego świata klientom odnaleźć się w rzeczywistości prawdziwego obiektu sportowego. Na przykład technologia gigapanoram, która pozwala na odszukanie się (i oznaczenie na Facebooku) na zdjęciu praktycznie każdemu kibicowi, który pojawił się wśród publiczności. Chcąc zaistnieć w świadomości potencjalnych kibiców, można np. przeprowadzić konkurs dla tych, którzy się oznaczą, co przełoży się na pozycję biznesową obiektu.
Dla aktywnych
Drugi wymiar sportu w życiu Polaków to aktywne uprawianie jakiejś dyscypliny. Według badań Pentagon Research z tą praktyczną stroną aktywności fizycznej nie jest w Polsce źle. W miesiącach jesiennych ubiegłego roku pozytywnie na pytanie „czy w ciągu ostatnich 30 dni uprawiał Pan, uprawiała Pani sport rekreacyjnie chociaż raz?” odpowiadało niemal 70 proc. badanych. Wśród aktywnych nieznacznie przeważają mężczyźni (pozytywnej odpowiedzi udzieliło 69,7 proc. pytanych). Pośród kobiet – 62,9 proc.
Rekordowo popularną dyscypliną amatorsko uprawianą przez Polaków jest jazda na rowerze (27,6 proc. deklarujących uprawianie jakiegoś sportu), 25,1 proc. pytanych stwierdziło, że biega. Pływa 17,8 proc. pytanych. Wbrew oczekiwaniom fitness i ćwiczenia siłowe jako formę swojej aktywności podało tylko po 5,6 proc. aktywnych Polaków. Co ciekawe, teoretyczne (bierne) zainteresowanie jakąś dyscypliną nie musi się wcale przekładać na jej uprawianie w praktyce (zwycięska „praktyczna” jazda na rowerze ma wśród biernych admiratorów zaledwie 5,2 proc. pytanych).
Dla społeczności
Robert Korzeniowski, czterokrotny mistrz olimpijski w chodzie sportowym, a dziś odpowiedzialny za pion medycyny sportowej w Grupie Luxmed, podkreśla rolę aktywności ruchowej w utrzymaniu zdrowia. Zwraca uwagę, że dawna piramida żywienia, czyli podstawowe zalecenie prozdrowotne, zmieniła się w piramidę zdrowego żywienia i aktywności fizycznej, przy czym ten ostatni punkt stał się jej podstawą.
Nasz mistrz podkreśla również, że bez szerokiego ruchu amatorskiego nie są możliwe sukcesy sportowej kadry kraju. Ruch amatorski zaś wymaga według niego struktury – klubów sportowych, które dyscyplinują, wpływają na regularność uprawiania sportu, wprowadzają też element rywalizacji. Krótko mówiąc, dla rozwoju ruchu amatorskiego potrzebny jest element grupy, która często funkcjonuje nie tylko na arenie sportowej, lecz przenosi się także na inne sfery życia. Jest też magnesem dla następnych potencjalnych sportowców. Aktywność fizyczna przestaje zatem być sprawą czysto prywatną.
Robert Korzeniowski zwrócił uwagę na jeszcze jeden aspekt sportu.
– Uprawiając go, robimy coś dla siebie, ale lubimy też pomagać innym – mówił.
Stąd właśnie popularność akcji łączących uprawianie sportu z działalnością prospołeczną. Słynny chodziarz wymienia choćby dwie z nich: Polska Biega z 2008 r. i kolejne edycje Pomocy Liczonej Kilometrami. W tej pierwszej aktywiści pokonywali dystans maratoński, zatrzymując się w mijanych miejscowościach, przekonując i pokazując na własnym przykładzie, że warto być aktywnym. W drugiej każdy kilometr przebytego (nie tylko przebiegniętego, można np. pływać lub jechać na rowerze) dystansu to konkretna kwota, którą T-Mobile wpłaca na rzecz potrzebujących podopiecznych Fundacji Nie Jesteś Sam. Efekt: w 2017 roku uczestnicy uzbierali aż 140 mln kilometrów!
O roli współpracy między biznesem, miastem i klubem sportowym dyskutowali Marcin Tomczyk, dyrektor zarządzający Stowarzyszenia Czarni Radom, i Mirosław Paluch, dyrektor Biura Sportu i Turystyki UM Radomia. Stowarzyszenie jest związkiem lokalnych przedsiębiorców, którzy nie chcieli dopuścić do upadku klubu siatkarskiego Czarni i dlatego postanowili wspólnie go finansować. To najlepszy przykład, jak ważne dla lokalnej społeczności jest posiadanie rozpoznawalnego klubu sportowego. Miasto udostępnia obiekty, a dla sportowej młodzieży funduje stypendia. Jak podsumowali zgodnie obaj panowie, wygrywają na tym wszyscy – przede wszystkim młodzież, która widząc sukcesy starszych zawodników, zyskuje cel, a uprawiając sport – nawet na rekreacyjnym, amatorskim poziomie – zyskuje zdrowy sposób spędzania wolnego czasu.
Nie tylko sport
W Kielcach rozmawialiśmy także o roli turystyki i wydarzeń masowych dla rozwoju miast i regionów. Jak można promować miasta, i to nie tylko te najpowszechniej kojarzone z atrakcjami turystycznymi, lecz także miejscowości drugiego wyboru, czyli te, które nie przychodzą jako pierwsze na myśl, gdy chcemy wyjechać na wakacje lub weekend?
– Zmieniamy się infrastrukturalnie, ale zmienia się także mentalność zarządców. Pamiętam, że 20 lat temu w czasie długich weekendów prawie wszystkie obiekty były zamknięte. Dziś patrzymy przez pryzmat świadczenia usług i dla osób z zewnątrz, i dla mieszkańców. Jeśli się pracuje nad promocją i działaniami informacyjnymi, to trzeba się też przygotować infrastrukturalnie, żeby turysty nie zawieść. Kiedy nie ma parkingu, toalet, dobrego oznakowania albo pieniędzy w bankomatach, to za rok pojedzie gdzie indziej – mówi Jacek Kowalczyk, dyrektor departamentu promocji, edukacji, kultury, sportu i turystyki Urzędu Marszałkowskiego woj. Świętokrzyskiego. – Nigdy nie byliśmy regionem wakacyjnym, a teraz się to zmienia. Ostatnie wakacje były rekordowe. Na przykład 150 tys. osób kupiło bilety do bałtowskiego kompleksu turystycznego. Gdy jest pomysł, to ludzie to kupują.
– Coraz częściej chcemy wyjeżdżać. Dla mieszkańców miast pierwszego wyboru, czyli dużych aglomeracji, miastami docelowymi są te mniejsze, jak Toruń, Olsztyn czy Rzeszów – mówi Jacek Janowski, dyrektor Departamentu Turystyki Krajowej Polskiej Organizacji Turystycznej. – Pojawiła się moda na krótkie wyjazdy, a mniejsze miasta mają ofertę przygotowaną na potrzeby mieszkańców miast największych.
Czy eventy mogą budować markę i przewagę konkurencyjną miasta?
– W przypadku wydarzeń, np. kulturalnych, trzeba zachowywać balans między wielkimi imprezami a mniejszymi, skierowanymi do lokalnej społeczności – uważa Katarzyna Stępniak z biura promocji miasta i turystyki UM Wrocławia.
– Nie mam wątpliwości, że wydarzenia tego typu są istotnym elementem rozwoju lokalnego – mówi Artur Sobolewski, dyrektor wydziału kultury, sportu i promocji Urzędu Miasta Kielce. – Zdajemy sobie sprawę, że uwarunkowania przyrodnicze, tj. fakt, że 50 proc. terytorium miasta stanowią tereny chronione, ogranicza rozwój przemysłu. Alternatywą są usługi, w tym sektor eventowy. Wydarzenia organizujemy sami jako miasto, a także wspieramy podmioty, które je tworzą. Istotnym elementem dla rozwoju społeczności lokalnej jest duma z tego, że to u nas odbywa się dane wydarzenie. A skoro już o tym mowa, z badań wynika, że mieszkańcy Kielc są najbardziej dumni z tego, że klub piłki ręcznej PGE w roku 2016 r. zdobył tytuł najlepszej drużyny w Europie.
partnerzy
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu